Wybuch Głośny huk Ciemność Ciemność W końcu mrok zaczął się rozpraszać. Usłyszałem głos:
Pani Wera, przybył ratownik, coś się tam wybuchło.
Cierpienie w szyi dało mi odczuć dotyk ręki. Próbowałem otworzyć powieki ledwo się udało. Przed oczami wisił wisiorek w kształcie prostokąta z wygrawerowanymi znakami zodiaku A obok nich twarz kobiety w białym kitlu.
Do operacji! krzyknął ktoś tuż obok.
Rodzice wrócili z pracy. Mama od razu pobiegła do kuchni, zerknęła do pokoju, w którym syn odrabiał lekcje. Dziadek wpadł do pokoju i od razu zauważył, że syn nie ma dobrego humoru.
Tomku, co się stało? zapytał, poklepując go po głowie.
Nic mruknął chłopiec, czteroklasista.
No dobra, mów!
Już wkrótce 8 marca. Nauczycielka dziś nas zatrzymała i powiedziała, że musimy zrobić dziewczynom prezenty.
No i co z tego? uśmiechnął się tata.
Mamy chłopców i dziewczyny w równych liczbach. Ona przydzieliła, kto komu ma dawać westchnął ciężko. Dostałem brzydką, Łucję Erfejską.
Każda dziewczyna chce dostać prezent na Dzień Kobiet, nawet te brzydkie tłumaczył tata, traktując syna jak dorosłego. A jak ona przydzielała? Alfabetycznie? A może według znaków zodiaku?
To tak nie wytrzymałem i znów się uśmiechnąłem.
Według kompatybilności. Łucja to Panna, a Pannie najlepiej pasuje Byk. A ja właśnie Byk.
To świetnie, skoro pasujemy! Może jeszcze się w niej zakochasz.
Ja?! W Łucję Erfejską?!
Tata wybuchł śmiechem. Wtedy wpadła mama:
Co u was się dzieje?
Łucjo, idź do kuchni zmienił się w poważny. Muszę poważnie pogadać z synem.
Gdy żona wyszła, Tomek zapytał smutnym głosem:
Tato, co mam teraz robić?
Przygotować prezent!
Jaki?
Jutro w pracy zrobię prezent dla twojej wybranki.
Tato, jakiego prezentu? Pracujesz w fabryce.
Tak! Pracuję w galvanizacji, robimy różne powłoki metalowe.
Tato, nie rozumiem.
Jutro sam zobaczysz!
***
Następnego dnia tata przyniósł wisiorek na łańcuszku, wyglądał jak złoty prostokąt. Na jednej stronie wygrawerowane były dwa znaki: Byk i Panna, a po drugiej maleńkim, ale ładnym pismem:
Mojej koleżance Łucji z okazji 8 marca! Anatol.
Ale pięknie się prezentował! Gdy mama włożyła go do foliowego woreczka, wyglądał jeszcze bardziej okazało.
***
Wreszcie nadszedł 8 marca. Nauczycielka nie zamierzała prowadzić lekcji. Najpierw uczniowie wręczyli jej prezent dziękowała długo. Potem oznajmiła, że chłopcy mają dawać prezenty dziewczynom.
Od razu wszyscy poszli do swoich wybranych. Tomek podszedł do Łucji Erfejskiej i wymamrotał, jak nauczył go tata:
Łucjo, życzę Ci wspaniałego Dnia Kobiet! Może kiedyś Byk i Panna połączą losy.
Po wypowiedzeniu frazy wrócił na miejsce i, nie zdając sobie sprawy, podbił serce tej brzydkiej dziewczyny, przynajmniej w jego wyobraźni.
Kilka miesięcy później rodzice Łucji przeprowadzili się do innej dzielnicy, a sama Łucja od szóstej klasy uczęszczała do innej szkoły.
***
Anatol otworzył oczy. Biały sufit szpitalnego pokoju. Próbował ruszyć rękami i nogami ruszyła tylko lewa ręka.
Gdzie ja jestem? zapytał niepewnie.
Usłyszał stukanie i podszedł pielęgniarz na wózku, przyjrzał się i zapytał:
Co się stało? Jesteś na oddziale chirurgii ratunkowej.
Czy moje ręce i nogi w całości? spytał cicho.
Wygląda na to, że tak odpowiedział z uśmiechem. Tylko że jesteś opatrzony od głowy do stóp.
To dobrze, że nic nie zginęło.
Wtedy podeszła położna i współczująco zapytała:
Jak się czujesz?
Co się ze mną stało? odpowiedział Anatol.
Nic ci nie grozi. Ręce i nogi będą działać. Trochę blizn odniosą położyła telefon przy uchu. Twoja mama chciała zadzwonić, jak się obudzisz.
Synu, rozległ się przez łzy głos matki.
Mamo, wszystko w porządku starał się brzmieć optymistycznie. Mówią, że to tylko małe blizny. Niedługo mnie wypiszą.
Nie pozwolili mi zostać z tobą na noc. Zaraz przyjdę.
Mamo, nie martw się! Położyłem telefon obok, uśmiechnąłem się do pielęgniarki:
Dzięki!
Nie długo już cię nie wypiszą uśmiechnęła się w odpowiedzi. Będziesz jeszcze trzy tygodnie.
Co się stało? zapytał sąsiad z sąsiedniego łóżka, gdy pielęgniarka wyszła.
Ja ratownik. Na fabryce w Katowicach wybuchły balony z gazem. Zostaliśmy wezwani, ruszyliśmy na miejsce. Było ogromne, trzy osoby ranne. Biegliśmy, wyciągaliśmy poszkodowanych, a kiedy już dotarłem do drzwi, kolejny balon eksplodował Nie pamiętam dalej.
To twoja wina? odpowiedział lekarz.
Anatol Głowacki odezwała się pielęgniarka. Przychodzi twój kolega z pracy.
Wszedł kolega, podbiegł do łóżka:
Hej, Tomku! Co słychać?
Ręce i nogi w całości! odparł optymistycznie, machając lewą ręką. Mogę tylko tą lewą przywitać!
Spoko!
Co potem było?
Wyszliśmy, kiedy eksplodował, wpadliśmy z powrotem, wyciągnęli cię krwawy, lekarze już przybyli.
Dzięki!
Tomku, o czym ty mówisz? nagle kolega się uśmiechnął. Chcą nas nominować do medalu.
Wtedy mnie wypiszą.
Dobra, idę. Teraz wasz obchód. Pielęgniarka powiedziała, że nie będzie długo.
Nagle wszedł lekarz, około czterdziestoletni:
Jak leci, bohaterze? podszedł do łóżka.
Normalnie.
Skoro już mówisz, żyjesz. Dajmy ci kontrolę!
Naprawdę? spytał Anatol. Nie, pani Wera Wojciechowska, przyjdzie pojutrze.
***
Dwa dni minęły. Anatol próbował wstać, ale ból nóg wciąż był silny, ręka prawą ogarnął opuchlizną, a na całym ciele gościło co najmniej dziesięć siniaków. Dwa na twarzy, kiedy balon wybuchł na szczęście prawą rękę zdążyłem wyciągnąć. Spojrzał w lustro twarz nadal spuchnięta.
Dziś miał przyjść lekarz, który dwa dni temu pięć godzin zszywał go w operacji. Anatol trochę się denerwował.
Weszła młoda, szczupła lekarz, w okularach, które tylko podkreślały jej twarz, a biały fartuch był jej jak ulał. Anatol miał już dwadzieścia siedem lat i był żonaty, ale po pół roku rozwiedli się nie dogadywali się charakterem, a byłydawna żona nie lubiła jego pensji ratownika.
Dzień dobry! odezwała się i podeszła do łóżka.
Dzień dobry! Pan mnie zszywał?
Tak uśmiechnęła się. Coś nie tak?
Przeciwnie, wszystko w porządku! Dziękuję bardzo!
Proszę, obejrzę pana!
Pochyliła się nad nim, a przed oczami znów ukazał się wisiorek ze znakami zodiaku, zwisający z jej szyi:
Łucja Erfejska!!! wykrzyknął Anatol.
Pani lekarz spojrzała na jego spuchniętą twarz.
Przepraszam! powiedziała, nie rozpoznając go.
Jestem Bykiem wskazał na wisiorek.
Tomasz Głowacki? jej usta drgnęły. Pamiętasz mnie jeszcze?
No tak, Łucjo! zobaczywszy łzy w jej oczach, położył dłoń na jej rękę.
Przepraszam! wyjąła chusteczkę i wytrzeć łzy. Nie myślałam, że tak się spotkamy.
***
Od tego dnia Łucja nie zaglądała już do jego sali, ale Anatol zrozumiał, że ich grafiki się pokrywają: dzień, noc i dwa dni wolne. Nie chciał wyglądać przed nią bezradny. Cały kolejny dzień chodził po sali, podpierając się od łóżek, kilka razy trzymał się za ścianę i wyszedł na korytarz.
Wieczorem lekarz zmiany popołudniowej odszedł, a nowa zmiana wjechała czuć to po rozmowach w korytarzu. Teraz był obchód
Nagle krzyki, pośpieszne kroki w holu zawsze tak, gdy przywołują kolejnego poszkodowanego.
Już dziesiąta godzina. Pielęgniarka weszła, zgasiła światło w sali. Nie mogło spać. Po północy w korytarzu słychać kroki, a potem cisza, a w tej ciszy Anatol poczuł, że ktoś płacze. Wstał ostrożnie i wyszedł na korytarz.
Przy stole dyżurnym siedziała, głowę opierając o ręce, jego była koleżanka ze szkoły. Podszedł i położył zdrową rękę na jej ramieniu:
Łucjo!
Ona wpadła w jego ramię:
Operowałam kobietę, wpadła pod samochód łzy spływały, opowiadała. Zrobiłam wszystko, co mogłam jest teraz w intensywnej terapii, ale nie przeżyje. Ma dwoje dzieci jej mąż jest przy niej w sali.
Trzy lata pracuję jako chirurg i wciąż nie przyzwyczajam się, że ludzie odchodzą.
Trzy lata i tyle zgonów, a jednocześnie tyle uratowałem westchnął Anatol. Moja żona od mnie odeszła, mówiąc, że nie stać mnie na dom i że w domu nie jestem.
Ja mam podobnie spojrzała mu w oczy. Patrzą na mnie jak na szaloną. Wciąż nie zamężna, mieszkam z rodzicami.
No dalej, mamy po dwadzieścia siedem lat przed nami życie.
Nie, Tomku, mamy po dwadzieścia siedem.
Pani Wera Wojciechowska, puls spada krzyknęła wściekła pielęgniarka.
Przepraszam! i Wera rzuciła się do intensywnej terapii.
Tej nocy Anatol nie mógł zasnąć. Rano pielęgniarka, jak zwykle, zrobiła mu kawę.
Czy kobieta, której dziś w nocy operowali, żyje? zapytał, zaskoczony sam siebie.
Żyje, ale stan jest krytyczny.
***
Trzy tygodnie później rany się zagoiły. Z Łucją widywali się, kiedy była na dyżurze, a on coraz mocniej odczuwał przyciąganie. Jednak oddział chirurgii ratunkowej nie jest miejscem na prywatne rozmowy.
Podczas jednego z porannych obchód lekarz mówi:
Dzisiaj wypisuję pana, czyli z szpitala. Idzie pan do przychodni, a tam ustalą, jak długo będzie pan jeszcze obserwowany.
Mogę się pakować!
Tak, nie spieszcie się, zaraz przygotują wypis.
Gdy lekarz odszedł, Anatol ogolił się. Patrząc w lustro, zauważył, że dwa małe blizny nie psują twarzy, a dodają jej męskości.
Zebrał się, wyszedł na korytarz. W końcu się wyjaśni! pomyślał radośnie.
Pielęgniarka podała mu wypis:
Do widzenia, Anatolu! Nie wracaj już do nas!
***
Miał własne kawalerka, ale pojechał do rodziców. Mama czekała, była zestresowana, wzięła nawet urlop.
Synku! rzuciła się w objęcia.
Jestem cały, mamo, widzisz.
Chodź, przygotowałam obiad. Ależ schudłeś!
Tęsknię za domową kuchnią!
Dopóki nie wyzdrowiejesz i nie weźmiesz żony, zostaniesz w domu. Twój pokój wciąż pusty krzyknęła jak do dziecka. Myj ręce!
***
Do Wieczora poszedł do fryzjera, wrócił doWrócił do domu, usiadł przy stole i z uśmiechem myślał, że choć los potrafi zaskakiwać, to najważniejsze są ludzie, których kochamy.







