Dzisiaj mija już druga godzina, odkąd siedzę w kolejce do babci Jagody. Ta szeptucha to ostatnia nadzieja dla mnie, młodej kobiety, która od kilku lat nie mogła donosić dziecka. Wszystkie wyniki zawsze miałam idealne, żadnych nieprawidłowości, a jednak
Nie wiem, co ci powiedzieć Wyniki świetne, nie ma żadnych medycznych przeciwwskazań rozłożyła ręce doktor.
Ale przecież musi być jakieś wytłumaczenie. Jeśli jestem całkiem zdrowa, to czemu nie mogę urodzić? dopytywałam, rozpaczliwie szukając odpowiedzi.
Nie wiem. Medycyna rozkłada ręce. Może pójdziesz do kościoła? szepnęła niepewnie lekarka.
***
Z Markiem jesteśmy małżeństwem od pięciu lat. Mamy wszystko: stabilność finansową, własny dom pod Warszawą, miłość i szacunek. Tylko jednego w naszym przestronnym domu brakuje dziecięcego śmiechu.
Już dawno podejrzewałam, że nad nami ciąży jakieś fatum, a po słowach ginekolożki tylko się w tym utwierdziłam.
Kościół to jedno, ale w twoim przypadku może pomóc tylko szeptucha! poradziła mi koleżanka, podając na karteczce adres. Nie czekaj, jedź od razu. Im szybciej, tym lepiej!
W końcu przyszła moja kolej. Przekroczyłam próg malutkiej chatki ostrożnie, rozglądając się. Przed sobą zobaczyłam drobną, pogodną staruszkę w białej chuście i barwnej spódnicy. Uśmiechnęłam się wyobrażałam sobie jakąś groźną czarownicę z wielkim czarnym kotem, a tu taka sympatyczna osoba!
Witaj, córeczko! Siadaj tu, koło ikony powiedziała ciepłym głosem.
Ledwo usiadłam na miękkim krześle, łzy same pociekły mi po policzkach.
Wszystko wiem, skarbie. Pomogę, jak tylko potrafię zapewniła spokojnie babcia Jagoda.
Rozpaliła świecę, zaczęła modlitwę i przesuwała ogień wokół mnie. Cały rytuał trwał z 20 minut. Potem usiadła naprzeciw i ujęła mnie za rękę.
Nie możesz urodzić, bo ciąży na tobie klątwa jeszcze z dzieciństwa powiedziała prosto.
Jaka klątwa? Kto i dlaczego miałby mnie przeklinać? Przecież nikomu nie zrobiłam nic złego
Ty nie, ale twoja mama popełniła ciężki grzech. Ty płacisz za to, co ona zrobiła.
To niesprawiedliwe! Mamy już nie ma od lat czemu ja mam cierpieć za jej winy?
Tak już jest. Nie przeskoczysz praw wszechświata
Możecie mi pomóc? spytałam z nadzieją.
Nie dam rady. To nie uroki czy złe oko, co mogę zdjąć. Musisz się dowiedzieć, kogo skrzywdziła twoja matka i spróbować to odkupić. Pamiętaj módl się szczerze, za siebie i za tych, którzy cię skrzywdzili.
Dziękuję wyszeptałam drżącym głosem.
Wróciłam do auta i zadzwoniłam do męża.
Marek? Nie będzie mnie dziś w domu. Muszę pilnie pojechać do cioci. Zadzwonię później.
Ruszyłam więc do Piotrkowa, do cioci Heli.
Helenka! Dlaczego bez ostrzeżenia? Gdybym wiedziała, to bym saunę rozgrzała! ucieszyła się.
Jest sprawa przerwałam jej. Musisz powiedzieć mi prawdę. Co zrobiła moja mama? Z jakiego powodu spotyka mnie takie nieszczęście?
Dlaczego tak myślisz? zbaraniała Hela.
Opowiedziałam o wizycie u szeptuchy, o wszystkim, czego się dowiedziałam.
Skoro tak, to słuchaj
Ciotka zdradziła mi tajemnicę: moja mama, Iwona, była najpiękniejszą dziewczyną we wsi. Wszyscy chłopcy za nią szaleli, ale ona zakochała się w żonatym mężczyźnie. Bez skrupułów rozbiła rodzinę i zabrała Andrzeja od żony. Ta, Zofia, została sama z maleńkim synkiem.
Nieszczęsna Zofia nie wytrzymała, przyszła kiedyś błagać Iwonę na kolanach, żeby oddała jej męża. Iwona ją wygoniła i wyśmiała.
Wtedy Zofia w rozpaczy przeklęła matkę i jej nienarodzone dzieci
Co było dalej? wyszeptałam, przerażona.
Mama poślubiła Andrzeja, potem ty się urodziłaś. Ale długo nie pożyli jedno po drugim zmarli. Mówią, że to przez klątwę Zofii. A ty teraz ciotka rozpłakała się, łamiąc ręce.
Zofia mieszka jeszcze w wiosce? Muszę ją przeprosić za grzechy mamy
Z Zofią też się nie poukładało. Wkrótce potem zachorowała psychicznie. Najpierw była spokojna, potem rzuciła się na jakiegoś człowieka po tym wylądowała w szpitalu psychiatrycznym, a jej syn, Leszek, trafił do domu dziecka.
Leszek jest starszy ode mnie? To mój przyrodni brat? domyśliłam się.
Tak, niestety i jemu się nie poszczęściło… Po domu dziecka wrócił do wsi. Zaczął pić, robił awantury. W końcu zagubił się zimą w lesie. Znaleźli go, ale życia już nigdy nie wróciło do normy stracił nogi. Teraz porusza się tylko na wózku.
Matko Mama nie tylko rozbiła rodzinę, ale i zmieniła życie tylu osób na gorsze
Tak wyszło
Ciociu, zaprowadź mnie do brata. Muszę go choć zobaczyć.
Zgłupiałaś?! Ciągle pije, kto wie, co mu odbije? Zostaw to! Jedź do domu!
Nie. Jeśli ty nie pokażesz mi drogi, sama wypytam ludzi.
W końcu zgodziła się. Szedłyśmy przez zasypaną śniegiem polną drogę pod dom Leszka. Nawet domem tego już nie można było nazwać ruina, płot walący się, wszędzie ciemno, tylko światło od lampy naftowej przebijało maleńkie okienko.
Zapukałam niepewnie.
Otwarte! rozległ się zachrypnięty głos.
Katka, ja czekam w pobliżu, krzycz, jakby co szepnęła ciotka.
Weszłam do środka. Uderzył mnie zapach taniego alkoholu i dymu. Wszędzie pety i butelki, a za stołem, na wózku siedział mężczyzna o ostrych rysach. Na stole leżała zwinięta w kłębek biała kotka jedyny jasny punkt w tej chatce.
Ma pan kota na stole wymamrotałam, nie wiedząc, jak zacząć.
A co, przeszkadza? Biała jest tu moją panią mruknął nieprzyjemnie Leszek, mrużąc oczy. Po co przyszłaś? Z opieki społecznej? Nie pójdę do żadnego przytułku!
Nie, nie o to chodzi. Jestem Katarzyna, twoja siostra po tacie powiedziałam jednym tchem.
No proszę, siostrzyczka zakpił. Chyba przyszłaś po spadek? Nic tu nie ma, dom należy do matki!
Leszku, chcę tylko cię przeprosić i pomóc. Mogę coś dla ciebie zrobić?
Wybuchnął dzikim śmiechem.
Masz stówkę?
Wyjęłam z portfela pięć stówek, położyłam bez słowa na stole.
Dzięki. Wystarczy, zostałaś rozgrzeszona. Jak będziesz chciała przeprosić jeszcze raz, wiesz, gdzie mnie szukać mruknął.
Może chociaż do lekarza? Leki? zaproponowałam bezradnie.
Starczy, na razie. Idź już, spać mi się chce!
Wyszłam stamtąd, cała rozbita i nie mogłam powstrzymać łez. Wszystkiego się spodziewałam, ale nie takiej nędzy.
I co, pogadaliście? dopadła mnie ciotka.
Pogadaliśmy
Przebaczył?
Tak. Dziękuję, ciotko. Jadę już do domu.
Zostań do rana, jest późno
Muszę wracać do miasta skłamałam.
Chciałam być sama. Potrzebowałam czasu, by wszystko przemyśleć.
Cały następny tydzień byłam jak nieprzytomna. Myśli o Leszku nie dawały mi spokoju bo kto, jeśli nie ja, może mu pomóc? W końcu postanowiłam iść do kościoła, pomodliłam się za wszystkich, także za tych, którzy go skrzywdzili.
Ciężko ci, córko? podszedł ksiądz.
Zostałam sama w ławce przy bocznym ołtarzu.
Przepraszam, że zatrzymuję księdza. Już wychodzę
A może chcesz się wyspowiadać? Przyjdzie ci ulgą na sercu spojrzał ciepło.
Rozpłakałam się i powiedziałam mu wszystko, bez tajemnic.
Co ja mam ci poradzić Szeptucha się myli. Dzieci nie odpowiadają za winy rodziców. Ale radę z modlitwą ci dała dobrą. Zawsze módl się nie tylko za bliskich, ale i tych, którzy cię zranili.
A co z bratem? Chciałabym mu pomóc, zabrać do siebie, ale boję się, że mąż mnie nie zrozumie
Kieruj się sercem.
Nazajutrz wróciłam do Leszka zdecydowana, że zrobię wszystko jak trzeba.
Po co przyszłaś? Chcesz mi znowu dać kasę? warknął. Był trzeźwy, ale widać, że czuł się fatalnie.
Nie. Tym razem zabierasz się ze mną. Najpierw do szpitala, potem do mojego domu pod Warszawą. Mam tu miejsce dla ciebie. Jeśli ci się nie spodoba, zawiozę cię z powrotem na każde życzenie.
Tylko jeden warunek Biała jedzie ze mną! spojrzał na kotkę.
Bardzo dobrze! Zawsze chciałam mieć kota! uśmiechnęłam się.
***
Minęły trzy miesiące. Leszek zadomowił się u nas bardzo dobrze. Okazało się, że to wyjątkowo pogodny i wesoły człowiek, który zajął się komputerami i chce zostać informatykiem.
Jutro przywiozą twoje nowe protezy z Niemiec. Za kilka miesięcy wrócisz do chodzenia! powiedział Marek, poklepując go po ramieniu.
Dziękuję! Nigdy nie myślałem, że jeszcze kiedyś będę mógł sam chodzić
To wszystko zasługa Kasi, nie mojej! Dobrze, że znalazła brata uśmiechnął się Marek.
Pół roku później, staliśmy razem mój brat Leszek i Marek pod oknami szpitala. Szczęśliwa, pokazywałam im przez okno nasze bliźniaki, które właśnie się urodziły.
Teraz to się zacznie wesołe życie! zaśmiał się Marek.
To co, wujku, gotowy na dwójkę siostrzeńców? puścił oko Leszek.
Zawsze! odparł wesoło. Damy radę!







