Marka poznałam podczas pracy we Włoszech. Pracowaliśmy razem na polu i mieszkaliśmy w sąsiednich domach. Ja nie znałam zbyt dobrze angielskiego, on znał angielski i uczył się włoskiego, dzięki czemu zawsze mogliśmy gdzieś razem pójść lub pojechać. Ważną rolę odgrywał też fakt, że prawie jako jedyni mówiliśmy w tym samym języku i czuliśmy się zjednoczeni. Później nasza przyjaźń przerodziła się w miłość, a później rozmawialiśmy o małżeństwie.
Pracując, oboje oszczędzaliśmy na uroczystość. Przekazaliśmy naszym rodzicom dobrą nowinę. Czekali na nasz powrót i przygotowywali wszystko do ślubu. Ale w samolocie do domu zmieniłam zdanie.
– Nie mogę, – powiedziałam do Marka, – Nie mogę wyjść za ciebie.
– Co? Dlaczego, – mówił zdezorientowany.
– Jesteś zbyt zazdrosny, jesteś bardzo trudny.
Powód nie był tylko taki. We Włoszech nigdy nie patrzyłam na innych mężczyzn, a Marek szalał z zazdrości, że inni żyją i pracują z nami. Jeśli tylko kelner w kawiarni odważył się w jakikolwiek sposób na mnie spojrzeć, on się nakręcał.
Teraz uznałam po prostu, że pokochałam Marka, bo był rodakiem, z którym mogłam swobodnie rozmawiać, nie zadręczając się angielskim czy tłumaczem. W samolocie zaczęłam zdawać sobie sprawę, że dobrze się przy nim czuję, ale w kraju będą inni faceci. Mogłabym teraz wyjść za niewłaściwego faceta, a potem męczyć się przez resztę życia.
Marek był urażony. Podobnie było z moimi rodzicami. Wszyscy spodziewali się wesela, a ja nagle się przestraszyłam i zmieniłam zdanie. Przez wiele miesięcy słyszałam od matki, jak zniszczyłam sobie życie i że już nigdy nie spotkam tak dobrego faceta.
– Pracujący, niepijący, niepalący — święty człowiek! A ty zrezygnowałaś, – lamentowała.
Potem już nigdy nie myślałam o Marku. Nie wiem, jak potoczyło się jego życie, bo zablokowałam go na wszystkich portalach społecznościowych i zablokowałam jego numer, żeby nawet nie myślał o dzwonieniu do mnie. Ja znalazłam swoje szczęście. Wyszłam za mąż i urodziłam dziecko i ani trochę nie żałuję, że zmieniłam zdanie i odwołałam ślub.
Może moje życie z Markiem byłoby może bogatsze, a on może nauczyłby się nie być zazdrosnym o mnie, ale jestem pewna, że wszystko ułożyło się tak, jak powinno. Mój strach w tamtym czasie był znakiem, żeby rzucić wszystko. Jeśli coś mówi ci, że to nie jest twój mężczyzna, to po co zgadywać, czy to się uda, czy nie? Nigdy nie powinnaś wychodzić za mąż, jeśli masz wątpliwości.







