Wyjdę za mąż, ale nie za tego przystojniaka. Tak, jest wspaniałym chłopakiem pod każdym względem. Ale nie jest mój.

Znowu matka z współlokatorem przychodzi z jakimś mężczyzną. Już pod wpływem alkoholu Jadwiga chowa się w kącie za stolikiem nocnym.

Nie ma dokąd się schować, na dworze już pada śnieg. Dość mnie to wszystkiego. Latem skończę dziewiątą klasę i wyjadę do Krakowa. Wpiszę się na pedagogiczny technikum i zostanę nauczycielką. Choć miasto jest oddalone zaledwie dziesięć kilometrów, zamieszkam w akademiku.

Matka i goście rozkładają się w kuchni. Słychać bulgotanie, gdy wlewa się płyn do szklanki, w powietrzu unosi się zapach kiełbasy. Jadwiga niepostrzeżenie przełyka ślinę.

Chwila, ty! woła matka.

Co się tak łamiesz?

Was dwoje

Po raz pierwszy w dwójkę przerywa Michał, współlokator matki.

Rozlega się dźwięk przewracającego się garnka, szmer i chrupanie. Jadwiga wciska się mocniej w kąt. Hałas nagle cichnie.

Słuchaj, Mikołaju, śpi, mówi współlokator.

Sam mówiłeś, że to dobra dziewczyna, a już mam wrażenie, że

Słuchaj, ona ma córkę

Jaką córkę?

Jadwigę, ona już duża. Pewnie schowała się w pokoju.

Przynieś ją tutaj rozbrzmiewa radosny głos Mikołaja.

Jadwigo, gdzie jesteś? wchodzi współlokator, widząc Jadwigę, i uśmiecha się podstępnie. Chodź, usiądź z nami!

Nie mam nic przeciwko.

Czemu się wstydzisz? Michał próbuje objąć dziewczynę.

Jadwiga chwyta wazon stojący na stoliku nocnym i zrzuca go na głowę gościa. Rozlega się grzmot rozbitego szkła. Jadwiga ucieka z pokoju.

Trzymaj ją! krzyczy Michał. Ale dziewczyna już stała przy drzwiach wejściowych. Nie ma czasu na buty w skarpetach, starych szortach i koszulce wybija się na dwór.

Za nią wpadli mężczyźni. Ulica wioski jest pusta. Gdzie biegać po zmroku po śniegu? Zza rogu dochodzą krzyki. W ogromnym domu, obok którego biegła, słychać szczekanie. Potem ktoś krzyczy na psa.

Jadwiga puka w bramę i stuka. Otwiera ją mężczyzna, około czterdziestu lat.

Pomóżcie! szepcze dziewczyna, patrząc błagalnie na mężczyznę.

Wejdź! chwyta Jadwigę za rękę i zamyka drzwi.

Andrzeju, kto tam? wychodzi na ganek żona.

To ona wskazuje na dziewczynę. Za nią jacyś faceci podążają.

Szybko do środka! łapie Jadwigę za rękę. Opowiesz wszystko w domu.

Jadwigo, wyjdź na dobre! woła Michał.

Andrzeju, nie wchodź! krzyczy właścicielka. Wejdź do domu!

Z ulicy dochodzą krzyki, z podwórka szczekanie psa.

Muszę zadzwonić na policję sięga po telefon żona.

Zdzisława, nie. Sam się tym zajmę. Są tu miejscowi.

Jak zamierzasz to rozwiązać?

Po ludzku. Uspokój dziewczynę!

Pan bierze torbę, podchodzi do lodówki, wkłada do niej butelkę i kawałek kiełbasy. W podwórzu pogładza Burek i razem wychodzą na dwór. Do nich rzuca się Michał:

Oddaj Jadwigę!

Weź i idźcie!

Co tam? otwiera torbę, uśmiecha się i kiwa głową do kolegi. Chodźmy, Mikołaju!

***

Nazywam się Zofia Kowalska mówi kobieta, stawiając dzbanek na kuchence. Siadaj, siadaj! Opowiedz, kim jesteś i co się stało.

Nazywam się Jadwiga zaczyna dziewczyna, zgrzytając zębami. Mieszkam przy tej ulicy, ale od samego brzegu.

Jesteś córką Karoliny?

Tak.

Choć jesteśmy tu nowi, słyszeliśmy już o twojej mamie. Jadwiga opuszcza głowę i płacze.

Dobrze, nie płacz! podchodzi i delikatnie przyciska ją do piersi. Ten gest jest dla Jadwigi czymś niezwykłym. Przytula kobietę i płacze jeszcze głośniej.

Dobrze, dobrze! Zaraz napijemy się herbaty.

Wchodzi właściciel domu:

Wszystko gotowe.

Co z tą pięknością, co zrobimy? kiwa głową Zofia i nagle się uśmiecha.

Myślę, że jutro pogadamy! Najpierw herbata i kąpiel.

Chcesz coś zjeść? Zofia stawia przed gościem kubek herbaty, znów się uśmiecha. Widzę, że jesteś głodna.

Na stole pojawiają się kanapki i kawałki ciasta.

Jedz, jedz! mówi gospodarz, patrząc, jak dziewczyna wpatruje się w jedzenie.

Nie dręczą Jadwigę dalszymi pytaniami. Starają się nie zwracać na jej wstyd.

Kiedy kolacja się kończy, Zofia prowadzi gościa do łazienki:

Umyj się, załóż ten szlafrok!

***

Jadwiga marzy tylko o tym, by nie wyrzucili jej dziś na dwór. Jak przyjemnie leżeć w ciepłej kąpieli, gdy na zewnątrz mróz. Lecz pora wstać, gospodarze czekają.

Wychodzi. Mężczyzna i żona siedzą na kanapie. Dziewczyna uśmiecha się winny:

Dziękuję!

Słuchaj, Jadwigo zaczyna rozmowę gospodyni. Rozumiem, że nikt cię nie szuka. Nie chcecie wracać do domu?

Jadwiga opuszcza głowę nisko.

Jutro rano musimy wyjechać

Rozumiem Jadwiga kładzie głowę jeszcze niżej.

Zostaniesz sama. Nie otwieraj drzwi! Nasz Burek nikogo nie wpuści. Rozumiesz?

Tak! wykrzykuje, nie powstrzymując emocji.

Możesz ugotować barszcz, kiedy przyjdziemy uśmiecha się Andrzej Roman. Potrafisz?

Potrafię odpowiada Jadwiga, wciąż obawiając się, że ją wyrzucą. Dobrze gotuję i mogę sprzątać.

Sprzątnij, jeśli nie jest ci ciężko, w dole zgadza się Zofia Kowalska.

***

Budzi się razem z właścicielami. Leży cicho w łóżku, wciąż bojąc się, że ją wyrzucą. Na dziedzińcu hałasuje samochód. Po chwili cisza.

Wstaje, myje się. Na kuchni czajnik, na stole chleb, kiełbasa, ser. Na blacie leżą żeberka wieprzowe.

Śniadanie. Odkłada naczynia. Czyści blat. Myje podłogę.

W korytarzu dostrzega odkurzacz. Włącza i odkurza.

Właśnie wyłącza odkurzacz

Co to wszystko znaczy? głos zza pleców.

Odwraca się gwałtownie. Przed nim stoi przystojny chłopak, lat osiemnaście, w brązowych oczach ciekawość.

Sprzątam mamrocze Jadwiga. A pan kim jest?

Cóż chłopak potrząsa głową, wyciąga telefon z kieszeni:

Mamo, jestem w domu. Kto to?

Synu, niech ta dziewczyna trochę u nas zamieszka.

Co ja mam?

Chłopak chowając telefon, przygląda się Jadwidze od stóp do głów i kieruje się do kuchni.

Czy podać herbatę? pyta dziewczyna.

Sam się ogarnę.

***

Jadwiga kończy odkurzanie. Zaczyna wycierać kurz, nasłuchując każdy szmer w kuchni.

Chłopak po śniadaniu wchodzi do łazienki, wychodzi nagi, pachnący balsamem.

Hej, panie, podaj jeszcze butelkę! woła zza ulicy.

Co to znowu? podchodzi do okna.

Nie otwierajcie im! krzyczy przerażona Jadwiga.

Chłopak spojrzał na dziewczynę, uśmiechnął się i ruszył w stronę wyjścia. Jadwiga pędzi do okna. Przy ogrodzeniu stoją Michał i jego przyjaciel, krzycząc coś. Jadwisego ogarnia strach.

Wychodzi syn właścicieli. Rzucają się na niego. Nagle upadają w śnieg; Jadwiga ma wrażenie, że obaj spadli jednocześnie.

Chłopak pochyla się nad nimi, coś mówi. Wstają z opuszczonymi głowami i kierują się w stronę domu matki.

***

Chłopak wraca. Jego wzrok zatrzymuje się na zamrożonej Jadwidze. Podchodzi:

Co, się przestraszyłaś?

Nie kontrolując siebie, przytula się do niej i płacze.

Jak masz na imię? pyta nagle.

Jadwiga.

Ja mam Ruslan. Spokojnie, nie płacz. Już ich nie będzie.

***

Ruslan wchodzi na górę do swojego pokoju i nie schodzi aż do wieczora. Jadwiga gotuje barszcz. Siada przy stole i zamyśla się.

Oczywiście, chce zostać tutaj, wśród tych wspaniałych ludzi, ale rozumie, że przeszła granicę dobrego smaku.

Wracają gospodynie. Zofia Kowalska zaskoczona kiwa głową, oceniając porządek. Andrzej Roman z dumą ocenia barszcz.

Chyba pójdę do domu mówi Jadwiga z rezygnacją. Dziękuję wam za wszystko!

Jadwigo, zostań u nas jeszcze kilka dni!

Dziękuję, Zofio! Idę do domu powtarza.

Kroczy w stronę drzwi i zatrzymuje się. Od wczoraj nosi obcy płaszcz i obce kapcie.

Chodźmy! gospodyni chwyta ją za ramię i prowadzi do salonu.

Otwiera szafę, długo przygląda się rzeczom. Wyciąga dżinsy, sweter, ciepłą sportową kurtkę.

Ubierz się! Jesteśmy prawie tej samej wysokości.

Nie, nie

Nie idź nagi do domu. Ubierz się! Nie zbankrutuję.

Ubiera się. Podgląda w lustro nigdy nie miała tak ładnych ubrań.

W korytarzu gospodyni zmusza ją do założenia czapki i zimowych butów.

Jadwigo, jedz na zdrowie!

Dziękuję, Zofio!

***

Życie toczy się dalej. Matka znajduje pracę na farmie. Jej współlokator gdzieś znika z przyjacielem.

Nadeszła wiosna. Tego dnia Jadwiga siedzi w domu przy lekcjach. Ktoś stuka w furtkę. Jadwiga zagląda przez okno i nie może uwierzyć własnym oczom przy ogrodzeniu stoi Ruslan. Widząc ją, kiwa głową. Jakby mówił: wyjdź!

Nie wychodzi odlatywała.

Cześć! uśmiecha się Ruslan.

Witaj!

Mama cię wołała.

***

Jadwiga wchodzi do domu, w którym spędziła tak szczęśliwy dzień.

Cześć, Jadwigo! wita ją na progu gospodyni i obejmuje.

Witaj, Zofio!

Wejdź! Pójdziemy na herbatę!

Gospodyni siada z Jadwigą, nalewa herbatę i sama zajmuje miejsce przy stole.

Mam dla ciebie zadanie. Mąż i ja wylatujemy na miesiąc do Turcji na twarzy pojawia się marzycielski uśmiech. Syn rzadko wraca. Czy mogłabyś zajmować się domem? Trzeba karmić Burek i kota też. Podlewać kwiaty. Mam ich mnóstwo.

Oczywiście, Zofio!

Dobrze wyciąga pieniądze. Dwadziesięć tysięcy złotych.

Zofio, po co?

Zabierz! Nie zbankrutujemy. Chodź, wszystko ci pokażę!

Jadwiga starannie zapamiętuje, gdzie stoją doniczki i beczki z kwiatami, gdzie leży karma dla kota i mięso dla psa. Potem Zofia woła:

Ruslan! syn od razu wychodzi ze swojego pokoju. Przedstaw Jadwigę Burekowi!

Chodźmy! chłopak lekko kładzie rękę na ramieniu dziewczyny.

Wychodzą na podwórze, odwiązują Burek i idą na spacer. Całą drogę Ruslan opowiada o studiach, karate, rodzinnych interesach.

A Jadwiga myśli o czymś innym. Dostrzega, że między nią a Ruslanem jest przepaść tak szeroka, jak między jej matką a rodzicami Ruslana. Dobrzy ludzie, ale to nie bajka o Kopciuszku, a prawdziwe życie.

Za dwa miesiące egzamin w technikum, zdam go. Będę się uczyć, pracować, kręcić, ale zostanę człowiekiem. Wyjdę za mąż, ale nie za tego przystojniaka. On jest świetny, ale nie mój!

Dziękuję Zofii za ubrania i dwadzieścia tysięcy złotych. Przynajmniej przetrwam pierwsze tygodnie w mieście.

Intuicją dziewczyna czuje, że właśnie teraz, w tej chwili, zakończyło się jej ciężkie dzieciństwo. Rozpoczyna się dorosłe życie nie mniej trudne, w którym wszystko zależy tylko od niej.

Docierają do domku. Jadwiga pogładza Burek po szyi, uśmiecha się Ruslanowi i wracaJadwiga wsiadła do samochodu i ruszyła w stronę nowego życia.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Wyjdę za mąż, ale nie za tego przystojniaka. Tak, jest wspaniałym chłopakiem pod każdym względem. Ale nie jest mój.