Kasia nie od razu pojęła, kto skrada się wzdłuż szosy. Zaparkowała samochód i rzuciła się w stronę stworzenia, które rozpaczliwie potrzebowało pomocy…
Gdy podeszła bliżej, Katarzyna omal nie wybuchnęła płaczem z litości. Przed nią, chwiejąc się na łapach, stał wychudzony kot. Nie mogła nawet odgadnąć jego maści, bo zwierzę było całe upaprane w błocie.
Najgorsze jednak było to, że biedak nie widział i nie oddychał normalnie. Na głowę miał wciśniętą obciętą plastikową butelkę.
— Kto ci to zrobił? — przeraziła się, ostrożnie unosząc nieszczęśnika.
Wydawał się niemal nieważki. Kot ostatkiem sił próbował szarpnąć się, ale nie zdołał, i bezwładnie opadł w jej dłoniach.
— Tomek, jesteś w pracy? Potrzebuję cię natychmiast. Czekaj! — krzyknęła do słuchawki i popędziła do kliniki weterynaryjnej, gdzie pracował jej przyjaciel.
Przez następne dwie godziny Tomek i jego współpracownicy walczyli o życie zwierzęcia. Kasia siedziała cicho na korytarzu, nasłuchując.
— No cóż… Kot ma szczęście, że cię spotkał. Jeszcze chwila, a nic byśmy nie zdziałali. Niech dziś tu zostanie. Mam dyżur, zajmę się twoim podopiecznym — uśmiechnął się chłopak.
— Tomku, dziękuję. Gdyby nie ty, nie wiem nawet… — zaczęła Kasia i rozszlochała się, wtulając w ramię weterynarza.
Tomek pogłaskał ją po głowie:
— Wszystko będzie dobrze, Kaśka, pamiętasz, jak w dzieciństwie? — mrugnął do swojej najlepszej przyjaciółki.
Kasia uśmiechnęła się przez łzy. Znali się od lat. Tomek tyle razy ją ratował. Od dziecka wiedziała — jeśli Tomek jest obok, wszystko będzie w porządku.
— Leć do domu. Matka znów się wścieknie — zaniepokoił się chłopak.
Kasia skinęła i szybkim krokiem skierowała się do wyjścia. Tomek patrzył za nią z czułością…
*****
Tomek martwił się nie bez powodu. Był sąsiadem Kasi i znał jej rodzinę. Rodzice dziewczyny od dawna nadużywali alkoholu.
W zeszłym roku głowa rodziny odeszła z tego świata. Matka Kasi była niepocieszona. Coraz bardziej traciła ludzkie cechy i wyładowywała się na córce.
Tomkowi zawsze było trochę żal ładnej rudowłosej dziewczyny z piegami.
Był trzy lata starszy od Kasi i od razu wziął ją pod opiekę. Ochraniał przed chuliganami i dziewczynami, które ją prześladowały. Pomoc Tomka Kasia przyjmowała z wdzięcznością.
W przeciwieństwie do swoich rodziców, dążyła do dobrego życia. Kasia skończyła szkołę ze srebrnym medalem. I wiedziała, że będzie musiała włożyć mnóstwo wysiłku, by dostać się na prestiżową uczelnię.
Teraz Kasia była studentką trzeciego roku filologii obcej.
Tomek bardzo był dumny z przyjaciółki. Sam niedawno ukończył Akademię Weterynaryjną, uwielbiał swoją pracę, ale uważał, że opanowanie języków obcych jest o wiele trudniejsze.
Kasia zdążała nie tylko się uczyć, ale też dorabiać jako kurierka na starym aucie, które dostała po ojcu.
— Jestem w domu! — krzyknęła Kasia z przedpokoju.
W odpowiedzi usłyszała miarowe chrapanie. Po mieszkaniu roznosił się gryzący zapach alkoholu. Matka spała, zwiesiwszy nogę z kanapy. Na podłodze walały się puste butelki.
Dziewczyna ciężko westchnęła, posprzątała śmieci i poszła do swojego pokoju – przygotować się na zajęcia.
Z głowy Kasi nie wychodził obraz zmęczonego zwierzęcia. Jak on się miewa? Sięgnęła po telefon i napisała do Tomka…
Nieszczęsny kot spał, drżąc niespokojnie. Wydawało mu się, że oprawcy są wciąż blisko. Jęczał cicho z bólu i ponownie zapadał w ciemność.
— Wygrzebiesz się, wojowniku! Dla Kaśki. Ona na ciebie czeka i życzy ci zdrowia — szeptał Tomek, siedzący obok.
Nad ranem kot otworzył oczy i, ujrzawszy przy sobie człowieka, próbował uciec. Nie zdołał. Patrzył na Tomka z przerażeniem. W jego spojrzeniu zamarł ból.
— Cicho, maluchu, nie skrzywdzę cię — mówił Tomek.
Ale kot wiedział, że w tym świecie nikomu nie można ufać. Chciał syknąć, ale z gardła wydobył mu się świszczący oddech.
— Wszystko w porządku, śliczny — ostrożnie oglądał kota chłopak.
Cały tydzień nieszczęśnik spędził w klinice. Kasia przychodziła codziennie do pupila, który początkowo stronił od ludzi. Potem jednak wybrał sobie Kasię i Tomka, i z ostrożnością pozwalał im się zbliżać.
— Naprawdę chcesz go zabrać do domu? — pytał Tomek dziewczynę.
Martwił się, jak zareaguje matka Kasi na nowego członka rodziny. Kasia pewnie kiwała głową, tuląc kota do siebie…
Ku zdziwieniu, kobieta spokojnie przyjęła domowego zwierzaka. Spytała tylko ochryple:
— Mam nadzieję, że nie będę musiała go karmić?
Kasia uśmiechnęła się kwaśno. Tamara całą swoją emeryturę przepijała. Kot i córka nie wchodzili w jej plany.
— Mamo, sama będę go karmić — westchnęła dziewczyna.
— Odpowiedź dorosłej osoby. Chwalę — powiedziała matka z zadowoleniem.
I, jakby otrzeźwiawszy, spytała:
— A jak go nazwałaś?
Kasia popatrzyła na szaro-rdzawego kota i odparła:
— Rysiek.
— Rzeczywiście, trochę podobny do rysia — zaśmiała się Tamara.
I tak zaczęli żyć z kotem razem. Kasi zrobiło się raźniej wracać do domu, bo teraz wiedziała, że ktoś tam na nią czeka…
Rysiek nie ufał Tamarze. Kobieta przerażała go ochrypłym głosem i gwałtownymi ruchami. A zapach alkoholu denerwował kota.
Dlatego starał się nie wpadać jej w oczy, gdy Kasi nie było w domu.
— Taki dziki, nielubiany — burczała matka niezadowolona.
Kasia wzruszała ramionami i starała się nie wdawać w sprzeczki.
Kiedy w odwiedziny przychodził Tomek, Rysiek ostrożnie wychodził do niego. Potem ocierał się o nogi. Dobrze pamiętał chłopaka i był mu wdzięczny za ocalenie.
Tomek powiedział Kasi, że Rysiek ma około czterech lat. Ale kot wiele przeszedł. Brakowało mu niektórych zębów, miał problemy z jedną łapką i z sercem.
— Nadmierny wysiłek, na przykład lot samolotem, jest niebezpieczny dla jego zdrowia — mówił Tomek.
— Ech, a my właśnie zbieraliśmy się z Ryśkiem na wakacje za granicę — śmiała się dziewczyna, doskonale wiedząc, że żadne loty im nie grożą…
Tak minęły dwa lata.
Kasia kończyła studia i marzyła o karierze tłumaczki. Pewnego dnia dostarczała do biura dużej firmy pakiet dokumentów.
Sekretarka przyjęła od niej przesyłkę. Kasia już miała wychodzić, gdy z gabinetu wyszedł zafrasowany mężczyzna:
— Głowię się, co zrobić? Negocjacje za godzinę, a ani jednego porządnego tłumacza! — westchnął.
Katarzyna przyglądała się przystojnemu mężczyźnie. On również zwrócił na nią uwagę.
— A pani przypadkiem nie jest tłumaczką? — spytał.
Sekretarka już otworzyła usta, ale Kasia ją ubiegła:
— Tak, jestem tłumaczką. Władam angielskim i chińskim — odpowiedziała dziarsko.
Kątem oka zauważyła, jak oczy sekretarki zrobiły się okrągłe jak spodki. Ale postanowiła zaryzykować…
Tak oto Katarzyna wkrótce ukończyła uniwersytet i została przyjęta na stanowisko osobistej asystentki Michała.
Michał okazał się czarującym mężczyzną po trzydziestce. Po kilku miesiącach ich relacje przestały być wyłącznie służbowe. Kasi podobało się zainteresowanie Michała. Starał się pięknie, dawał niezwykłe prezenty.
— Coś cię nie poznaję, przyjaciółko. Odkąd zaczęłaś pracę, stałaś się zupełnie inna — mówił Tomek Kasi.
Dziewczyna uśmiechała się tajemniczo. Nie chciała dzielić się z nikim swoim szczęściem…
— Powinieneś jej powiedzieć. Ile można usychać z miłości do tej Kaśki? — powtarzał Tomkowi najlepszy przyjaciel Nikodem.
— Pewnie masz rację. Ale boję się, że nie odwzajemni uczuć. I zniszczę naszą przyjaźń — przyznawał chłopak.
— To nie przyjaźń, tylko jakieś tortury. Już twarzy na tobie nie ma — ponuro wzdychał Nikodem.
Tomek wiedział, że kolega ma rację…
Tomek miał urodziny, i Kaśka zgodnie z tradycją przyszła pierwsza złożyć życzenia przyjacielowi. Zapukała do drzwi. Tomek już czekał na nią w progu.
— Tomku, wszystkiego najlepszego! — powiedziała Kaśka, wchodząc do mieszkania.
— Tyle lat, a nic się nie zmienia — uśmiechnęła się, patrząc na nich, mama Tomka.
Kasia, jak zawsze, upiekła przyjacielowi jego ulubione ciasto. Siedzieli w kuchni i pili herbatę.
— Jesteś dziś jakiś tajemniczy, Tomku. Co się stało? — pierwsza zaczęła Kasia.
— Kaśka, wiesz, od dawna chciałem ci powiedzieć… — zaczął Tomek. Ale Kasia mu przerwała:
— Słuchaj, ja też mam do ciebie poważną rozmowę.
Chłopak zamarł. W jego duszy zakołatała nadzieja.
— To może ty najpierw — zaproponował.
Kasia uśmiechnęła się:
— Znalazłam pracę. No, to wiesz. A poza tym… zakochałam się! — wypaliła i spojrzała Tomkowi prosto w oczy.
Ten na chwilę się zmieszał:
— No wreszcie, Kaśka. Tak się cieszę, bo ja też cię… — nie dokończył, bo dziewczyna znów mu przerwała:
— I wiesz, on jest taki opiekuńczy… Prawda, że jest starszy. Ale to w ogóle nieistotne, prawda?
Tomek zamyślił się. Różnica wieku między nimi wynosiła tylko trzy lata i wcale go nie krępowała. Chłopak kiwnął głową i słuchał dalej, wstrzymując oddech.
— Rozumiesz, to moja szansa na szczęśliwe życie. Michał za dwa miesiące leci do Londynu i zabiera mnie ze sobą.
Ale nie mogę wziąć Ryśka. Sam mówiłeś, że ma chore serce. A Michał ma alergię na sierść — powiedziała.
Tomek oniemiał. Wydało mu się, że przejechał po nim walec:
— Chwila, jaki Michał? Co ma alergia i Rysiek do rzeczy? — spytał cicho.
— Tomku, ty mnie w ogóle słuchasz? Michał to mój szef i narzeczony. Wyjeżdżamy do Londynu. Od dawna marzyłam o życiu i pracy za granicą. To takie doświadczenie!
Ale nie możemy wziąć Ryśka. Nie wiem, co robić. Zostawić go z mamą – nie wchodzi w grę, oddać komuś też… Rysiek nie idzie do ludzi, sam wiesz — westchnęła Kasia.
Tomek milczał.
„Jaki ze mnie idiota!” — przemknęło mu przez myśl. Chłopak postarał się wziąć w garść i beztrosko się uśmiechnął:
— No, Kaśka. Ale niespodzianka! Nie martw się, przyjaciółko. Wszystko będzie dobrze, obiecuję! Mogę wziąć Ryśka. Zna mnie. Najważniejsze, żebyś ty była szczęśliwa — powiedział radośnie.
Kasia patrzyła w oczy Tomka. Stały się nagle smutne i przygasłe, choć przed chwilą błyszczały szczęściem.
— A co ty chciałeś mi powiedzieć? — spytała niepewnie.
— Ach, to drobiazg. W pracy małe przetasowania — machnął ręką Tomek…
Dwa miesiące Kasia przygotowywała się do wyjazdu.
Dziwne, ale im bliżej był dzień przeprowadzki, tym ciężej robiło się jej na sercu:
„Pewnie boję się zostawić mamę samą…” — myślała Kasia. Ale w duszy czuła, że to nie główny powód jej smutku.
Przed oczami wciąż stało smutne spojrzenie Tomka. Jak ona sobie bez niego poradzi? Przecież przez tyle lat byli najlepszymi przyjaciółmi.
Ostatnio Kasi nawet zaczęło się wydawać, że ich przyjaźń przerodziła się w coś więcej…
„Dosyć! Za chwilę będę mieszkać z Michałem w Londynie. A myślę o Tomku” — próbowała odgonić niepokojące myśli Kasia.
Na ręce ostrożnie wskoczył jej Rysiek. Czuł, że z panią coś się dzieje. Próbował więc ją uspokoić, łagodnie mrucząc.
— Ryśku, maleńki. Jak ja będę bez ciebie? — szeptała Kasia.
Przypomniała sobie niedawną rozmowę z Michałem, który jasno dał do zrozumienia, że kota w ich życiu nie ma:
— Kaśka, nie mogę całe życie łykać tabletek przez jakieś zwierzę. Nawet to najukochańsze — powiedział.
I te słowa zabrzmiały jak wyrok…
— No co, Kaśka, czas się żegnać! — mówił dziarsko Tomek. W rękach trzymał Ryśka.
— Tomku, dzwoń, proszę, nie zapominaj — szeptała przez łzy dziewczyna.
— Nie rozklejaj się, bo Rysiek się denerwuje. Przepraszam, że na lotnisko nie pojedziemy — uśmiechnął się Tomek.
Stali na klatce schodowej. Chłopak wpuścił Ryśka do środka i objął Kasię.
„Nie puszczaj jej… Tylko nie puszczaj!” — waliło mu w skroniach.
— Muszę iść — powiedziała Kasia i pocałowała go w policzek.
— Nie zapomnę. Nigdy nie zapomnę — szepnął Tomek, rozluźniając uścisk…
Stała przy stanowisku odprawy, wiedząc, że w tej chwili rozstrzyga się jej los.
— No, czemu taka smutna? — dodawał Kasi otuchy Michał.
Próbowała się uśmiechać.
„Nie zapomnę… Nigdy nie zapomnę…” — waliły jej w skroniach słowa Tomka…
Kasia patrzyła w okno na oddalający się budynek lotniska.
— Wracają skądś? — spytał taksówkarz.
— Nie, po prostu zostałam — ze łzami szczęścia odparła Kasia.
— Bywa… Myślę, że podjęła pani słuszną decyzję — filozoficznie zauważył kierowca.
Rysiek siedział smutny.
— Wszystko będzie dobrze, Rysiek! — dodawał otuchy Tomek.
W drzwi ktoś uporczywie zapukał. Chłopak otworzył i zamarł…
— Wtedy, na urodzinach, chciałeś mi się do czegoś przyznać, ale ci przerwałam — powiedziała Kasia.
Tomek uśmiechnął się:
— Co tu robisz? — spytał.
— Tomku, odpowiedz, co chciałeś powiedzieć? — powtórzyła Katarzyna.
Ale chłopak milczał, patrząc na nią. Potem podszedł bliżej i objął dziewczynę.
Pogłaskała radosnego Ryśka, który ocierał się o jej nogi, i wyszeptała:
— Kocham cię i nie mogę żyć bez ciebie i bez Ryśka…
— Właśnie to chciałem ci powiedzieć, kochana — odpowiedział Tomek.







