Ostatnia zima była bardzo mroźna. Cała wieś była zasypana śniegiem, do sklepu nie dało się iść, samochód z chlebem też nie przyjechał, a my z rodziną siedzieliśmy mając tylko warzywa i konserwy, które udało nam się przynieść z piwnicy przed śnieżycami. Mąż nie mógł iść do pracy, komunikacji też nie było z powodu złej pogody, liczyliśmy tylko na rentę dziadków i na to, że uda nam się wcześniej czy później dotrzeć do sklepu. Zostaliśmy w domu przez całą dobę. Dziewięcioletnia Sara wyszła na spacer pierwszego dnia po ustąpieniu burzy. My z mężem mieliśmy po kolana śniegu, jej sięgał wyżej, ale biegała wokół. Tak bardzo cieszyła się ze śniegu.
W jeden z mniej lub bardziej spokojnych dni, kiedy mój mąż odśnieżał wszystkie ścieżki do domu i piwnicy, Sara wróciła do domu bez kurtki. Na dworze był mróz, a dziecko miało na sobie sweter i niosło coś w rękach!
Okazało się, że w wielkim pudle za polem, w śmietniku, znalazła szczeniaka. Był zimny i ledwo oddychał, więc postanowiła przynieść go do domu i ogrzać. Sami nie mieliśmy wystarczająco dużo opału, wszyscy grzaliśmy się przy piecu, a ona przyniosła pieska. Byłam bardzo niezadowolona, ale mąż nie pozwolił zostawić zwierzęcia na zewnątrz.
Próbowaliśmy karmić i poić psa, niechętnie jadł, był bardzo słaby i cały czas tylko spał. Sara nie odchodziła od psa, zawinęła go w koc, a moja babcia stwierdziła, że nie da się go uratować. Córka oczywiście nie wierzyła.
Następnego dnia o świcie obudził mnie mąż ze słowami:
– Pies nie oddycha.
Lepiej byłoby zabrać go, zanim obudzi się córka, ale bałam się, że się obrazi, więc poczekaliśmy, aż Sara wstanie i we trójkę zanieśliśmy szczeniaka do lasu. Ziemia była zbyt zimna i twarda, żeby go zakopać, więc musieliśmy go zostawić w śniegu.
Tego dnia przy śniadaniu i obiedzie było bardzo cicho. Sara jeszcze długo się martwiła, a wieczorem przyszła do dużego pokoju, w którym spaliśmy z mężem, weszła do łóżka i powiedziała, że cieszy się, że go znalazła i że przynajmniej spędził noc w cieple.
Czasami żałuję, że pozwoliliśmy, aby go do nas przyprowadziła, a czasami myślę o tym, co by się stało, gdybyśmy zdołali go uratować. Sara na pewno błagałaby nas, żebyśmy go zatrzymali do wiosny, a potem zabralibyśmy go do miasta… I po części tego żałuję.






