Moja mama od śmierci taty mieszka sama w dwupokojowym mieszkaniu. Znajduje się ono blisko centrum miasta.
Jej emerytura jest wysoka, więc sama się utrzymuje. Nie pomaga nam w żaden sposób, nie opiekuje się też naszymi dziećmi. Widuje je sporadycznie – od święta do święta. I nie pała chęcią pomocy czy odwiedzin. Wynajmujemy z mężem mieszkanie na obrzeżach miasta, mieszkamy z dwójką naszych małoletnich dzieci. Ledwo udaje nam się utrzymać. Dzieci chodzą do szkoły w centrum miasta, my również tam pracujemy, a żeby zdążyć musimy wstawać o 6 rano.
Jazda jest męcząca, ale nie ma innego wyjścia. Na wynajem w centrum miasta nas nie stać. I kiedy było nam bardzo ciężko, postanowiłam poprosić mamę o pomoc. Poszłam do niej porozmawiać. Zapytałam ją, co u niej, jak sobie radzi, czy daje sobie radę ze wszystkim? No to ona mi powiedziała, że nie narzeka.
A ja powiedziałam do niej: “Mamo, czy ty się nie nudzisz mieszkając tu sama w tak dużym mieszkaniu?
-Co chcesz mi powiedzieć? – Spojrzała na mnie podejrzliwie, czekając na odpowiedź.
-Cóż, chciałabym zaproponować, żebyśmy zamieszkali u ciebie. Szkoła i praca będą bliżej, a ja będę pomagać ci w domu we wszystkich czynnościach. Mój mąż będzie wykonywał wszystkie męskie prace w domu.
A ona odpowiedziała mi natychmiast i jednoznacznie: “Nawet o tym nie myśl! Nie jestem w wieku, żeby z kimś mieszkać. Jesteście dorośli, poradzicie sobie beze mnie. A ja potrzebuję spokoju i ciszy”.
Nazwałam ją egoistką i wyszłam, trzaskając drzwiami. Nie rozmawialiśmy od dwóch tygodni. Powinnam do niej zadzwonić czy nie?






