Maria Kowalska weszła do klatki schodowej, w której mieszkała rodzina jej syna, i nagle ogarnęło ją drżące, radosne podekscytowanie. Ten moment miał wywołać w rodzinie prawdziwy szok, a zwłaszcza w jej ukochanej wnuczce małej Jadzi której podarowała półmetrowe pudełko oplecione różową satynową wstążką, na której huśtał się puszysty kokardek.
Nie szczędziła niczego sił, czasu ani pieniędzy by przygotować ten prezent. Rozkręciła całą operację specjalną: pojechała do Krakowa, do mistrza, który specjalizował się w renowacji starych lalek. sama uszyła niebieską sukienkę i czapeczkę, a w zestawie znalazło się też futrzane kołnierzyki, wełniane kożuchy, szalik z czapką, delikatne koronkowe podwiązki i koszulka, oraz kolejne sukienki w groszki. To była dokładnie ta lalka, którą kiedyś, pod koniec szesnastych lat, podarowano jej skromnej ośmioletniej dziewczynce z ubogiej rodziny na urodziny. Jedyny piękny zabawkowy skarb, który przyniósł wtedy małej Natalii niezapomnianą radość. Maria postanowiła tą lalkę wskrzesić. Bo współczesne lalki są bezduszne, puste, czasem z groteskowymi minami a ta…
O matko! westchnęła jej synowa, patrząc na starą zabawkę i skąd wzięłaś ten rarytas?
To moja pierwsza i jedyna lalka! wyznała Maria, nie zauważając zdziwienia w oczach Anny. Pojechałam po nią do siostry, która mieszkała w małej wiosce pod Krakowem; w domu rodziców leżała od lat. Wszystko nasze to chłopcy, więc nie miałam kto po mnie wóz zanieść. Leżała w kartonie z połamanym nóżkiem Płakałam, gdy się złamała! Czas ją przemienił, a dziś wygląda jak nowa dzięki renowacji!
Babciu, podaj! podskoczyła Jadzia, kiedy dorośli przyglądali się lalce.
Podoba ci się?
Ładna Ależ to sukienka! Chcę taką też!
Może uszyję ci taką, by były prawie identyczne?
Mamo, kto dziś nosi takie staromodne stroje? wtrącił się ich syn Piotr.
Cicho, tato! Chcę, chcę! rozpromieniła się pięcioletnia Karolina.
Będzie twoja, mój skarb, wszystko będzie! zapewniła babcia. Nawiasem mówiąc, ma na imię Natka.
Biii! sprzeciwiła się dziewczynka. Złe imię! Nazwę ją Chelsea!
Nie, dziecko! wściekła się babcia. Tak się na psy nazywa!
Nie, Chelsea, tak jak w kreskówce! stąpała Karolina po podłodze, pogłaszczając lalkę. Oczy lalki zamigotały niebieskim blaskiem. Widzieliście?!
Szwagierka, w przeciwieństwie do synowej, wyraziła szczere zachwycenie:
A ja miałam kiedyś prawie taką! Tylko miękkie, wypełnione ciało. Co za piękność! Karolino, daj mi ją na chwilę
Dziewczynka niechętnie oddała lalkę drugiej babci i z żalem obserwowała, jak obie z babć obracają prezent.
Ależ cud! kontynuowała szwagierka, spójrz na te rumiane policzki i te czyste oczy! Jaki otwarty, wzruszający wzrok! A ubranko tak starannie uszyte, nie uwierzycie, ale w dzieciństwie miałam dokładnie taką niebieską sukienkę!
Szyłam według starych wzorów, przyznała się Maria, lekko się rumieńcąc.
Co? Ty sama? I resztę ubrań też? To jest prawdziwe mistrzostwo! Ojej, Marysiu, jaka jesteś zręczna! Nie wiedziałam, że potrafisz szyć.
To naprawdę uroczy przedmiot dodał szwagier, głaszcząc wąsy w kolorze dojrzałej pszenicy.
Maria, nieprzyzwyczajona do takiego zainteresowania i pochwał, machnęła ręką, a na jej policzkach rozbłysły rubinowe plamki, nie mniej lśniące niż u Natki-Chelsea.
Oczy szwagierki znów rozbłysły z zachwytu, jakby odzyskały młodzieńczy blask. W końcu, niczym dziecko łaknące przygody, podeszła, gotowa zrobić psotę:
Zobaczmy, co ta lalka potrafi! No, Natka wybacz, Chelsea
Szwagierka przycisnęła lalkę do brzucha i ta wypowiedziała dziecinnoelektroniczny głos: Maa!
Rodzice Jadzi spojrzeli na siebie ironicznie, uśmiechając się z umiarem. Łzy wzrosły w oczach Marii, wspomnienia dzieciństwa przytłoczyły ją. Szwagierka zamrugała, a szwagier rozpromienił się uśmiechem, jakby woda w rzece po burzy.
Dajcie zobaczyć, co ona robi! krzyknęła Maria, wstając i chwytając stół. Nie wolno! Schowajcie kredki od razu!
Jadzia podniosła oczy pełne niewinności. Trzymała lalkę jak niemowlę, a w drugiej ręce trzymała czerwony kredkowy mazurek, którym właśnie podkreślała różowy rumienek lalki.
O nie! zerwał ją tata, Piotr, podskakując. Dlaczego niszczysz lalkę? Babcia będzie płakać, a Chelsea też, patrz jak jest smutna!
Ojej, Karolino westchnęła szwagierka, patrząc niepewnie na Marię, której twarz była niczym maska na pogrzebie.
Jadzia rozpłakała się, rzucając lalkę i biegnąc do mamy. Piotr podniósł ją, pełen żalu.
Czy da się ją umyć?
Spróbuj w wannie, ale nie zamocz włosy poradziła teściowa, kładąc rękę na ramieniu szwagierki.
Dziecko nie docenia niczego, wszyscy teraz tacy mruknęła szwagierka. Nie martw się, Mario, to tylko zabawka
Nie, nie tylko wyszeptała Maria. Zaraz wyjdę na chwilę i pomogę Piotrowi.
Piotr wrócił pierwszy. Po chwili wróciła i Maria, trzymając lalkę delikatnie, jak żywą istotę. W ciszy podniosła niebieską sukienkę z podłogi, posadziła się na kanapie i ubrała lalkę. Na policzkach NatkiChelsea pozostały ślady kredki. Potem wygładziła włosy i uśmiechnęła się do wnuczki.
Chodź tutaj, Jadzia. Muszę ci coś opowiedzieć. Nie bój się, babcia nie będzie cię karać.
Dziewczynka podeszła nieufnie, a Maria usiadła na jednym kolanie, a na drugim pozostała siedzieć niebieskooka lalka.
Kiedy byłam mała, trochę starsza od ciebie, nie miałam prawie żadnych zabawek ani nowych ubrań. Pożyczałam wszystko od starszych sióstr ich było troje. Mieliśmy też starszego brata, który pracował w kołchozie, a potem został powołany do wojska; nazywał się Kamil. Żyliśmy skromnie, mama trzymała nas w garści. Ojciec nie żył, kiedy nie miałam jeszcze roku. Na urodziny mama dawała nam bułkę za sześć groszy taki był prezent, bo pieniędzy brakowało. Ja, najmłodsza, dostawałam resztę, ale nigdy się nie gnębiłam, po prostu rozumiała sytuację Mama robiła, co mogła, a my ją kochaliśmy. Od pięciu lat pomagałam jej w domu, wyprowadzałam kury.
Gdy Kamil był drugi rok w armii, życie stało się jeszcze trudniejsze Wiosną w naszym sklepiku przy wsi przywieźli jakieś zabawki, wśród nich jedną niezwykłą lalkę! Przez kilka miesięcy biegałyśmy z dziewczynkami, po to by podziwiać tę lalkę! Nikt jej nie kupował była za droga. Nazwałyśmy ją Natka.
Maria zatrzymała się i wyraźnie spojrzała na lalkę. Jadzia zasłuchała się, niecierpliwa.
Co dalej?
Kamil wrócił w przeddzień moich ósmych urodzin. Mama upiekła czereśniowy i truskawkowy tort, zaprosiła przyjaciółki Nagle w nasze podwórko wpadły dziewczyny, cała wataha, i krzycząc:
Marek, Marek, twój brat kupił ci Natkę! Jesteś szczęśliwa, kochana! Daj nam się pobawić, proszę!.
Zamarłam, nie mogłam uwierzyć Ja, której nigdy nie kupowano nic nowego, dostałam lalkę? To największe marzenie każdej dziewczynki! Nie, to nie może być prawda Czy to żart?
Wkrótce Kamil przyszedł. Lśnił, ukrywając coś w ręku! Pocałował mnie w policzki i rzekł:
Wszystkiego najlepszego! Mam dla ciebie prezent, ukochana siostro! Bądź zawsze piękna, posłuszna i urocza! To dla ciebie!.
I wyciągnął pudełko z lalką. Stałam tam, trzymając ją, i nie mogłam uwierzyć w szczęście. Nawet zazdrościłam sobie! Brat dodał:
Gdy ją zobaczyłem, od razu pomyślałem: to twoja lalka. Jedna twarz z naszą Martą!.
Ile radości przyniosła mi ta lalka! Szyłam jej ubranka, karmiłam, uczyłam czytać, spałam przy niej A kiedy jeden chłopiec po drodze złamał jej nóżkę, i tak trzymałam ją przy sobie aż do czternastego roku. Każdej nocy leżała obok mnie, strzegła snu, śpiewała kołysanki, żartowaliśmy razem Potem schowaliśmy ją do kartonu, ale Natka na zawsze pozostała w moim sercu.
Boże wyszeptała szwagierka, płacząc na ramieniu męża.
Maria spojrzała zdumiona na wszystkich. Wspomnienia zabrały ją tak daleko, że zapomniała o wszystkim oprócz lalki i wnuczki. Nawet synowa przygniotła się do serca i wytrzeć łzy.
A teraz, kochana, ta lalka jest twoja naprawiona, odnowiona, jak nowa. Zrób z nią, co chcesz, nie będę się gniewać. Jest twoja.
Jadzia wzięła lalkę i przytuliła ją mocno, lekko kołysząc się. Potem przyciskała twarz do babcinej bluzki:
Babciu, już nigdy nie skrzywdzę Natki, będzie moja najdroższa, szczerzeszczerze. Zasłużyła na to!
Natka? Nazywałaś ją Chelsea, zdziwiła się Maria.
Nie, to Natka. Natka szepnęła Jadzia, całując lalkę w czubek głowy. Jesteś piękna i dobra, mój skarb!
Cała rodzina wymieniła spojrzenia, a w powietrzu zawisł ciepły uśmiech.
To wznosimy toast! wstał szwagier z kieliszkiem wypełnionym złotym winnym trunkiem Za Jadzikę i za Natkę! Za nasze małe skarby!







