Staram się co roku zabierać syna nad morze. W tym roku również pojedziemy. Moja siostra wie o tym i poprosiła, żebym zabrała również jej córkę, moją siostrzenicę. Ale ja już raz dałam się na to nabrać, gorszego wyjazdu nie pamiętam.
Jestem rozwiedziona, były mąż ma inną rodzinę. Ojciec mojego syna pojawia się sporadycznie, płaci alimenty. Nie narzekam, w zasadzie dziękuję, wielu ojców ucieka przed alimentami, jak przed pożarem.
Mój syn ma teraz 5 lat, chodzi do przedszkola. Mam pracę, dobrze zarabiam, więc staram się co roku latem zabierać syna nad morze. W zeszłym roku wyjazd się nie udał, było strasznie, więc w tym roku bardzo chcę mieć normalne wakacje.
Wyjazd był straszny dzięki mojej siostrzenicy. Chociaż na początku było ok. Z siostrą i siostrzenicą nie widuję się zbyt często, mieszkamy daleko, a wiadomo dom, praca.. Więc kiedy dostałam propozycję wzięcia siostrzenicy, przytaknęłam.
Renia miała 9 lat, czyli wiek, w którym dziecko potrafi już słuchać. Podczas naszych krótkich spotkań sprawiała wrażenie dobrze wychowanego, spokojnego dziecka. A siostra obiecywała, że nie będzie żadnych problemów.
– Renia to bystra dziewczynka. Oczywiście zajmę się wszystkimi wydatkami, takimi jak podróż, jedzenie i zakwaterowanie. Więc nie martw się, wszystko będzie dobrze. I dziękuję.
Uwierzyłam. Siostra pieniądze wyłożyła – kupiła bilety, dała pieniądze na potrzeby i zachcianki Reni. Ale problemy zaczęły się już w samolocie.
Uznałam, że z dwójką dzieci w pociągu po prostu nie wytrzymam, zapadła decyzja o locie. Lecieliśmy do Gdańska. Jak tylko zajęliśmy miejsca zaczęło się. Albo było jej gorąco, albo miała zatkane uszy, albo potrzebowała pić, albo siusiu, albo trzeba było dać jej kolorowankę. Mój mały był spokojniejszy niż ona.
Przez dwa tygodnie była marudna. Na plaży jest gorąco, w morzu mokro, a teraz to nie zjem i tak w nieskończoność. Doprowadzenie jej na plażę było przygodą. Nawet udawała, że jest chora, żeby zostać w pokoju i oglądać telewizję.
– A po co przyjechałaś nad morze? Przecież mogłaś oglądać telewizję w domu!
Dzwoniła też regularnie, żeby marudzić swojej matce, czyli mojej siostrze. Moja siostra później oddzwaniała do mnie.
– Co się tam stało? Renia zadzwoniła ponownie, płacząc.
– Nic się nie stało. Chciała iść na karuzelę, ale nie pozwoliłam jej. Powinnam była jej pozwolić?
– Nie, oczywiście, że nie! Po prostu następnym razem pójdźcie gdzieś indziej, żeby nie widziała takich niebezpiecznych karuzel i nie chciała na nich jeździć.
– Jak sobie to wyobrażasz? Tu są takie rozrywki rozrzucone po całej miejscowości.
Takie rozmowy toczyły się każdego dnia. Renia marudziła więcej niż małe dziecko. Byłam tak wyczerpana po tych wakacjach, że potrzebowałam kolejnego urlopu. Najszczęśliwszym dniem z całych wakacji był dzień, w którym oddałam Renię siostrze.
– Och, jaka ty jesteś opalona! Nawet wyrosłaś, jak sądzę – powiedziała siostra.
Ogólnie rzecz biorąc, obiecałam sobie, że więcej jej nigdzie nie zabiorę. Dlatego teraz dzielnie odpieram ataki ze strony siostry.
– Cóż, Renia wyrosła, zmądrzała, nie będzie się tak zachowywać. Ona naprawdę prosiła, żeby pojechać z tobą nad morze – mówi moja siostra.
Ale ja nie chcę ryzykować. Te dwa tygodnie chcę poświęcić sobie i synowi, a nie niesfornej siostrzenicy.






