Całe życie Stefan marzył o synu. Nawet imię wymyślił – Tymon. Ale los zrządził inaczej – w rodzinie rosły trzy córki…
Żona Emilia nie traciła pogody ducha:
— Za to popatrz, jakie ślicznotki mamy! — powtarzała.
Stefan z uśmiechem przytakiwał. Oczywiście, kochał swoje mądre dziewczynki nad życie. Czasem jednak czuł lekkie ukłucie zazdrości, gdy patrzył, jak sąsiad goni piłkę z synami.
— Daj spokój, Stasiu! Twoja Milena chodzi na karate. Bije się lepiej niż nie jeden chłopak — mówił mu kolega.
Stefan się śmiał. Milena w swoich dziesięciu latach była prawdziwą wojowniczką. Jej siostry – siedmioletnie bliźniaczki Zosia i Basia – też miały ognisty charakter.
Mimo to marzenie o synu nie opuszczało mężczyzny…
Jego córki również miały marzenie – o domowym pupilu.
— O nie. Nie wytrzymam w domu wiecznie szczekającego stworzenia — machał ręką Stefan na prośby dziewczynek o psa.
— Kot zniszczy wszystkie tapety. Chomiki śmierdzą. Papuga jest za głośna — odrzucał mężczyzna wszystkie kolejne propozycje.
Dziewczynki marszczyły czoła i się obrażały.
— U Uli i Oli w domu mieszkają dwa psy! I nic się nie dzieje! — burczała cicho Milena, ale ojciec był nieugięty.
— Jakoś to wymyślimy — pocieszała wszystkich Zosia, która nie umiała się poddawać.
Zbliżały się urodziny Stefana. Dziewczynki siedziały w pokoju Mileny i kłóciły się, co podarować tacie.
— Termos? Zestaw do golenia?
— Ależ nie! To wszystko zbyt banalne!
— To sama wymyśl, skoro taka mądra! My narysujemy laurkę! Dwa dni zostały do święta!
— Też mi przedszkole, młodsza grupa! Prezent musi być niespodziewany i zapadający w pamięć! Tak mówi mama.
Dyskusja trwała już pół godziny i groziła przerodzeniem się w bójkę, gdy nagle zadzwonił telefon:
— Milenko, wyniosłyście śmieci? — zapytała mama.
— Oczywiście… wyniosłyśmy. Wszystko załatwione. A ty już jedziesz do domu? — bez mrugnięcia okiem skłamała Milena. I upewniwszy się, że mama nie wróci prędko, szybko zaczęła się szykować.
— Idziemy z tobą! — poparły siostrę bliźniaczki.
— No co wy, z jednym workiem śmieci we trzy pójdziemy? — zmarszczyła brwi Milena.
Jednak po kilku minutach cała gromadka wyszła z klatki schodowej.
— Słyszycie? Chyba tam, przy śmietniku — szepnęła Basia.
Dziewczynki znieruchomiały i skinęły głowami. Podchodząc bliżej, zorientowały się, że z kontenera dobiega żałosne miauczenie.
— No nie mogli przecież kota tam wsadzić? — powiedziała niepewnie Milena.
Zosia tylko wzruszyła ramionami i zaczęła energicznie wyrzucać worki, którymi był wypełniony pojemnik.
Siostry, krzywiąc się, zaczęły jej pomagać. Jakby usłyszawszy, że pomoc jest blisko, kot wydał rozpaczliwy wrzask.
— Mam nadzieję, że nie rzuci się na nas stamtąd. I czemu jeszcze nie wylazł? Utknął czy co? — sapała Milena, wychylając się przez krawędź śmietnika.
Z drugiej strony energicznie pracowały Zosia i Basia.
Po kilku minutach odpowiedź na pytanie została znaleziona:
— Zupełnie pogłupieli ci dorośli. Trzeba było wymyślić – kota w worek zapakować i wyrzucić! — oburzała się Milena, rozwiązując szeleszczący plastik, w którym siedział przerażony rudy kocur.
— Jaki ładny i miły! Jak można było wyrzucić biedaka? — westchnęła Basia.
Kot natychmiast wskoczył dziewczynce na ręce i przytulił się, drżąc ze strachu.
— Co wy tu wyprawiacie, małe łobuzy? Całe śmieci na drogę wysypałyście! Zaraz waszym rodzicom naskarżę. Iii, rozrywkę sobie znalazły, póki ojca i matki nie ma! — krzyczała na całe podwórko pani Waleria.
Kłócić się z groźną kobietą nie miało sensu. Mimo sędziwego wieku, szybko zbliżała się do dziewczynek.
— Uciekamy — zakomenderowała natychmiast Milena.
I siostry popędziły do klatki. Za nimi niosły się gniewne okrzyki pani Walerii.
— Uff, chyba się udało — odetchnęła Zosia, zatrzaskując drzwi wejściowe.
— Jeszcze naskarży. Zobaczysz. Pamiętacie, jak stłukłyśmy szybę na klatce? Ona od razu się pojawiła i ojcu tego samego wieczoru doniosła — parsknęła Milena, wspominając ich wybryki.
Stefan tymczasem wracał do domu z pracy. Humor miał doskonały. Przed nim weekend i urodziny. Od dziecka kochał to święto i cieszył się, że spędzi je w rodzinnym gronie.
Nagle obok niego pojawiła się cyganka:
— Niespodziewany prezent cię czeka, drogi! Rad będziesz, śmiał się będziesz! — powiedziała szybko, dotykając dłoni mężczyzny, i natychmiast odeszła.
„Dziwne jakieś te wróżki. Kiedyś prosiły o pozłocenie rączki” — uśmiechnął się w duchu Stefan i nie przywiązując wagi do słów cyganki, pospieszył do domu…
W domu tymczasem trwała ożywiona narada:
— A mama co będzie dawać? Dowiedziałyście się? — spytała Milena siostry, ale one tylko wzruszyły ramionami.
— Pytałam, ale mama powiedziała, że to niespodzianka. Wszystko się dowiemy, kiedy przyjdzie czas — odpowiedziała Zosia.
I to było dziwne. Mama zwykle zawsze przygotowywała się do taty święta razem z nimi.
— Widziałam, jak wkładała coś do koperty. Może bon na wczasy? Pamiętacie, marzyli o wspólnym wypoczynku? — zamyśliła się Basia.
— Możliwe. Ale nasza niespodzianka też będzie nie gorsza. I zapadnie w pamięć na długo, i będzie totalnym zaskoczeniem dla taty — zachichotała Milena.
— Najważniejsze, żeby jej nie odkrył przed czasem — przyłożyła palec do ust Zosia.
Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi i dziewczynki pobiegły otwierać. W progu stali rodzice.
— Coś wy dzisiaj jakieś za ciche. No, zaraz się przyznawajcie, co tym razem zmalowałyście — powiedziała Emilia, przyglądając się córkom.
Ale siostry zapewniły, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
— Nawet śmieci wyniosłyśmy! — zameldowała Milena.
— No i dobrze. A czemu w łazience tak mokro? — upewniła się matka, zbliżając się do umywalki.
Dziewczynki spojrzały po sobie.
— Wybacz, mamusiu, chciałam koszulkę uprać. Trochę się ubrudziła — spuściła oczy Basia.
— Ani dnia bez przygody! — roześmiał się Stefan. Humor mu dopisywał.
Dziewczynki szybko rozeszły się do pokojów i bez namawiania położyły się spać.
— Rośnie drużyna… Popatrz, jakie dziś posłuszne. Pewnie szykują mi niespodziankę — uśmiechnął się Stefan, całując żonę.
— Raczej cisza przed burzą — powiedziała z powątpiewaniem Emilia. Zbyt dobrze znała swoje córki…
Położyli się już spać, gdy z pokoju Mileny dobiegł jakiś hałas.
— Chyba ktoś miauczał — wyszeptał przez sen Stefan.
Kiedy weszli do dziecięcego pokoju, Milena siedziała razem z Zosią:
— Przyśnił mi się koszmar, ale już wszystko w porządku. Pospię z Mileną, dobrze? — powiedziała cicho dziewczynka.
— Oczywiście, kochanie. Na pewno nie potrzebujecie pomocy? — upewniła się Emilia.
Siostry pokiwały głowami i reszta nocy minęła spokojnie…
W przeddzień urodzin Stefan spał źle. Śniły mu się jakieś koszmary o rudej cygance. Miauczała i patrzyła na niego jaskrawozielonymi oczami.
Wreszcie mężczyzna otworzył oczy i zamarł. Prosto na jego piersi siedziało rude monstrum i wierciło w nim wzrokiem!
— Miau — przywitał potwór Stefana.
— Aaaaa — wyrwało się mężczyźnie.
Emilia natychmiast podskoczyła, próbując zrozumieć, co się dzieje.
— Co? Co to? — wreszcie wyjąkał solenizant, wpatrując się w rudego kota, który już próbował ułożyć się u jego stóp.
Emilia z niedowierzaniem mrugała oczami.
— Oj, tato! Już zobaczyłeś nasz prezent! — starając się mówić jak najweselszym tonem, weszła do pokoju Milena.
Za nią wparowały bliźniaczki:
— Wszystkiego najlepszego, tatusiu! Postanowiłyśmy zrobić ci niezapomniany podarunek. Poznaj Pulpeta. Jest bardzo dobry, spokojny i wychowany kot.
A tak w ogóle, mieszka u nas już drugi dzień, a wy nawet go nie zauważyliście. Wszystkie kanapy całe i tapety też — paplały jedna przez drugą Basia i Zosia.
Emilia roześmiała się, patrząc, jak Stefan łapie powietrze.
— Tylko się nie denerwuj, tato. Mama zaraz ci da bon na wczasy i odpoczniecie sobie wspaniale z dala od nas. A my sobie tu poradzimy same — wypaliła Milena.
— Jakie wczasy? Chwileczkę, dziewczynki — Emilia spojrzała na córki zdziwiona.
— Ale czy twój prezent w kopercie to nie wyjazd na odpoczynek? Sama widziałam — przyszła siostrze z pomocą Basia.
Emilia nerwowo się zaśmiała.
— Wygląda na to, że w tym domu niczego nie da się ukryć — rzekła wreszcie.
— Ale co ja mam teraz zrobić z tym zwierzem? — bezradnie zapytał Stefan, przyglądając się, jak kot cicho mruczy u jego stóp.
— Rozumiesz, tato, to stało się przypadkiem. Wyszłyśmy na podwórko i znalazłyśmy kota w worku… w śmietniku. A potem pojawiła się pani Waleria. Tak krzyczała. No, sam wiesz, jaka ona jest — zaczęła Milena.
— Przestraszyłyśmy się i pognałyśmy co sił do domu — dodała autorytatywnie Zosia.
— Jakoś samo wyszło i kot znalazł się u nas. Ale przecież nie wyrzucimy go z powrotem na śmietnik? Umyłyśmy go nawet i doprowadziłyśmy do porządku. Jest bardzo spokojny i cierpliwy — ze łzami w oczach powiedziała Basia.
Stefan westchnął. W głowie nagle pojawiły się słowa cyganki o niespodziewanym prezencie.
— No no… Prezent to był w sam raz — powiedział cicho, przyglądając się całej uczciwej kompanii.
— Kochanie, może dziewczynki mają rację. Kota naprawdę szkoda. Ile musiał przeżyć. A na oko jest bardzo spokojny i miły — przyszła córkom z pomocą matka.
Stefan westchnął, rozważając sytuację.
— Będzie nam łapał myszy. Jestem pewna! — wyłożyła żelazny argument Zosia.
— Ale my nigdy nie mieliśmy myszy — powiedział smutno Stefan, rozglądając się.
— Wszystko może się zdarzyć, słyszałam ostatnio jakieś szuranie za ścianą — poparła siostrę Basia.
— No dobra, łobuzy. Zobaczymy jeszcze, jak się będziecie sprawować. No i na zachowanie Pulpeta też popatrzymy — roześmiał się Stefan.
— A czemu Pulpet? — postanowiła wyjaśnić Emilia.
— Słyszałybyście, jak zabawnie mruczy, jak się go głaszcze po brzuchu — uśmiechnęły się dziewczynki.
— A tak w ogóle, co to był za prezent w kopercie? — postanowiła dowiedzieć się Basia.
Emilia lekko się speszyła. Potem przyniosła mężowi małe pudełko, w którym leżała koperta.
— Nie może być! — podekscytowany powiedział mężczyzna, oglądając zawartość koperty.
Nie był w stanie powstrzymać łez…
*****
— Jasne, że braciszek to wspaniale. Ale wydaje mi się, że nasz Pulpet też zrobił na tacie niezatarte wrażenie — szeptała wieczorem Basia siostrze, leżąc w łóżku.
— Nasz Pulpet to prawdziwy zdrajca. Dwa dni spał z nami, a dzisiaj przeniósł się do rodziców — zmarszczyła się Zosia.
— Daj spokój. To przecież taty kot — zachichotała Basia.
Stefan leżał szczęśliwy w łóżku i wsłuchiwał się w mruczenie Pulpeta.
— Jaki uspokajający dźwięk. I czemu my wcześniej nie wzięliśmy kota? Nie rozumiem — wyszeptał, tuląc do siebie żonę.
— Ciesz się ciszą i spokojem, niedługo w tym domu nie będzie kiedy spać — zaśmiała się Emilia.
— Wiesz, nawet mi się nie wierzy, że będziemy mieli syna! Dziękuję, kochanie, to najlepszy prezent! — uśmiechnął się Stefan i zamknął oczy z szczęścia.







