Pamiętam, że pewnego sobotniego popołudnia, dwunastej wiosny, Piotr powiedział spokojnie: Siadaj! Nie ma nas w domu!.
Tak, dzwonią! Zofia zamarła, wstając z kanapy.
Niech tak, odparł mężczyzna, a jeśli to ktoś ważny? Może w sprawie?
Sobota, dwunasta, odpowiedział Piotr. Nie wzywałaś nikogo, nie czekam nikogo! Wniosek?
Jedynie w oko zerknę, szepnęła Zofia.
Usiądź! w jej głosie brzmiała stal. Kto tam jest, niech wróci do swego!.
A ty wiesz, kto to może być? dopytała Zofia.
Domyślam się, dlatego mówię, byś usiadła i nie mrugała przy oknach! odparł.
Jeśli myślę o tym samym, nie przejdą po prostu! westchnęła Zofia, wzruszając ramionami.
Wszystko zależy od tego, ile nie otworzymy im drzwi prędzej czy później odejdą, rzecze Piotr spokojnie. Nocować w klatce nie zamierzają, a my nie mamy dokąd pójść. Więc usiądź, weź słuchawki, telefon i obejrzyj film.
Piotrze, dzwoni moja mama, powiedziała Zofia, pokazując ekran telefonu.
To więc przed drzwiami stoi twoja ciotka z nieudolnym synkiem, podsumował Piotr.
Skąd to wiesz? zdziwiła się Zofia.
Gdyby stał tam mój kuzyn a Piotr wymówił kuzyn miękko, niemal chropowato zadzwoniłaby moja mama!
A nie rozważasz innych możliwości? zapytała.
Jeśli to są sąsiedzi, nie mam ochoty z nimi rozmawiać. Jeśli to przyjaciele, po kilku pukaniach już by poszli. Najodpowiedzialniejsi zadzwaliby wcześniej i zapytali, czy możemy ich przyjąć, zamiast pukać pół godziny! Tylko najciężsi krewni potrafią tak nieczułe dręczyć nasz dzwonek.
Piotrze, to moja ciotka, wyznała Zofia z trudem. Mama napisała, że pytają, gdzie nas diabły noszą. Ciotka Natalia zatrzyma się u nas na kilka dni, ma sprawy w mieście!
Napisz jej, że w mieście pełno hoteli, zaśmiał się Piotr.
Piotrze! odzywała się Zofia z nutą rozkazu. Nie mogę tak napisać!
Wiem, pomyślał Piotr. Napisz, że w domu nie ma nas, mieszkamy w hotelu, bo w mieszkaniu szaleją karaluchy!
Dobrze! Zofia napisała wiadomość i wysłała.
Ciotka chce, żebyśmy wynajęli dwa pokoje dla niej i Kostka, przyznała Zofia z trudem.
Napisz, że nie ma pieniędzy, a jeszcze, że wynajęliśmy dwa łóżka w hostelu i w pokoju jest piętnastu obcokrajowców, uśmiechnął się Piotr, dumny ze swej pomysłowości.
Mama pyta, kiedy wrócimy, spojrzała Zofia na męża.
Napisz, że za tydzień, odparł Piotr machnął ręką.
Dzwonki przy drzwiach ucichły, a małżeństwo westchnęło z ulgą.
Piotrze, mama napisała, że ciotka przyjedzie za tydzień, zmęczonym głosem rzekła Zofia.
A znowu nie będziemy w domu, odparł mężczyzna.
Piotrze, rozumiesz, że to nie rozwiązuje problemu. Nie możemy uciekać przed nimi w nieskończoność. Co, jeśli przyjadą w dzień roboczy? Co, jeśli pod drzwiami będą czekać po pracy? Moja ciotka, twój kuzyn nie są na to zdolni!
No tak, westchnął Piotr. Czy chcesz, by diabeł kupił nam trzypokojowy dom?
Piotrze, myśmy planowali przyszłe wielkie potomstwo, wyjaśniła Zofia.
Potrzebujemy dziecka! A może od razu dwoje? rzucił poważnie.
A ja co, mam przeciw? obrażona odpowiedziała Zofia. Sam wiesz, że trzeba się przebadać! Nie wychodzi!
Usuwając nerwy, wszystko będzie w porządku, mówił Piotr. Nasze nerwy drżą na przemian twoje, potem moje! Wypchnijmy ich wszystkich tam, skąd wchodzą, bo inaczej nic nie wyjdzie!
Zofia nie sprzeciwiała się. Wiedziała, że Piotr ma rację.
Gdy planowali ślub, przeszli dokładne badania zgodności i chorób genetycznych, a także płodności.
Po pięciu latach ciężkiej pracy i oszczędności udało im się kupić dużą kamienicę w dzielnicy PragaPołudnie. Nie była nowa, wymagała remontu, meble prawie od zera, ale jakże szczęśliwi byli!
Zanim zdążyli świętować wprowadzenie, na progu pojawiła się ciotka Natalia z synem. Towarzyszyła im teściowa.
Nie ma tu miejsca na wstyd, mamy wystarczająco przestrzeni! Nie tak jak my z Zofią męciliśmy się w jednej pokoju! powiedziała ciotka.
Wygodnie, przyznała Natalia. Położę sobie pokój dla siebie i Kostka oddzielnie!
W naszym salonie nie śpią, odparł Piotr. To pokój do wypoczynku!
Ja tu nie przyjdę pracować! roześmiała się Natalia. Zobacz, Zofio, wyjaśnij mężowi, że mój syn chrapie! A goście w domu, a wy jeszcze nie postawiliście stołu!
Nie spodziewaliśmy się was, przyznała Zofia, zakłopotana.
I lodówka pusta, dodał Piotr.
Tak już jest, odparła Natalia z aprobatą. Piotrze, biegnij do sklepu, a Zofią prosto do kuchni!
Czemu stoicie jak w szkle? krzyknęła teściowa. Wreszcie przyjmujecie gości!
A wy nie wpadliście wykrzyknął Piotr, lecz Zofia odciągnęła go do innego pokoju.
Kiedy Piotr w końcu uwolnił rękę żony, zapytał:
Zofio, czy ktoś tu nie pomylił się? Zaraz ich wyrzucę do twojej mamy, czyli razem z matką!
Kiedy przyjdą goście, zachowujcie się jak goście! Co to jest? oburzał się Piotr.
Piotrze, kobieta jest prosta, z wsi! Tak w nich jest zwyczaj!
Znam wiejskie zwyczaje, a chamstwo nie wchodzi w nasze zasady!
Kochany, nie kłóczmy się z mamą i ciotką! One potem wyczerpią wszystkie moje nerwy! A ty w ogóle staniesz się ich wrogiem! Czy tego chcesz?
Mnie to nieobchodzi, kim dla nich będę! Jeśli tak się zachowują, nie będę ich już zauważał, nie będę ich widział! Niech po prostu znikną, nie zapłacę!
Piotrze, kochanie! Litość, proszę! Jeśli teraz wyganę ciocię Natalię, mama mnie przeklnie, a ja nie mam nikogo oprócz niej!
Te słowa przekonały Piotra zacisnął zęby i poszedł do sklepu.
Ciotka Natalia poczęstowała ich trzy dni, a potem dwa tygodnie. Piotr dożęgał ziołowego naparu aż do wieczora drugiego dnia.
Wyjazd ciotki i syna świętowali młodzi zamiatając i myjąc podłogę. Trzy dni szorowali mieszkanie.
Potem znów wydarzyła się ta sama sytuacja, lecz z drugiej strony.
Bracie, przyjdę na chwilę, objął dłonią Dymitr, brat Piotra, sprawy trzeba rozwiązać, potem wrócimy!
Sam nie dasz rady? zapytał Piotr.
Co ty? Mam rodzinę! Jak zostawię ich w wiosce, a sam w mieście? Myśl głową! zaśmiał się Dymitr. A jeśli znajdę przygody? Żona będzie mnie kontrolować!
Dlatego przywiózłeś dzieci? pytał Piotr.
Komu je zostawię? Dymitr uderzył brata w plecy. Niech się bawią! Przejedźmy to miasteczko jak w młodości!
Dymitrze! wykrzyknęła Święta. Zaraz cię tak pouczam, że nie będziesz miał siły drżeć!
Po półtorej godziny od przyjazdu brata Petra z rodziną, Zofia zwróciła się z silnym bólem głowy. Dzieci biegały po mieszkaniu, krzycząc nieustannie. Święta potrafiła tylko wyć, nie potrafiła rozmawiać.
Dymitr szarpał się gdzieś, by rozbudzić noc, co jeszcze bardziej potęgowało krzyki Świętej.
Piotrze, podobno jesteś jedynym synem mamy, szepnęła Zofia przytulając się do poduszki.
To kuzyn ze strony matki, mruknął Piotr. Nazywam go kuzynem.
Mnie to nie obchodzi, jak go nazwiesz, może po prostu go stąd poprosimy?
Wiesz co, chętnie, rzekł Piotr, kładąc rękę na serce, ale sytuacja jest taka sama jak z twoją ciotką. Mama potem wyciągnie mi mózg łyżką i zmusi zjeść!
Zanim zdążyli się od tego gościa odsunąć, na progu pojawili się kolejni goście. Ciotka Natalia i syn ciągle wracali do miasta w interesach.
Kuzyn Dymitr z rodziną przyjeżdżał od czasu do czasu, by rozwiązać sprawy. Matki nie zapominały o dzieciach, teściowa wyciągała mózg zięciowi, a teściowa synowej.
Stałe nerwowe napięcie podważało zdrowie psychiczne młodej rodziny. O dzieciach w tej niekończącej się karuzeli gości nie mogło być mowy. Zdrowie już nie było najlepsze, a pytanie jak? brakowało sensu.
Zmienimy mieszkanie? zaproponowała Zofia.
Na przytulniejsze pokoje? uśmiechnął się Piotr. Niebawem będą nam przydzielone!
Nie, lekko się uśmiechnęła. Wymieńmy nasze mieszkanie na identyczne! Są ludzie, co chcą zamieszkać w innej dzielnicy! Przeprowadzimy się, a nikt nie dowie, dokąd poszliśmy!
To typowe odwlekanie, westchnął Piotr. Mój kuzyn i twoja ciotka znajdą nowych lokatorów, którzy zdradzą, gdzie było ich mieszkanie. Znajdą nas! A potem będą płakać nad taką sztuczką!
A może zdąży nam zrobić dziecko? zapytała Zofia z nadzieją.
Trzeba nie tylko zrobić, ale i wprowadzić na świat. To będzie choć jakaś podstawa, pokręcił głową Piotr.
Choćby z mieszkania wyjechać, rzecze Zofia smutno. Poprosić przyjaciół o schronienie? Ukryć się?
Mówisz o Walerze i Katarzynie? zapytał Piotr.
Tak, skinęła Zofia. Mają pokój!
Tam mieszka Tadeusz, uśmiechnął się Piotr. Zapomniałaś?
Wolę mieszkać z owczarką niż z naszymi krewnymi! Zofia opuściła głowę w rozpaczy.
Stój! zawołał Piotr i chwycił telefon.
Walerzu, pożycz psa!
O! Przyjacielu! Zawsze dłużny! My z Katarzyną chcemy na kurort, a dziewczynkę nie zostawimy nigdzie! Ona nie lubi obcych, a nas zna i szanuje! Przyniosę jedzenie, legowisko, zabawki, miseczki! Zapłacę też! krzyczał Waler w słuchawce.
Przywóz! radośnie odpowiedział Piotr.
Wrócił do żony, rozpromieniony niczym poranne słońce:
Zadzwoń do mamy, niech ciotka przyjedzie jutro! Ja zadzwonię do brata, żeby przyjechał za tydzień!
Jesteś pewny? zapytała Zofia.
Z radością przyjmiemy ich! mówił szczerze Piotr. Ktoż jest winny, że nasz lokator się nie spodoba?
Kuzyn Dymitr i jego rodzina potrzebowali jednego głupiego ruchu, by wybrać wygodny hotel.
Ciotka Natalia postanowiła bronić swojego prawa do gościny.
Złapcie tego potwora gdzieś! przewidywała, chowając się za wąskim grzbietem własnego synka.
Ciociu Natalko, żartujesz? uśmiechnął się Piotr. Czterdzieści pięć kilogramów czystych mięśni! To nie szczeniak, to niemiecki owczarek! Zgniecie każdą bramę!
Dlaczego ona na mnie patrzy z wrogością? zadrżał głos ciotki.
Nie lubi obcych, wzruszyła ramionami Zofia.
Pozbądźcie się jej! Nie mogę mieszkać w tej samej kamienicy z tym zwierzakiem!
Jak to, pozbyć się? oburzył się Piotr. Ten słodki pies jest nasz! Nie mamy dzieci, a trzeba kogoś kochać! A my go kochamy!
I nie wyrzucimy go! dodała Zofia.
Potem zadzwoniły obie mamy, pytając, dlaczego odmówiliśmy gościnności krewnym.
Nikt ich nie wypędzał, odpowiedzieli jednocześnie, po prostu nie chcieli zostać! Niech przyjeżdżają! Będziemy szczęśliwi!
A pies?
Mamo, nie odmawiamy nikomu!
Po miesiącu Tadeusz wrócił do swoich właścicieli, ale był gotów powrócić przy pierwszym wezwaniu. Nie było potrzeby. Zofia czekała na dwójkę.







