Nadzieja już nie istnieje

Nadziei już nie ma

Nie chcę waszych pieniędzy! powiedziała wściekłym głosem Natalia i rzuciła zmięte banknoty na podłogę.

To przecież pani pieniądze odparła właścicielka mieszkania. W tym, co się stało, nie widzę swojej winy. Proszę, nie róbmy scen, bo sąsiedzi mogą się obudzić.

Natalia rzuciła jej gniewne spojrzenie, odwróciła się i ruszyła w stronę schodów.

Gdy wyszła z klatki, zakręciło jej się w głowie, ledwie dowlokła się do ławki. Usiadła, zakryła twarz dłońmi i zaczęła cicho płakać, prawie bezgłośnie, przeklinając siebie za to wszystko:

Gdybym tylko wiedziała, jak to się skończy nigdy bym nie pojechała na ten ślub!

*****

Natalka, wychodzę za mąż! zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka, Lidia. Ślub już za miesiąc, a potem jeszcze wesele. Przyjedziesz?

Z całego serca ci gratuluję, Lidia, ogromnie się cieszę. Tylko wiesz… westchnąłem ciężko.

Co się stało?

Wybacz, chyba nie dam rady przyjechać. Naprawdę bym chciała, ale…

Jak to nie przyjedziesz!? w głosie Lidii słychać było szczere zdziwienie. Znamy się od podstawówki, przeszliśmy przez wszystko, a ciebie nie będzie na moim ślubie? Chcesz mnie urazić?

Nie miałam zamiaru cię ranić. Po prostu ślub i wesele to nie jeden dzień.

Domyślam się… Trzy dni. Bez problemu weźmiesz wolne w pracy.

To nie kwestia pracy, tylko kota. Nie mam z kim go zostawić, a wziąć ze sobą też nie mogę…

Nie chcę tego słuchać! Musisz być, rozumiesz?! Kogoś poproś o opiekę nad kotem, znajdziesz hotel dla zwierząt wszystko się da załatwić! Pomogę ci, jeśli trzeba.

Nie wiem, Lidka…

Masz miesiąc, nie zawiedź mnie w ten dla mnie najważniejszy dzień!

Po tej rozmowie długo się zastanawiałem. Nie chciałem najlepszemu przyjacielowi sprawiać przykrości, z drugiej strony nie wiedziałem, co zrobić z Felkiem.

Zostawić go samego, nawet z zapasem karma i wody, nie wchodziło w grę. Felek był bardzo towarzyski dwa-trzy dni samotności to dla niego katorga.

Myślałem o tym prawie codziennie, aż podjąłem decyzję: jadę na ślub, a Felka powierzam komuś odpowiedzialnemu.

Znalazłem ogłoszenie pani Elżbiety Kowalczyk, która od lat prowadzi dom tymczasowy dla kotów. Opinie w internecie były dobre, ludzie często zostawiali jej swoich pupili, a do tego miała doświadczenie jako technik weterynarii. To mnie przekonało.

Umówiłem się z nią, obejrzałem mieszkanie duże, trzy pokoje, jeden przeznaczony dla kotów, pełen drapaków i zabawek. Wszystko wydało się w porządku, a sama pani Elżbieta była bardzo sympatyczna.

Poza tym Felek miał mieć towarzystwo innych kotów, więc może chociaż nie będzie się nudzić.

FeFelku, kochany, nie będzie mnie tylko trzy dni, wytrzymaj, dobrze? głaskałem kotka, który dopominał się, bym go wziął na ręce, lecz czas gonił.

Proszę się nie martwić uśmiechnęła się szeroko pani Elżbieta. Będzie mu tu dobrze.

Mam taką nadzieję. Tu są pieniądze, podałem jej tysiąc złotych dwoma banknotami. Jakby coś się działo, proszę dzwonić.

Oczywiście.

*****

Minęły trzy dni jak z bicza strzelił.

Lidia była przeszczęśliwa, że mogłem być na jej ślubie i weselu. Jej świeżo poślubiony mąż wzbudził moją sympatię. Tylko Felka miałem stale w myślach codziennie dzwoniłem do pani Elżbiety:

Dzień dobry, jak tam Felek? Nie sprawia kłopotów?

Dobrze, panie Natalio, wszystko w porządku. Dużo je, korzysta z kuwety jak trzeba. Mam tylko pytanie: zgodnie z planem odbierze pan kota za trzy dni?

Tak… a coś się stało?

Nie, to tylko taka formalność. Po prostu czasem ludzie muszą się opóźnić, a ja już mam innych chętnych. Zawsze wolę dopytać wcześniej.

Nie, termin się nie zmienił. Nie mogłabym zostawić Felka na dłużej. Bardzo tęsknię i nie mogę się doczekać powrotu.

Zdążyłem tylko wysiąść z pociągu i od razu pognałem do pani Elżbiety, wcześniej dzwoniąc, żeby uprzedzić, że już jadę.

Dobrze… będę czekać westchnęła smutno.

Ten jej westchnienie nie dawało mi spokoju.

Może przesadzam? Czemu miałoby być coś nie tak? Przecież mówiła, że z Felkiem wszystko dobrze… próbowałem się uspokoić, ale niepokój coraz mocniej ściskał mi serce.

Pański kot uciekł… usłyszałem od pani Elżbiety zaraz po wejściu.

Co?! Jak?!

Wie pan, remontują u góry i był straszny hałas. Koty się przestraszyły, próbowałam pukać w rury grzewcze, ale tylko je to denerwowało. Poszłam prosić sąsiadów, żeby na kilka dni wstrzymali remont. Ledwie otworzyłam drzwi, a pański Felek wybiegł na klatkę. Nie zdążyłam nic zrobić.

Dlaczego pan od razu nie zadzwonił?! krzyczałem. Po co pani mnie oszukiwała?

Myślałam, że uda mi się go znaleźć. Czasem koty uciekają, bo mam ich sporo, nie upilnuję wszystkich. Zawsze wcześniej się odnajdywały, ale Felka nie udało się znaleźć. Wystawiłam ogłoszenia, ale nic z tego. Proszę się nie martwić na zapas kot może się jeszcze odnaleźć.

Nie martwić się?! Przecież pani obiecywała… Jak można było do tego dopuścić!?

Może chce pan odzyskać pieniądze?

Nie chcę waszych pieniędzy! powtórzyłem z rozpaczą i rzuciłem pieniądze na podłogę.

Ale to przecież pańskie pieniądze odpowiedziała spokojnie. Ja nie ponoszę winy. Proszę, nie budźmy sąsiadów kłótnią.

Rzuciłem jej nienawistne spojrzenie, odwróciłem się na pięcie i zbiegłem po schodach.

Gdy wyszedłem na ulicę, świat zawirował. Osunąłem się na ławkę pod blokiem. Nie wierzyłem, że to się dzieje naprawdę. Po co pojechałem na ten ślub… Po co zostawiłem Felka?

Myśli wróciły do tamtego zimowego wieczoru, gdy wracałem z pracy. Był 30 grudnia, w planach długi urlop, tylko dla siebie.

Wtedy, spod klatki wyskoczył mały, rudy kłębek. Zanim zrozumiałem, już wspinał się po moich spodniach i znalazł się w moich dłoniach.

Niezłe masz szczęście, maluchu zaśmiałem się i nie zastanawiając się długo, zabrałem go do mieszkania.

Już z Felkiem świętowałem Sylwestra i leniwe dni, całe dnie spędzałem z rudzielcem na kolanach. Nawet nie zauważyłem, kiedy pokochałem tego łobuzerskiego futrzaka całym sercem.

Synku, może byś dziewczynę w końcu przyprowadził, a ty kota z ulicy do domu taszczysz? śmiała się mama przez telefon.

Cóż, tak wyszło, że pierwszy był kot. Potem będzie dziewczyna, a ona już się z kotem dogada.

W pracy opowiadałem kolegom z dumą o Felku.

Wydaje mi się, że to koty szukają sobie człowieka; zawsze wtedy, gdy pada deszcz, wieje albo jest mróz. I zawsze patrzą w oczy tak, że nie możesz ich nie zabrać mówiłem.

Ty, Natalia, powinnaś książki pisać śmiały się dziewczyny.

Cieszyli się ze mną, choć chyba nie do końca rozumieli, skąd ta miłość do kotów. Pewnie jeszcze nie mieli własnych zwierzaków… Ale kiedyś na pewno zrozumieją.

Odkąd zamieszkał u mnie Felek, w domu było nie tylko sierści, ale i mnóstwo ciepła i miłości.

Za każdym razem, gdy wracałem z pracy, kot już siedział pod drzwiami i witał mnie wesołym miau!, trącał mnie łebkiem i domagał się głaskania.

Najbardziej lubił być na moich kolanach, albo spać tuż obok, mrucząc jak mała wywrotka.

A teraz? Teraz nie czeka na mnie nikt, nikt nie mruczy. Nie ma Felka.

Może gdzieś jest… bardzo na to liczyłem. Ale gdzie? Nie miałem pojęcia.

Dość! powiedziałem twardo, podnosząc się z ławki. Nie będę siedział z założonymi rękoma. Znajdę go.

*****

Halo! To pan go znalazł?! krzyknąłem do słuchawki, odbierając telefon od jednego z wolontariuszy pomagających w poszukiwaniach Felka.

Być może. Zgłosiła się do mnie pani, która na ulicy znalazła rudego kota pasuje do pańskiego opisu. Czeka dziś na pana, wyślę smsa z adresem.

Dziękuję!

Naprawdę, bez tych ludzi nie dałbym sobie rady. Od zaginięcia Felka minęło półtora miesiąca.

To były najgorsze dni w moim życiu. W nocy ślęczałem na forach, przeglądałem zdjęcia zagubionych kotów. Ale Felka nie znalazłem.

Najgorsze, że w telefonie miałem tylko zdjęcia Felka jako kociaka, sprzed pół roku. Nie przypuszczałem, że kiedyś będę potrzebował jego aktualnego zdjęcia a rudy tak urósł i się zmienił, że trudno go poznać.

Wyskoczyłem z taksówki, wskoczyłem pod klatkę, zadzwoniłem domofonem.

Kto tam?

Natalia, w sprawie rudego kota z ogłoszenia.

Proszę wejść.

Dziesięć minut później stałem przy klatce, rozglądając się za ławką. Nie było jej, płakałem więc stojąc.

Kotek był rudy i ładny, ale to nie był Felek. Inny wyraz pyszczka, inne oczy.

Zostawię go sobie powiedziała kobieta, tuliła swojego rudaska. Panu życzę powodzenia. Na pewno pan Felka znajdzie. Tylko nie tracić nadziei!

Pierwszy raz patrzyłem na kogoś z zazdrością. Dlatego szybko odszedłem, nie chcąc obarczać jej swoim żalem.

Jeszcze kilka razy ktoś dzwonił, jeszcze kilka razy sprawdzałem nie moje koty.

To było chyba najcięższe do zniesienia: z nadzieją biec do kolejnego mieszkania a tam znów nie Felek.

Synku, wiem jak bardzo go kochałeś mówiła mama przez telefon. Ale życie toczy się dalej. Na pewno znajdziesz sobie innego rudaska. W mieście ich przecież nie brakuje. Albo przyjedź do mnie na wieś, sąsiadka ma świeży miot, chyba nawet jeden rudy się trafił.

Nie, mamo. Nie chcę innego…

Po pół roku bez rezultatu zrozumiałem, że już nie mam nadziei.

Modliłem się tylko o to, żeby Felek był gdzieś żywy. Choćby bezdomny, wśród innych, byleby tylko żył.

*****

Nie wiedziałem jak dalej żyć.

Czułem się winny wobec Felka, nie mogłem sobie wybaczyć. Co z tego, że ślub… Może powinienem był zostać i nie zlecać opieki komuś obcemu.

Teraz nie wiem, co się z nim dzieje, ani gdzie jest. Ta niepewność boli najbardziej.

W weekendy, byle nie siedzieć w pustym mieszkaniu, spacerowałem po mieście. Zaglądałem do podwórek, przy śmietnikach wypatrując rudych kotów.

Wiedziałem już, że szanse są prawie żadne, ale nie umiałem przestać.

Któregoś razu nie zauważyłem nawet, jak zapędziłem się prawie na obrzeża miasta, gdzie był schronisko dla zwierząt. Może mama ma rację i powinienem przygarnąć innego kota? pomyślałem.

Ale zaraz odegnałem tę myśl a jeśli Felek się jeszcze kiedyś znajdzie? Pomyśli, że go zdradziłem?

Już miałem wrócić, gdy przed bramą schroniska pojawiła się pracownica.

Pan do nas?

Nie wiem, sam nie jestem pewien… odpowiedziałem cicho.

Jeśli chce pan obejrzeć naszych podopiecznych, to zapraszam, niczego pana to nie zobowiązuje. Może znajdzie się ktoś, kto od razu skradnie pańskie serce?

Nie chciałem, ale nie potrafiłem odmówić.

Oto Simon, tam jest Zefir. Prawda, że śliczne?

Tak, piękne…

Nie potrafiłem wytłumaczyć tego sobie, ale przy zwierzętach od razu poczułem się lepiej. Jakby ich obecność łagodziła mój ból. Nawet zaczęło mi się tu podobać.

A ten, tam na końcu, kto to?

A, to nasz samotnik, tak o nim mówimy. Nikogo do siebie nie dopuszcza. Trafił do nas pół roku temu w złym stanie, podkarmiliśmy go, ale nie udało się go oswoić do końca.

Serce zabiło mi mocniej.

Mogę zobaczyć go z bliska?

Jasne.

Na dźwięk kroków rudy kot odwrócił się demonstracyjnie plecami. W całej jego postawie widziałem: Nie podchodźcie.

To nasz samotnik. Zawsze się odwraca, gdy ktoś próbuje się zbliżyć.

Nie słuchałem jej już właściwie. Wpatrywałem się w kota…

To był on.

Felku? wyszeptałem, wstrzymując oddech. Felku, to ty?

Kot powoli spojrzał mi w oczy, jakby rozważał… Pan…?

Nie, to tylko złudzenie

Felek! zawołałem głośniej. Boże, żyjesz! Kochany mój, poznajesz mnie?

Kot przez chwilę się wahał, ale potem… poznał głos, spojrzenie, zapach właściciela. I choć wahał się jeszcze przez kilka sekund, w końcu pobiegł w moją stronę.

Pracownica schroniska tylko zdążyła otworzyć drzwi boksu, a ja już tuliłem Felka w ramionach jak największy skarb.

Wszyscy patrzyli na nas pracownica, koty, nawet chmury na niebie i słońce zdawały się uśmiechać.

Wróciliśmy razem do domu, a ja obiecałem sobie i pracownikom schroniska, że będę im pomagał, bo przecież pomogli mojemu kotu.

*****

Po drodze Felek mruczał głośniej, niż kiedykolwiek, i przerywał czułym miauczeniem, jakby opowiadał mi o tamtym dniu: Ale się wtedy bałem, głośno było, nie było cię w pobliżu, więc postanowiłem cię poszukać i… wpadłem pod samochód. Jak dobrze, że mnie znalazłeś… już nigdy mnie nie zostawisz, prawda? spojrzał mi prosto w oczy.

Nie, Felku. Nigdy cię nie zostawię. Już nigdy więcej.

Dziś już wiem czasem jedna pochopna decyzja potrafi złamać serce, ale nigdy nie wolno tracić nadziei. Jeśli kochasz i walczysz, cud zawsze jest możliwy.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Nadzieja już nie istnieje