Dowiedziałam się, że jestem w 12 tygodniu ciąży. Nie wiedziałam, co robić, mój syn był nastolatkiem. Mieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu. Jak rozumiecie, nie miałam stałego mężczyzny.
Pracowałam na dwa etaty, żeby zapewnić synowi byt, jak miałabym wykarmić kolejne dziecko? Kto miałby zarabiać, gdybym była na urlopie wychowawczym? Poza tym dziecko potrzebuje normalnych warunków do życia.
Nie chciałam dziecka, więc stwierdziłam, ze urodzę i zostawię w szpitalu. Natychmiast trafiłam do psychologa, który próbował poznać powód tej decyzji. Miła kobieta podała mi numery organizacji, które mogłyby mi pomóc. Początkowo nie bardzo w nie wierzyłam, ale to właśnie tam uratowano mnie przed popełnieniem fatalnego błędu.
Nikt nie wiedział, że jestem w ciąży, a biologiczny ojciec zaproponował jedynie, że da pieniądze za aborcję. Zgodził się też płacić za moje mieszkanie przez pół roku i za tę pomoc byłam mu wdzięczna. A potem mnie zablokował. Bolało mnie to, ale zdałam sobie sprawę, że to ja byłam częściowo winna zaistniałym okolicznościom – nie powinnam była spuszczać gardy. W tamtej chwili po prostu nie chciało mi się żyć.
Pracowałam do ostatniej chwili i ukrywałam ciążę. Mój syn domyślił się wszystkiego, ale nie robił mi wyrzutów. Nalegał, żebym zatrzymała dziecko, bo w domu dziecka czeka je straszne życie.
Właśnie wtedy postanowiłam zadzwonić pod numer tej organizacji. Zostałam zaproszona na konsultacje. Kobieta wyjaśniła mi, że w życiu wszystko zmienia się bardzo szybko. Jednego dnia czujesz się źle, a następnego dnia dobrze. Oddajesz swoje dziecko obcym ludziom, a potem przez resztę życia będziesz go szukać i żałować swoich czynów. Zaoferowano mi pomoc nie tylko moralną, ale i finansową.
Kobiety, które przychodzą do tej organizacji są wyjątkowe. Chcą oddać dziecko ze względu na okoliczności życiowe, boją się, że sobie nie poradzą, ale kochają je całym sercem. Specjaliści z ośrodka nie wywierają presji na ciężarnych kobietach , a jedynie pomagają im myśleć bardziej globalnie. Ostatnia decyzja zawsze należy do matki, nikt jej nie naciska.
Są też przypadki, kiedy sami pracownicy ośrodka rozumieją, że lepiej jest oddać dziecko. Dotyczy to matek aspołecznych, pijących , agresywnych, uzależnionych od narkotyków. Przede wszystkim myślą o dziecku i jego bezpieczeństwie.
Dostałam tam rzeczy, artykuły gospodarstwa domowego i ubrania dla dziecka. W magazynie było wszystko, co było mi potrzebne do opieki nad noworodkiem. Na porodówkę przyjechałam z małą torbą, a moje współlokatorki z sali rozłożyły swoje wielkie torby. Patrzyłam na nie i zazdrościłam im, bo były szczęśliwymi kobietami, w przeciwieństwie do mnie.
Nie interesowały mnie ubrania i bibeloty, chciałam tylko czuć czyjeś wsparcie. Można mieć jedne spodnie i być szczęśliwym człowiekiem, albo żyć wśród luksusu i czuć się absolutnie nieszczęśliwym. To właśnie wtedy postanowiłam nie rezygnować z dziecka.
W dniu wypisu przyjechał mój syn i przedstawiciele organizacji. Dali mi kwiaty, zrobiło mi się bardzo miło.
Najpierw wstydziłam się chodzić z wózkiem, bo wszystkie mamy są młode, a ja mam już 40 lat. Ale potem przestałam się tym przejmować. Były problemy z finansami, ale daliśmy radę. Organizacja bardzo pomogła, a potem moja mama zaoferowała swoją pomoc.
Gdy syn miał pół roku, zatrudniłam nianię. Następnie kilka miesięcy później zaczęłam robić fryzury za pieniądze. Rok później zrobiłam kurs tatuażu – moje zarobki wzrosły.
Mój starszy syn pracuje na pół etatu, ale nie biorę od niego pieniędzy na życie , to za dużo. Wiecie, bałam się o nic. Teraz nasze życie jest jasne i ciekawe, nie mam domu, ale mam dwóch najukochańszych mężczyzn na świecie.
Ja już dawno nie biorę nic od organizacji, radzę sobie sama, bo rozumiem, że wiele kobiet teraz potrzebuje tego wszystkiego bardziej. Mój syn kiedyś dorośnie, powiem mu prawdę, żeby zdjąć ciężar z mojej duszy, ale myślę, że mnie zrozumie. Trzeba po prostu umieć być mamą i poświęcić coś dla dobra dzieci. Dziecko to odpowiedzialność, a nie zabawka. Nie porzucaj swoich dzieci, choćby nie wiem jak trudne były życiowe zakręty. Pukajcie do wszystkich drzwi, proście o pomoc.






