Jaś był kiedyś bardzo fajnym chłopakiem, zawsze dawał innym przykład i był ze mnie dumny. Trudno zapomnieć dzień, kiedy wrócił ze szkoły z wypracowaniem, za które dostał najwyższą ocenę — pisali o swoim idolu, a mój syn chwalił mnie, jak tylko mógł. Był wtedy w trzeciej klasie.
Po rozwodzie Jaś wyjechał z matką za granicę, studiował w Londynie, mieszkał przez jakiś czas w Izraelu i tam spotkał swoje przeznaczenie.
Gdy był nastolatkiem, często rozmawialiśmy przez telefon i przyjeżdżał w odwiedziny, ale nigdy nie zaprosili mnie do siebie. Nawet kiedy mój syn dorósł i mieszkał sam, ani razu nie zaprosił mnie do siebie. Nie obrażałem się, uważając, że po prostu nie miał czasu, był bardzo zajęty. A potem wstrząsnęła mną wiadomość o jego ślubie. Dowiedziałem się nie od syna osobiście, ale od mojej byłej żony. Dzwoniła, żeby dowiedzieć się, jak planuję dostać się do Izraela, bo przecież jakaś jej przyjaciółka też miała jechać, więc może powinniśmy pojechać razem…
Nie mogłem znaleźć spokoju, myśląc, że zaproszenie gdzieś się zagubiło, że już wspominał o tym przez telefon, a ja zapomniałem. Moja była żona uznała, że Jasiek mógł zapomnieć i sama mnie zaprosiła. Wydałem oszczędności na ten wyjazd, żeby zobaczyć syna, ale on witał mnie bez radości, raczej ze zdziwieniem.
– Dlaczego tu jesteś, tato? Tak bardzo się zmieniłeś — nie pomyślałem, że to komplement. – Czy masz chociaż garnitur? Chyba nie wybierasz się na uroczystość? To żenujące…
Dlatego nie zadzwonił do mnie — jestem zbyt niemodny i nieogarnięty, a Izrael to zupełnie inny poziom.
Poszedłem do domu, nie idąc na ceremonię. Nie miałem ochoty na świętowanie. Mój syn nie przeprosił mnie, nie zaprosił na przyjęcie. Po moim pierwszym i ostatnim wyjeździe do nich nie rozmawiamy zbytnio. Przez moją byłą żonę dowiedziałem się o rodzicach synowej, ich pierworodnym i o tym, że się rozwodzi. Jego biznes upadał, a swaci zainwestowali w niego sporo pieniędzy. Uważając go za oszusta, przepędzili go. Jego matka była w tym czasie w podróży, nie mógł pojechać do Londynu, więc przyjechał do mnie.
Jasiek czekał na wsparcie i pomoc finansową, nie prosił, ale mówił mi, bo to ja byłem rodzicem i musiałem zapewnić dziecku byt, inaczej po co płodzić.
Dobrze czy źle, nie wpuściłem go do domu. Jego matka jest przekonana, że teściowie mu wybaczą i że wróci do domu, bo ktoś musi zapewnić wnukom byt, a ja osobiście nie zamierzam tolerować takiego zachowania. Mam ogromną bliznę na sercu z powodu tego, co zrobił mi przed ślubem. Skoro my nie potrafimy się dogadać w szczęściu, dlaczego mielibyśmy to robić w smutku?






