Mój były mąż i teściowa nawet wynieśli tiul po rozwodzie, a teraz mają mnie za małostkową.

Zupełnie nie rozumiem, jak mogłam się tak pomylić. Mój były mąż po rozwodzie zachowywał się obrzydliwie. Wraz z matką wyniósł z mieszkania prawie wszystko, nawet tiul.

Nikogo nie obchodziło, że w tym mieszkaniu mieszka ich syn i wnuk. A teraz, gdy nie układa im się najlepiej, żądają ode mnie rezygnacji z alimentów i nazywają mnie małostkową.

Niewiele mogę powiedzieć o moim życiu w małżeństwie. Takich historii jest chyba milion. Zakochani, randki, ślub. Byłam trochę zażenowana tym, że mój mąż jest skąpy, ale mama przekonała mnie, że to nawet dobra cecha, nie wyda nigdzie bez potrzeby pieniędzy. Nie tak jak nasz tata, który cały czas miał puste kieszenie.

Gdybym nie miała wtedy dwudziestu jeden lat, pewnie miałabym na tyle rozumu, żeby nie związać się z mężczyzną, który zaczął oszczędzać na mnie jeszcze przed naszym ślubem. Posłuchałam jednak matki, dałam się nabrać na piękne zaloty, uległam uczuciom i wyszłam za mąż.

Dzięki Bogu miałam własne mieszkanie, w którym zaczęliśmy mieszkać. Oczywiście mój mąż zmarszczył nos i powiedział, że kawalerka to nie mieszkanie, ale na razie ok. Stwierdził, że będziemy oszczędzać na większe mieszkanie, a jak już zaoszczędzimy wystarczająco dużo pieniędzy, to sprzedamy moje mieszkanie i  kupimy nowe. Na szczęście do tego nie doszło, bo inaczej sprzedałabym swoje mieszkanie.

Przez rok żyliśmy względnie dobrze, choć mąż ciągle mi powtarzał, że marnuję pieniądze. Nie wiem, dla mnie kupowanie płynu do mycia naczyń za dwa złote więcej niż to, co zwykle bierzemy, to nie jest aż takie marnotrawstwo. Ale mąż mnie pouczał, mówiąc, że nigdy nie uzbieramy na mieszkanie i że powinnam być bardziej oszczędna.

A potem zaszłam w ciążę i całe zarządzanie finansami przeszło w ręce męża. Tłumaczono mi, że hormony będą szalały a ja stanę się jeszcze bardziej impulsywna i będę bezmyślnie wydawać pieniądze. Ok. I co mogłam powiedzieć?

To był bardzo trudny czas. Musiałam ciągle udowadniać mężowi, że potrzebuję tej czy innej rzeczy, za każdym razem było to gorsze niż obrona dyplomu. A on dodatkowo zaczął śledzić, jak szybko zużywa się szampon, mydło, mleko, kiełbasę i papier toaletowy.  Miałam obowiązek tłumaczyć, dlaczego tak szybko kończy mi się papier.

Moja mama i teściowa nic nie rozumiały. Jedna uważała tylko, że przesadzam, a druga, że jej syn ma całkowitą rację. Ja teraz nie zarabiam, więc on jest jedynym żywicielem rodziny i musi dbać o to, żeby było na wszystko.

Żyłam w tym trybie oszczędnościowym przez półtora roku, a potem nie wytrzymałam i złożyłam pozew o rozwód. Zmęczona byłam upominaniem się o papier toaletowy , proszek do prania, wysłuchiwaniem wiecznych wyrzutów, że mój mąż ciężko pracuje i zarabia, a ja wydaję.

Po rozwodzie mój mąż i jego matka wynieśli z mieszkania prawie wszystko. Nawet łóżeczko, bo je kupili, a gdzie będzie spało dziecko to już nie ich sprawa. Pamiętam, jak teściowa składała tiul, pakowała do worka kapcie i liczyła łyżki i widelce. Czułam się jakbym miała urojenia, to wszystko nie mogło dziać się w realu,

Dobrą stroną mojego byłego męża było to, że pracował i dostawał dobrą pensję, bardzo chciał mieć wysoką emeryturę, więc wszystko zawsze było legalnie. Złożyłam więc wniosek o alimenty i dostałam wszystko, co należało się dziecku.

Jakoś przebrnęłam przez urlop wychowawczy i oddałam dziecko do żłobka, a sama znalazłam pracę. Trzy lata później wyszłam ponownie za mąż. Mój nowy mąż jest świetny. Ma dobre relacje z moim synem, dużo rozmawia z moją mamą i jest cudowny. Najważniejsze jest to, że nie jest chciwy. Mamy wystarczająco dużo pieniędzy, aby żyć bez patrzenia na ceny.

Były mąż, który po rozwodzie zniknął i nawet nie kontaktował się z dzieckiem, przelewał tylko alimenty, jak się okazuje, obserwował mnie, wie, że jestem mężatką i dobrze mi się żyje.

Okazało się, że  nie radzi sobie najlepiej. On też ożenił się po raz drugi i  niedługo będzie miał kolejne dziecko. A alimenty ciężko płacić. Wiadomo, że ich  kwota wraz z pojawieniem się jego kolejnego dziecka będzie się zmniejszać, ale to dla niego mało, chce żebym z nich całkiem zrezygnowała. Mówi, ze mam wszystko, mieszkam w mieszkaniu męża, wynajmuję moje, oboje dobrze zarabiamy, po co mi alimenty.

Nie potrzebuję alimentów, ale to są pieniądze mojego syna, które składam na jego konto. Dlaczego mam pozbawić moje dziecko pieniędzy, bo jego tatuś postanowił znowu się rozmnażać?

Mój były domagał się wejścia w jego położenie, brał na litość, a ja miałam w głowie obraz, jak po rozwodzie wynosił łóżeczko dziecka i nie było litości. Powiedziałam, że nie zrezygnuję z alimentów, a jak przestanie płacić, to pójdę do komorników.

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Mój były mąż i teściowa nawet wynieśli tiul po rozwodzie, a teraz mają mnie za małostkową.