Rozświetlony, przestronny hol oddziału położniczego wypełniał się tłokiem. Atmosfera drgała radością, przetykaną delikatnym stresem. Wokół krążyły szczęśliwe krewniaki: podniecenni mężczyźni z ogromnymi bukietami stokrotek, nowo upieczone babcie i dziadkowie, a także liczni znajomi i przyjaciele. Głośny szmer głosów nieustannie przerywany był zakaźnym śmiechem. Wszystko wstrzymało oddech, oczekując spotkania z nowymi członkami rodzin.
U nas chłopczyk się urodził! Pierwszy! wyszeptała przy stojącej obok nieco zaskoczona starsza pani. W jej oczach lśniły łzy szczęścia, a w dłoniach trzymała kupkę niebieskich balonów.
A my mamy dziewczynkę! Od razu dwie, wyobrażacie sobie! triumfalnie wykrzyknęła jej towarzyszka, oblepiona różowymi pakunkami.
Mają już starszą córkę. Czyli trzy siostry! Jak w bajce!
Oho, bliźniaczki! Co za rzadkość! Gratulacje!
W tym zamieszaniu nikt nie zauważył małej dziewczynki, która bezskutecznie próbowała otworzyć ciężkie drzwi. Jej dłonie były zajęte: ledwo dźwigały torby pełne rzeczy, wypchane po brzegi.
To co dziecko?! odezwał się Marek, młody chłopak przyjeżdżający po siostrę z siostrzeńcem, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Czyż naprawdę na prawym przedramieniu tej kobiety, przysuniętym do ciała, leżał maleńki, owinięty w kocyk, dziecięcy zawijas?
Jak to możliwe? zadręczał się Marek. Gdzie jej krewni? Gdzie przyjaciele? Czy w tym wielkim mieście nie ma nikogo, kto przywitałby młodą matkę z tak bezbronny misiem? Co to za sen?
Rodzina przygotowywała się do narodzin dziecka siostry z wielką starannością. To miał być ważny, radosny, uroczysty moment w życiu! Marek nie wyobrażał sobie, że los może potoczyć się inaczej.
Marek pospieszył się, by pomóc nieznajomej. Szarpnął masywne drzwi, przytrzymał je, aż przeszła, i sam pośpieszył za nią.
Pozwólcie, że przyniosę wasze rzeczy do taksówki! zaproponował młodzieniec.
Dziękuję, nie trzeba uśmiechnęła się kobieta. W jej spojrzeniu błyszczał smutek i zamieszanie, jakby stała na krawędzi łez. Nieznajoma wygodniej ułożyła dziecko, przycisnęła je mocniej do siebie i ruszyła w stronę przystanku autobusowego.
Czy ona naprawdę zamierza wyruszyć taką małą istotę komunikacją miejską? pomyślał przerażony Marek. Już miał dogonić ją, zaoferować podwózkę własnym samochodem, lecz wezwano go przez krewnych. Wypisywali siostrę z siostrzeńcem. Zapomniwszy o całym świecie, Marek pospieszył do własnych.
Irena zawsze chciała być wzorową córką. Matka urodziła ją w podeszłym wieku, a ojca dziewczynka nigdy nie widziała. Mówiono, że był owocem krótkotrwałej letniej romansu. Matka i córka mieszkały w małym, ciasnym domku na obrzeżach wsi. Irena starała się pocieszyć swoją nieco starszą mamę. Od najmłodszych lat pomagała w domu, sprzątała, pilnie uczyła się w szkole, zawsze słuchała. Żyły skromnie. Na skromne wynagrodzenie sprzedawczyni w lokalnym sklepie, zrozumiale nie można było rozrzutnie wydawać. A potem matka przeszła na emeryturę, a ich sytuacja finansowa stała się jeszcze bardziej ograniczona.
Irena marzyła, by jak najszybciej dorosnąć. Uzyskać wykształcenie. Znaleźć godną, dobrze płatną pracę. Wtedy ich mała rodzina już nigdy nie zaznałaby głodu. Nie musiałaby już w sklepie rozważać, co kupić za ostatnie grosze: paczkę kaszy czy trochę mięsa. Irena zdecydowanie zmierzała ku celowi.
Poświęcała się nauce całym sercem. Dodatkowo uczęszczała na kursy. Jej rówieśnicy biegali na randki, do kina, na tańce. A Irena siedziała nad podręcznikami, odrzucając niepewne zachęty sąsiada Fryderyka, by się wybrała na spacer.
No chodź, wyjdź z nim na dwór! radziła matka. Pogoda piękna! A ty już się zbledłaś! Tylko przy książkach siedzisz! Daj sobie trochę oddechu!
Przed egzaminami. Muszę zaliczyć na maksymalne punkty. To mój jedyny szansa, rozumiesz? Nasza szansa! odpowiadała Irena.
Zmartwiony Fryderyk, jak zwykle, szedł pustyztą i ręką. Od pierwszej klasy potajemnie podkochiwał się w Irenie, lecz ona nie odwzajemniała uczuć. Nie zwracała uwagi na żadnego chłopaka ze wsi, jakby ich nie było. Wytrwałość Ireny przyniosła obfite plony. Zdała wszystkie egzaminy błyskawicznie i wstąpiła, jak marzyła, do prestiżowego miejskiego uniwersytetu pedagogicznego. Szczęście nie znało granic! A matka, przeciwnie, zaczęła się niepokoić.
Gdzie będziesz mieszkać? Na co? Nie dam ci wsparcia finansowego, bo sama wiesz, jak mało zarabiam.
Nie martw się! uspokajała Irena. Już wszystko przemyślałam. Podejmę pracę wieczorową, już przeglądam ogłoszenia. A przyjeżdżają na akademik, już dzwoniłam i dowiedziałam się, że będę mieć pokój!
Wszystko układało się dokładnie tak, jak Irena sobie wyobrażała. Mieszkała w akademiku, dzieląc pokój z inną wiejską dziewczyną. Sąsiadka często podawała jej jedzenie, które hojni krewni dostarczali w nadmiarze. Irena odwdzięczała się pomocą przy pracach semestralnych i referatach.
Pracę Irena znalazła szybko. Zamiast sprzątaczki została kelnerką w pobliskim barze. Nic trudnego: serwować zamówienia, uśmiechać się uprzejmie.
W tym barze poznała Maksymiliana. Był stałym bywalcem. Irena była już na przedostatnim roku. Do dyplomu zostało niewiele. Młody, przystojny chłopak przychodził praktycznie w każdy weekend z przyjaciółmi. Śmiali się, żartowali, prowadzili żywe rozmowy. Irena z przyjemnością obserwowała jego dołeczki na policzkach, które pojawiały się, gdy się uśmiechał. Pewnego razu chłopak złapał jej wzrok. Dziewczyna zarumieniła się, odwróciła oczy. A Maks od tego momentu zaczął okazywać jej szczególną uwagę.
Zaczęli się spotykać. Maks okazał się bardzo troskliwy i czuły. Do tego wybitnie inteligentny i radosny. Ukończył studia dwa lata temu i wtedy pracował ekonomistą w dużym banku. Wszystko wskazywało na szybki awans w karierze.
Irena szybko dostała propozycję przeprowadzki do Maksymiliana. Mieszkał w przestronnym dwupokojowym mieszkaniu niedaleko pracy.
Jednak Maks, ku zdziwieniu Ireny, przyjął wiadomość o ciąży z radością.
Właśnie miałem ci zrobić propozycję! A teraz taka nowina uśmiechnął się. Trzeba przyspieszyć, żebyś na weselu była szczupłą panną, a nie ciężarną mamuszką! Choć i tak podoba mi się każda twoja forma.
Irenę dręczyło spotkanie z rodzicami Maksa. Jego ojciec wpływowy przedsiębiorca, właściciel mleczarni. Matka wspierała go w interesach. Jak przyjmą skromną wiejską dziewczynę, a do tego w ciąży?
Lecz jej obawy okazały się bezpodstawne. Krewni Maksa od dawna przychylni byli wybrance ich syna. Opowiadali o niej same dobre słowa. Przyszła teściowa od razu oceniła przytulność mieszkania czyste, zadbane, z miłością. A kolacja, którą przygotowała Irena, wywołała prawdziwe zachwycenie u rodziców.
Jak w najlepszej restauracji! zachwycił się ojciec. Ta sałatka jest nie do pobicia!
Masz złote ręce! dodała matka Maksa.
Teściowa poprosiła, aby Irena zwracała się do niej po imieniu Olgą. Razem zaczęły przygotowania do ślubu. Olga woziła przyszłą synową po drogich salonach, a między przymierzeniami siadali w kawiarniach, rozmawiali, śmiali się. Kobieta zachowywała się prosto i szczerze, zupełnie nie jak wyniosła arystokratka. Irena nie odczuwała żadnej niezręczności wynikającej z różnicy statusu.
A twoja mama przyjedzie na ślub? Chcielibyśmy ją poznać. Niech zamieszka u nas. Mamy duży dom, a wam pewnie będzie ciasno podzieliła planami Olga.
Wesela były wystawne i liczne. Goście, prowadzący, artyści, fajerwerki. Irena starała się nie myśleć, ile to wszystko kosztuje. Gdy podzieliła się tym z Olgą, ta jedynie machnęła ręką:
Nie martw się, damy radę! Ty żona mojego syna, chcę, żebyście mieli prawdziwe święto. Odpocznij i nie stresuj się, to ci zaszkodzi.
Irena nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Słyszała o trudnych relacjach między synowymi a teściowymi, zwłaszcza gdy panna pochodzi z biednej rodziny. Ale u niej było inaczej. Masz szczęście, córeczko! ledwie nie płakała jej stara mama, przyjeżdżając na wesele. Czuła się niekomfortowo w tym blasku, lecz Olga robiła wszystko, by rozluźnić atmosferę: żartowała, dziękowała za taką córkę.
Rozpoczęło się życie rodzinne w oczekiwaniu na dziecko. Podczas pierwszego USG lekarz powiedział, że będzie zdrowa dziewczynka. Więc następnym razem wrócimy po chłopca uśmiechnął się Maks, marząc o spadkobiercy.
Olga była zachwycona. Matka dwóch synów, od zawsze marzyła o córce. Teraz wnuczka! Kupiła mnóstwo różowych sukienek i kostiumików.
Irena z zaciekawieniem przyglądała się tym rzeczom, wyobrażając sobie, jak wkrótce ubierze swoją córeczkę. Będzie rosła w miłości, w pełnej rodzinie. Olga już planowała zabrać ją na balet, do szkoły plastycznej, na zajęcia rozwijające wczesne talenty.
Irena nie sprzeciwiała się. Przeciwnie, cieszyła się, że jej nienarodzona córeczka jest tak pożądana. Jednak podczas jednego z planowanych badań wykryto zagrożenie utraty dziecka. Rozpoczęła walka o utrzymanie ciąży. Teść zadzwonił po najlepszych lekarzy.
Irena czuła się fatalnie. Mdłością nawiedzała ją woda, schudła. Zamiast ulgi w drugim trymestrze tylko gorzej. Leżała w szpitalach, a w domu opiekę nad nią sprawowała Olga: gotowała, sprzątała, nagabywała syna do pracy. Irena była wdzięczna nie mogła nic zrobić.
Maks tymczasem coraz bardziej oddalał się. Praca, znajomi, telefon. Irenę trapiły jedynie analizy, zabiegi, niepokoje mu to się nudziło. Marzył o synu, a dostał ciężarną żonę, co cały czas leży. A do tego pojawiła się przystojna studentka
Ukrywał romans przed rodzicami bał się ich reakcji. Olga żyła w ciągłym oczekiwaniu na wnuczkę. Nie kryła, że chciała córkę, a dostała dwóch synów.
Nagle Irenie zatrzymały się wody miesiąc przed terminem. Trafiła na oddział położniczy. Ból był nie do zniesienia. Lekarze pomagali, jak mogli, a potem wezwali do modlitwy. Irena zebrała wszystkie siły dla swojej córeczki.
Dziewczynkę urodzono, ale od razu zabrano. Lekarze coś dyskutowali. Irena pojął, że stało się coś przerażającego. Zabrali ją do jedynego pokoju. Nocą nie spała, nie odważyła się dzwonić do nikogo.
Rano dyrektor poinformował: u dziecka zespół Downa. Żadne USG tego nie wykazało. Jesteś jeszcze młoda, urodzisz zdrowe dziecko. A to lepiej oddać do domu dziecka.
Irena była w szoku. Lecz stanowczo odmówiła. Żądała, by przynieśli jej dziewczynkę. Spojrzała na nią z miłością i nazwała ją Anielką.
Zadzwoniła Olga. Wiem wszystko powiedziała wzruszona. Damy radę! Dziękuję wam! odpowiedziała Irena. Już znalazłam dobrego psychologa. Pomoże ci zapomnieć to dziecko. Narodzisz inne. Co wy mówicie? Anielka żyje! Nie rozumiesz Napisz odmowę. Powiemy, że dziecko nie żyje. Nie odrzuciła Irenę słuchawkę.
Maks też nie chciał zabrać dziecka. Dlaczego matka może odmówić, a ojciec nie?! Jestem młody, po co mi taki ciężar?! Olga dzwoniła kilka razy, namawiała. W końcu postawiła ultimatum: albo odmowa, albo Irena nie będzie miała miejsca w ich rodzinie.
Irena zrozumiała zostanie sama z córeczką. Ostatnią nadzieją było to, że zobaczy dziecko i Maks się zmieni. Lecz przy wypisie nikogo nie czekał. Z torbami szła na przystanek.
W domu znalazła płaszcz nieznajomej. Z kuchni wyszła dziewczyna w koszulce MakW kuchni wyszła dziewczyna w koszulce Maksa, spojrzała na Anielkę i rzekła: Wreszcie jesteśmy całą rodziną.







