Niektórzy mogą mnie nazwać niewdzięczną wnuczką, której trudno jest znosić babcię przez kilka miesięcy, ale trzeba zrozumieć, że jestem dorosłą, samodzielną osobą, która potrafiła w stosunkowo krótkim czasie zebrać środki na mieszkanie w nowym budynku i z powodzeniem płacić co miesiąc czynsz. Lubię mieszkać sama, lubię, gdy moje mieszkanie jest umeblowane, jak chcę, gdy wszystko jest na swoim miejscu, a w lodówce jest tylko to, co jem.
Wraz z pojawieniem się mojej babci to wszystko się zmieniło. Ma chory żołądek, często jeździ do szpitala, więc tymczasowo zamieszkała u mnie. Do szpitala ma ode mnie blisko, a z przedmieścia jest długo i ciężko, biorąc pod uwagę, że zabiegi są dwa razy dziennie. Babcia ciągle robi bałagan w moim mieszkaniu.
Wymyśla umeblowane na nowo: kanapę przeniosła pod okna, bo jest więcej miejsca, w kuchni wszystkie szuflady i szafki przegląda, przeprowadziła audyt wszystkich półek i wyrzuciła tę, która była mi potrzebna. Bez pytania dobrała się do mojej szafy, myśląc, że z czegoś wyrosłam i mogę to wrzucić do kosza.
Po raz kolejny czuję się jak dwunastolatka, którą opiekuje się i karmi babcia, a ona właściwie przygotowuje tłuste i niezdrowe jedzenie i wmawia mi, że muszę je zjeść, bo ona spędziła godziny na gotowaniu.
Nudzi się pod moją nieobecność, ale czy to konieczne, żeby wnikać w moje sprawy i urządzać mieszkanie pod siebie? Mieszkanie było moje i pozostanie moje po jej wyjeździe.
Nie chcę jej obrażać, a kiedy delikatnie proszę, żeby nic nie robiła, myśli, że się o nią troszczę i zabraniam jej się wysilać, choć zabraniam dotykać i przenosić moje rzeczy.
Kiedy skończy leczenie i wróci do domu?






