Mój mąż, Piotr, od pięciu lat z rzędu wyjeżdża za granicę zarabiać. Raz w Niemczech prowadził ciężarówkę, innym razem w Holandii remontował domy. Wyjechał, bo w portfelu brakowało pieniędzy. Mamy dwoje synów Michała i Bartka i chcieliśmy im zapewnić najlepszą przyszłość. Doskonale rozumieliśmy, że w Polsce nie uda nam się nic osiągnąć bez dodatkowego dochodu.
Piotr radził sobie całkiem nieźle. Co miesiąc przysyłał nam paczki z jedzeniem konserwy, kasze, olej, słodycze i przelewał na moje konto w banku pieniądze, żebym mogła je lokować na lokacie. Zebraliśmy więc przyzwoitą sumę, dzięki której mogłem kupić starszemu synowi mieszkanie w Warszawie.
Wydawało się, że wszystko układa się po naszej myśli. Jednak kilka miesięcy temu poczułam, że coś w organizmie nie gra. Najpierw pomyślałam, że to menopauza, ale nie. Zaczęłam przybierać na wadze, spać cały dzień, objadać się i gwałtownie zmieniać nastrój. Internet podpowiadał, że jestem w ciąży. W ciąży w czterdziestym piątym? pomyślałam nie wierzę. Zrobiłam test i na pasku pojawiły się dwie wyraźne, czerwone kreski.
Nie chciałam mówić o dziecku ani synom, ani synowym. Po co im opowiadać? Czyżby myśleli, że w podeszłym wieku tracę rozum? Zdecydowałem, że będę ukrywać ciążę. Zima już była w pełni, ubrałem się w ciepłe, obszerne płaszcze nikt nie widział mojego brzuszka pod pucharem.
Jednak nie chciałem przyjąć tego maluszka na świat. Niektórzy mogliby powiedzieć, że nie mam serca Boga w sobie, ale mam już 45 lat, nie jestem już młody. Mam synów i wnuki, którym chcę poświęcić czas, a nie biegać w kółko wśród pieluszek. Poza tym nie mieliśmy środków na utrzymanie trzeciego dziecka. Piotr nie mógł wrócić znów za granicę, a ja bez niego nie dam rady.
Lekarze twierdzili, że termin jest już późny i operacja bardzo ryzykowna. Nie wiedzieliśmy, czy nie zaszkodzi mi jeszcze bardziej. Przez jakiś czas starałem się przekonać siebie, że wszystko będzie dobrze. Może Piotr w końcu się ucieszy, że wkrótce będziemy mieli kolejnego potomka? Postanowiłem zadzwonić do niego na Skype i podzielić się nowiną, ale nie włączyłem kamery, jedynie mikrofon.
Halo, Piotrze
To nie Piotrek. To Jadwiga.
Jadwiga? A pan kto?
Proszę pana, a pan kim jest? Ja jestem żoną Piotra. Czy pan czegoś potrzebuje? Mężczyzny tu nie ma, bo pracuje.
Po tej rozmowie odłożyłem słuchawkę i zacząłem gorzko płakać. Taki los potrafi przytrafić się każdemu mężczyzna może zdradzić w dowolnym miejscu i z dowolną osobą. Chciałem natychmiast napisać pozew o rozwód, wyrzucić wszystkie rzeczy Piotra i już nigdy go nie widzieć.
Jednak w mojej głowie tliła się jeszcze nadzieja, że ukochany wróci do domu, gdy dowie się o dziecku. Wiedziałem, że w lutym ma przyjechać, bo wtedy synowie obchodzą urodziny i przysługuje mu urlop. Nawet śniło mi się, że we troje spacerujemy po parku, a Piotr trzyma w jednej ręce naszą córeczkę, a ja w drugiej.
14 lutego, w Dzień Zakochanych, Piotr przyjechał. Przygotowałem romantyczną kolację, rozłożyłem świece, włączyłem muzykę chciałem stworzyć spokojną atmosferę.
Piotrze, mam dla ciebie niespodziankę. Jestem w ciąży. Mówią, że to dziewczynka.
Ty, bestio! wykrzyknął mężczyzna.
Zaczerwienił się ze złości, przewrócił talerze na podłogę, uderzał pięściami w stół:
Czyż ja tu mam ganiać za konia, a ty skaczesz po cudzych mężczyznach? I teraz chcesz mi zawiesić tę małą bestię na szyję?
Piotrze, wszystko wyjaśnię
Odejdź, nie chcę cię widzieć! rzucił tak mocno, że wpadłem brzuchem na ostry krawędź stołu i upadłem.
Piotr poszedł, zabrał torbę i głośno zamknął drzwi. W głowie lekko zawróciło, przyglądałem się czerwonym plamkom na podłodze. Brzuch boleł jak diabli, krzyczałem z bólu. Ledwie udało mi się sięgnąć po telefon i wezwać pogotowie. Czułem, że maluch zaraz przyjdzie na świat.
Gdy lekarze przyjechali, już trzymałem w ramionach naszą córeczkę. Dziewczynka leżała spokojnie, nie płakała, mocno spała.
No i co, mamo, jedziesz z nami?
Nie. Zabierzcie dziecko, nie potrzebuję go.
Jak to?
Tak. Zabierzcie, mówię! Ten skutek rozbił mi rodzinę! Może ktoś ją pokocha, ale nie ja. Wystarczy, weźcie ją i nie róbcie mi tego wstydu!
Bez żadnych wyrzutów sumienia oddałem dziecko w ręce lekarza. Przegląd w szpitalu nie wykazał żadnych urazów, poród przebiegł spokojnie. Gdy karetka odjechała, posprzątałem w domu, wziąłem prysznic i poszedłem spać.
Żadne z dzieci nie wie, że oddałem dziewczynkę. Codziennie chodzę do kościoła i modlę się, aby nasza córeczka rosła zdrowa i znalazła swoją rodzinę. Bo wiem, że sam sobie nie poradzę. Nie chcę znów odczuwać ciężaru macierzyństwa. Marzę tylko o tym, by Piotr wrócił do domu. Niestety znów wyjechał do Niemiec i kontaktuje się jedynie z synami.
Możecie mówić, że jestem jakąś niepoczytalną kobietą, ale w tym momencie wybieram mężczyznę, a nie dziecko. Bóg będzie sędził.







