Robert i Monika przyjaźnią się od przedszkola. Mieszkają po sąsiedzku, więc ich rodzice postanowili zapisać dzieci do tej samej szkoły i do tej samej klasy. Poprosili też nauczycielkę, aby posadziła ich razem. W końcu w klasie jest dużo dzieci, zwłaszcza chłopców, więc Robert chroniłby Monikę, gdyby ktoś ją krzywdził. Dzieci chętnie chodziły do szkoły, edukacja była dla nich obojga łatwa.
Kiedy przeszli do trzeciej klasy, matka Moniki zauważyła, że dziewczynka nie zachowuje się tak jak zwykle. Cały czas się czegoś bała i nie chciała chodzić do szkoły. Pewnego dnia poprosiła matkę o przeniesienie jej do innej szkoły. Taka prośba zaskoczyła kobietę i zadzwoniła do matki Roberta. Tam również nie działo się najlepiej.
Robert, podobnie jak Monika, prosił o przeniesienie do innej szkoły. Dodatkowo mama Roberta zauważyła, że jej syn ma siniaki na ciele. Rodzice postanowili odwiedzić szkołę, aby dowiedzieć się, co się dzieje.
Nauczyciel zaczął ich zapewniać, że w szkole wszystko jest w porządku, być może poza szkołą dzieci z kimś się pokłóciły. W tym czasie tłum dzieci wtargnął do klasy, krzycząc. Matki rozejrzały się i zauważyły, że chłopcy szarpią za ubranie Roberta, a nieco dalej to samo robią Monice.
Matki rzuciły się bronić dzieci, ale nikt ich nie słuchał. Nauczyciel również próbował uspokoić dzieci. Jedna z dziewczynek pobiegła do dyrektora. I dopiero wtedy wszyscy się uspokoili.
Matki Roberta i Moniki zapowiedziały, że nie zostawią tak tej sytuacji. Chcą wezwania rodziców tych dzieci do szkoły lub pójść na policję i złożyć skargę o pobicie dzieci. Dyrektor uspokoił kobiety i zapewnił, że jutro zaprosi rodziców dzieci do szkoły i one również będą obecne
Dyrektor zaprowadził kobiety do wyjścia o powiedział, że te dzieciaki mają bogatych rodziców. Nikogo nie słuchają, przerywają nauczycielowi na lekcjach, znęcają się nad dziećmi. Ich rodzice byli zapraszani więcej niż raz, ale to nie pomaga.
Następnego dnia matki przyszły do szkoły o wyznaczonej godzinie. Rodzice łobuzów już tam byli. Nauczyciel słusznie ostrzegał przed rodzicami. Krzyczeli, bronili swoich dzieci, nie słuchali, co się do nich mówi. Traktowali nauczyciela niegrzecznie. Tylko dyrektor mógł ich uspokoić, ale nie na długo.
Żadne decyzje nie zostały podjęte, ponieważ kapryśni rodzice opuścili klasę, mówiąc im, żeby nie przeszkadzali im takimi drobiazgami. Dyrektor załamywał ręce, mówiąc: Co można zrobić?
Rodzice tych łobuzów pomagali remontować szkołę, więc nie mógł wyrzucić ich dzieci ze szkoły.
W domu dzieci powiedziały, że ci chłopcy poniżają wszystkich w klasie. Jeśli któryś z chłopców szedł sam korytarzem, zawsze był złapany i pobity przez chuliganów. Robert i Monika zostali pobici, ponieważ chodzą razem, a chuliganom się to nie podoba. Matki przeniosły dzieci do innej szkoły. Dyrektor zrezygnował z pracy, nie mógł pracować z takimi dziećmi i takimi rodzicami.







