Moja córka ogłosiła dzisiaj, że wychodzi za mąż, że jej wybranek ma na imię Filip. Zacząłem wypytywać o przyszłego zięcia — czy ma gdzie mieszkać, czy ma samochód.
Ania powiedziała, że nie ma własnego mieszkania, ale to nie problem, zmieścimy się wszyscy w naszym trzypokojowym mieszkaniu, samochodu też nie ma, ale nie szkodzi, my mamy jeden, jak trzeba, to zabiorę ich na przejażdżkę.
– Po co ci taki bez domu, bez auta? – Zapytałem córkę, czy nie powinna jeszcze trochę pomyśleć przed ślubem.
Ania nie chce, mówi, że Filip jest bardzo dobry, to będzie idealny mąż. Co jest takiego wyjątkowego w Filipie?
Okazuje się, że zabiera moją córkę na huśtawki. Postanowiłem przekazać żonie tę radosną nowinę — będzie dobrym zięciem, choć zamieszka z nami, córka nic nie wie o panu młodym, ale huśtawka to mocny argument.
Żona nie była zaskoczona faktem zbliżającego się ślubu, bardziej zastanowiło ją imię pana młodego, okazało się, że w zeszłym tygodniu córka planowała ślub z Maksem. Powód zerwania zaręczyn okazał się banalny — Maks nie dał jej swojej kolejki na huśtawkach, ale Filip jest dżentelmenem.
Temat ślubu omawialiśmy z dzieckiem bardzo poważnie, bo jest już dorosła, niedługo skończy przedszkole, czas planować ślub. Przyszła teściowa również poparła zmianę pana młodego, po co nam chciwy mężczyzna w rodzinie, niech będzie lepiej Filip. Anię taka solidarność ze strony rodziców bardzo ucieszyła, ale dalsze planowanie ślubu postanowiliśmy przełożyć na rano, bo pora już późna, czas spać. Przed przedszkolem wyspać się trzeba…
Kłótnia była bardzo znacząca, a dziecko szybko weszło do łóżka i zasnęło, a ja z żoną poszliśmy napić się herbaty i cieszyć się, że nasza córeczka i zmartwienia są jeszcze małe. Rano postanowiliśmy zapoznać się z Filipem w przedszkolu, ponieważ wkrótce się do nas przeprowadzi, a my nic o nim nie wiemy poza tym, że zabiera ją na huśtawki.







