Chcesz mojego męża? Proszę bardzo, oddaję go w dobre ręce! rzuciła z uśmiechem Zuzanna do nieznajomej kobiety, która właśnie pojawiła się w drzwiach jej mieszkania.
Poczekaj chwilkę, Jagoda! Ktoś dzwoni domofonem. Oddzwonię, jak dowiem się, kto i po co powiedziała Zuzanna, kończąc niechętnie rozmowę ze swoją przyjaciółką z podstawówki. Jagoda właśnie relacjonowała, z pełnym humorem, urodzinową imprezę swojej teściowej, przez co Zuza dosłownie zanosiła się śmiechem, jakby oglądała kabaret z pierwszego rzędu.
Podeszła do drzwi, spojrzała przez wizjer i aż się zdziwiła. Spodziewała się sąsiadki, tym bardziej że obcy nie mają łatwego dostępu do jej bloku z jednym z tych super-bezpiecznych domofonów. Ale przed drzwiami stała młoda kobieta, o trochę dziwnej aparycji, zupełnie Zuzie nieznana.
Pomyślała Nie otworzę. Teraz nawet listonosz wygląda podejrzanie. Zasada była prosta z obcymi nie gada, a już na pewno nie wpuszcza do mieszkania. Przestępcy tylko na to czekają. Ale Zuzanna nie należała do tych łatwowiernych.
Chciała już oddzwonić do Jagody, ale dzwonek znów zabrzmiał uparcie. Tamta na klatce musiała być zdeterminowana jakby nie przyjmowała do wiadomości, że może jej nie wpuszczą. Klasyczna polska natarczywość.
Zuzanna była akurat sama w domu; mąż, Tomasz, wybył do kolegi pomóc rozkopać ogródek. Spojrzała jeszcze raz. Dziwna była, prawda, ale przecież nie groziła bronią a co najgorszego może się stać, jeśli otworzy i powie, żeby sobie poszła? Potem wróci do weekendowego leniuchowania i po sprawie. Może się zgubiła, może wciska jakieś garnki z katalogów, wszystko jedno.
W końcu zdecydowała się otworzyć. Nieznajoma od razu się wyprostowała i, lekko poddenerwowana, poprawiła chustę pod szyją.
Dzień dobry! Pani jest Zuzanna, prawda? zapytała, dłubiąc przy frędzlach chustki. No pewnie, że pani Zuzanna, co ja pytam
Świetnie, pomyślała Zuza. Oszuści coraz lepiej się przygotowują. Imponujące: zna nawet moje imię.
Kim pani jest i czego pani chce? Kręci się tu pani pod drzwiami już z pięć minut. Mówić albo marsz! rzuciła Zuzanna stanowczo.
Czy Tomasz jest w domu? spytała nieznajoma, czym nieco wytrąciła Zuzę z równowagi.
No pięknie! przemknęło jej przez głowę. Nawet imię męża ma opanowane. Pełny research.
To Tomasza pani szuka? upewniła się, choć zupełnie co innego chciała powiedzieć.
Nie, przyszłam do pani. Ale jeśli Tomasz jest w domu… to dla mnie trochę krępujące odpowiedziała tamta, śmiertelnie poważna, a jednak jakoś rozbawiona.
Krępujące dla pani? Co tu się wyprawia? Zuzanna była już bardziej zaciekawiona niż zła.
Tomasza nie ma. Proszę mówić.
Może wejdźmy, bo na klatce trochę głupio omawiać takie sprawy odważyła się obca.
A gdzie tam! Nikogo nie wpuszczam. Szybko, o co chodzi, i proszę już potem sobie iść odburknęła Zuzanna.
Chce pani naprawdę rozmawiać o intymnych aspektach mojego związku z Tomaszem tutaj, przy sąsiadach? zażartowała nieznajoma, uśmiechając się z przekąsem.
Że co?! Jakim związku?! krzyknęła Zuza, nieco głośniej, niż zamierzała.
Zuzia, wszystko w porządku? Dlaczego tak krzyczysz? wyjrzała zza drzwi pani Nowak z naprzeciwka, która właśnie wróciła z zakupów.
O, dzień dobry pani Nowak! Wszystko dobrze, a pogoda? próbowała rozładować sytuację Zuzanna.
Chyba znowu będzie padać zamruczała sąsiadka, ale zamiast wejść do siebie, dyskretnie została pod drzwiami. Każdy blok ma swoją złotą rączkę od plotek.
Zuzanna westchnęła i spojrzała na nieznajomą. No dobrze, niech pani już wejdzie. Ale do pokoju pani nie puszczam!
Tamta weszła, rozglądając się ciekawie po przedpokoju, jakby oceniała, czy da się tu ukraść doniczkę czy tylko wycieraczkę.
Pięć minut, nie więcej. Słucham powiedziała Zuzanna, zagradzając jej dostęp do salonu. To nie wycieczka po Zamku Królewskim.
Mam na imię Marta przedstawiła się przybyszka, zdejmując płaszcz i chustkę. Ja i Tomasz no cóż, jesteśmy zakochani.
Mój Boże, serio? Może jeszcze dodasz jakieś metafory, żebym nie zasnęła? Zuzanna już nie kryła ironii.
Cóż, ludzie się zakochują, natura ludzka. Nie będzie pani pierwszą żoną porzuconą dla innej Marta aż uniosła brwi, coraz śmielej rozglądając się w korytarzu.
A pani jest taka pewna, że on już mnie nie kocha, tylko panią? zapytała Zuzia z cynicznym uśmiechem.
Oczywiście! W innym wypadku bym tu nie przyszła Marta była zadziwiająco pewna siebie.
Problem w tym, droga pani, że mój mąż nikogo specjalnie nie kocha nawet siebie. Więc się pani grubo pomyliła odparła Zuzanna z lodowatym spokojem.
Marta już miała coś odburknąć, ale w tym momencie drzwi się otworzyły i Tomasz wszedł do mieszkania, również zaskoczony jak pies na wystawie kotów, widząc nieznajomą w swojej sieni.
Marta? Co ty tu robisz w sobotę po południu? Jakiś projekt z pracy? zapytał, wyraźnie skonfundowany.
Nie, przyszła tu po Ciebie rzuciła Zuzanna, nie kryjąc satysfakcji.
Po mnie? O co chodzi? Coś się stało u nas w biurze? Tomasz już kompletnie zgłupiał.
Ależ nie, kochany, przyszła Cię odebrać. Całego, bez reszty odparła Zuzanna słodkim tonem.
Marta, wyraźnie speszona, zamaszyście narzuciła płaszcz i zaczęła cofać się w stronę drzwi.
Już wychodzisz? Co z Tomaszem? Przecież po niego przyszłaś! Serio mówię jestem gotowa nawet zrobić ci na niego fakturę VAT ironizowała Zuza.
Ale Marta już zamykała za sobą drzwi, jakby uciekała przed domokrążcą z Tupperware.
Możesz mi powiedzieć, o co w ogóle chodzi w tej całej szopce? spytał Tomasz, ciągle w lekkim szoku.
To ty mi powiedz, dlaczego pojawiła się u nas jakaś śmiała dama, bredząc coś o rozwodzie i o tym, że już za chwilę wyprowadzasz się do niej! odrzekła Zuzanna, krzyżując ręce jak matka, która przyłapała syna z oceną z religii.
Czy ty żartujesz? Nie mam pojęcia, co to było. W biurze zaczęła się dziwnie zachowywać, ale dałem jej jasno do zrozumienia, że nie jesteśmy w jakiejś telenoweli. Naprawdę dość mam głupot. Przecież ci obiecałem, pamiętasz?
Wiem i dobrze wiesz, Tomku, że na takie numery nie dam się nabrać. Ale powiem ci jedno: kobiety dzisiaj zrobią wszystko, żeby sobie ułatwić życie, nawet jeśli wyjdzie z tego kompletny dramat na klatce schodowej podsumowała Zuzia, kręcąc głową.
Tomek ściągnął buty i poszedł do kuchni robić kawę, a Zuzia jeszcze przez chwilę stała zamyślona. Obiecała sobie, że żadne Martki świata nie zburzą jej domowego spokoju. Uśmiechnęła się pod nosem, myśląc, jak nieudany był to plan na przejęcie męża. Mimo różnych zawirowań było jasne, że ich związek jest trwalszy niż zupa pomidorowa w polskim menu.






