Wyciągnął rękę, żeby pogłaskać groźne zwierzę, ale kotka szarpnęła się w bok i jakoś dziwnie odpełzła od człowieka, dalej od wyciągniętej dłoni…
— Niech pan na niego spojrzy! – prawie krzyczała dyrektorka szkoły. — Rodzice wezwani, a jemu nawet nie wstyd!
Kuba spojrzał prosto w oczy rozwścieczonej pani dyrektor. Na twarzy dziesięcioletniego chłopca nie było ani śladu skruchy za popełniony czyn. Z znudzoną miną słuchał w milczeniu wyrzutów Gabrieliny Nowak.
— Spalić dziennik lekcyjny! – głos dyrektorki przeszedł w pisk.
— Poczekaj za drzwiami! – surowym tonem nakazał ojciec.
Chłopak wyszedł z gabinetu, trzaskając głośno drzwiami. Było mu wszystko jedno, czy znów zostanie ukarany. Nie mógł postąpić inaczej, słowo dał…
A co do rodziców, oni zaraz o nim znów zapomną, wyjeżdżając w kolejną wyprawę badawczą.
Tego samego wieczoru na rodzinnej naradzie zapadła decyzja, żeby wysłać Kubę na całe lato na wieś do dziadka. Może to jemu uda się znaleźć sposób na młodego buntownika…
*****
— To twój plan dnia – Stanisław Kowal, były wojskowy, wskazał wnukowi kartkę zapisaną równym pismem. – Na wsi nie ma czasu na głupoty, wszyscy chcą jeść i pić.
— A ja co, niewolnik? – wyrwało się Kubie, gdy przeczytał długą listę obowiązków.
Stanisław uśmiechnął się, widząc wojownicze spojrzenie wnuka rzucone w jego stronę. Wczoraj syn przywiózł Kubę, nie przestając się skarżyć ojcu, jak trudno się z nim zrobiło. Ciągłe bójki w szkole, niezadowolenie nauczycieli i dyrektorki – to wszystko zabierało czas od badań naukowych. Rodzice Kuby wyjechali na wyprawę, z ulgą zostawiając buntownika-syna u dziadka.
Powoli płynęły dni, wypełnione nieznanymi wcześniej zajęciami…
Kuba wstawał z kurami, pomagał dziadkowi nakarmić łaciastą Łaciatą, czworo prosiaków i gniadego Kasztana. Przynieść wodę, ułożyć porąbane drewno, wypielić grządki…
Zajęcia się nie kończyły, ale Kuba dał słowo, że nie będzie narzekał.
— On mnie pilnuje? – zapytał kiedyś Kuba, patrząc czujnie na ulubieńca dziadka, dużego psa Burka, który cieniem szedł za nim, gdy tylko opuszczał podwórko.
— Czuje, że nie jesteś stąd, boi się, żebyś się nie zgubił – odpowiedział dziadek z lekką ironią.
Bardzo spodobało się Kubie chodzenie na ryby. Chłopak szybko nauczył się radzić sobie z wędką i po paru tygodniach Stanisław zaczął puszczać go samego nad rzekę.
Najlepszy połów był wczesnym rankiem, gdy było jeszcze chłodno. Kuba lubił siedzieć z wędką na brzegu i patrzeć, jak wschodzi słońce, rozświetlając wszystko dookoła. Czegoś takiego w mieście na pewno nie zobaczysz!
Pewnego wczesnego poranka, usadowiwszy się z wędkami nad malowniczą rzeczką, Kuba zauważył ruch w wysokiej trawie.
Gdzieś blisko głośno kumkała żaba, zaraz potem zaszczekał pies. Z pozoru znajome dźwięki, ale…
Trawa znów się poruszyła i chłopak postanowił sprawdzić…
Ostrożnie stąpając wśród wysokiej trawy, Kuba wpatrywał się w poranne półmroki, ale nic nie zobaczył. Uznawszy, że mu się wydawało, chciał już wrócić do wędek, ale wtedy usłyszał ledwo uchwytny, żałosny jęk.
Schyliwszy się, rozgarnął wysoką trawę rękami i wtedy groźnie syknęła na niego kotka, ostrzegawczo przykucając uszy. Oczy zwierzęcia ostrzegały, żeby zachować dystans, a w syczeniu słychać było wyraźną groźbę.
— Ojej… – wyrwało się Kubie z zaskoczenia. – A ty czego syczysz?
Wyciągnął rękę, żeby pogłaskać groźne zwierzę, ale kotka szarpnęła się w bok i jakoś dziwnie odpełzła od człowieka, dalej od wyciągniętej dłoni.
W tym momencie zaczęło świtać i Kuba zobaczył plamy krwi na jasnym futerku zwierzęcia. Przed oczami stanął mu obraz z niedawnej przeszłości – czterech nastolatków znęcało się nad pręgowanym kotem z odmrożonym prawym uchem…
Kuba wzdrygnął się, odpędzając bolesne wspomnienie. Kotka jest ranna, potrzebuje pomocy!
Gołymi rękami jej nie weźmie, jest wściekła i wyraźnie ją boli. Rozejrzał się na boki, ale nic odpowiedniego nie znalazł. Miał na sobie lekką wiatrówkę, chroniącą przed porannym chłodem.
Zrzuciwszy wiatrówkę, chłopak zbliżył się do syczącej kotki:
— Cip, cip, cip! Ja tylko chcę ci pomóc… Cip, cip, cip!
Z ostatnich sił kotka rzuciła się w bok, ale Kuba był szybszy. Przykrywszy kotkę wiatrówką, ostrożnie ją zawinął i przycisnął do piersi. A potem popędził co sił w nogach do domu, zapomniawszy o wędkach…
— Dziadku, wszystko będzie z kotką dobrze? – spytał wnuk po raz setny, z niepokojem patrząc na drzwi letniej kuchni.
— Nie martw się, Helka – weterynarz, zna się na ranach – Stanisław pogłaskał wnuka po głowie. – Idź po wędki, a jak wrócisz, będą nowiny…
Kuba kiwnął głową i szybko pobiegł nad rzekę po wędki. Tak się spieszył, że ledwie łapał oddech, gdy wrócił do domu.
W tym momencie na progu letniej kuchni pojawiła się drobna sylwetka Heleny Nowak. Starsza pani powiedziała coś Stanisławowi, a ten uśmiechnął się radośnie.
— Jak ona? – wyrwało się Kubie.
— Wszystko będzie dobrze – odparła Helena. – Wygląda na to, że pogryzł ją pies… Rany opatrzyłam, teraz musisz się nią opiekować.
— Zrobię wszystko! – zawołał Kuba, a w jego oczach pojawiły się łzy radości i ulgi…
Tego wieczoru chłopak nie odstępował śpiącej kotki, urządzając jej z pudełka i starego koca prowizoryczne legowisko. Postawiwszy obok miski z jedzeniem i wodą, po prostu siedział i patrzył, jak kotka śpi.
— Będziesz tu spał? – spytał Stanisław.
— A mogę? – z nadzieją spytał Kuba.
— Lepiej zabierzemy ją do izby – zaproponował dziadek.
Kotkę przeniesiono do pokoju, w którym spał Kuba, i postawili pudełko obok jego łóżka.
Przy bliższym przyjrzeniu się sierść kotki okazała się w jasnobeżowym kolorze z ledwo widocznymi paskami.
Kuba usiadł na brzegu łóżka, ciągle obserwując, jak śpi jego podopieczna.
— Patrzę na ciebie, wnuku, i dziwię się – powiedział w zamyśleniu Stanisław, siadając na krześle w kącie pokoju. – A przecież nie jesteś leniwy, jesteś bystry, odpowiedzialny i dobroć nie jest ci obca. To czemu ty robisz bunt na okręcie?
Kuba spojrzał na dziadka, wzruszając ramionami zamiast odpowiedzi.
— Twój ostatni wyczyn z dziennikiem lekcyjnym… – dociekał dziadek. – Nie spaliłeś go bez powodu?
— Słowo dałem, a skoro dałem, trzeba go dotrzymać – mruknął Kuba.
Wyciągnąwszy rękę, ostrożnie pogłaskał śpiącą kotkę po głowie.
— Komu dałeś słowo? – podejrzenia Stanisława potwierdziły się, bo nie wierzył w winę wnuka.
— W piwnicy domu obok szkoły mieszka bezdomny kot, którego dokarmiałem i rozmawiałem z nim, zupełnie tak samo jak ty z Burkiem – opowiedział Kuba, pociągając nosem. – Marzyłem, żeby zabrać go do domu, ale rodzice nawet słuchać o tym nie chcieli… Dałem słowo Mruczkowi, że zawsze będę go bronił.
— I co się stało z tym kotem? – cichym głosem spytał dziadek, wstrzymując oddech.
— Chłopaki ze starszych klas znęcali się nad nim – głos Kuby zadrżał. – Prosiłem, żeby przestali, zgodzili się pod warunkiem, że spalę dziennik lekcyjny…
— Łajdacy! – wyrwało się starszemu mężczyźnie. – Gdzie teraz jest ten kot?
— Zabrali go jacyś ludzie, jak mi powiedział woźny – Kuba znów pogłaskał kotkę. – Tak bym chciał wiedzieć, co u Mruczka…
— Jesteś dzielny! – dziadek pogłaskał wnuka po głowie. – Słowa dotrzymałeś, to dobrze, ale dlaczego nic nie powiedziałeś rodzicom?
— Nie pytali – odpowiedział po prostu Kuba.
Mijały dni… Rany na ciele Puszki, jak nazwał kotkę Kuba, zagoiły się. Kotka przestała syczeć i patrzeć podejrzliwie na ludzi.
Puszka przyjmowała opiekę człowieka, który uratował jej życie. Wkrótce wypiękniała i wyraźnie przybrała na wadze, a potem przeniosła się spać do Kuby do łóżka.
Marzenie chłopaka się spełniło, ale często we śnie widywał pręgowanego Mruczka z odmrożonym uchem. Kot łasił się do jego nóg i głośno mruczał, gdy Kuba brał go na ręce.
— Gdzie jesteś? – pytał Kuba we śnie pręgowanego kota, ale nie otrzymywał odpowiedzi.
Minął lipiec, a po nim sierpień…
Kuba czekał, że przyjadą po niego rodzice, ale zamiast tego dziadek oznajmił wnukowi, że musi pojechać do miasta załatwić sprawy. Załatwiwszy rano gospodarskie obowiązki, Stanisław zostawił gospodarstwo wnukowi i udał się na pociąg.
Wrócił wieczorem, zmęczony, ale zadowolony. Pochwalił wnuka za porządek i, tajemniczo się uśmiechając, zawołał go do izby, dokąd wcześniej wniósł duże pudło.
— Chodź tu, wnuku – Stanisław wskazał na kanapę. – Zobacz, kto przyjechał ze mną z miasta.
Kuba wszedł do pokoju i spojrzał na kanapę. Chłopak mrugnął kilka razy, bojąc się, że mu się wydaje.
— Mruczek! – zawołał chłopiec, ostrożnie biorąc na ręce pręgowanego kota z odmrożonym uchem. – Dziadku, jesteś najlepszy!
Kot wyglądał zdrowo i dobrze odżywiony. Później Stanisław opowiedział wnukowi, jak bardzo poruszył go czyn Kuby i postanowił odszukać pręgowanego kota, zwracając się o pomoc do szkoły Kuby.
Okazało się, że to właśnie woźny zgłosił do schroniska prośbę o zabranie bezdomnego kota, bojąc się o jego życie.
Na początku września przyjechali rodzice Kuby z wiadomością, że muszą wyjechać na długą wyprawę i chłopiec będzie musiał zamieszkać na jakiś czas u dziadka.
Rodzice ledwo poznali w wesołym i radosnym dziecku dawnego buntownika.
— Tato, dokonałeś cudu! – zawołał ojciec Kuby.
— Nauczcie się słuchać swojego dziecka – pouczająco powiedział Stanisław.
A co do Kuby, to ucieszył się, że zostaje u dziadka i nie będzie musiał rozstawać się z Mruczkiem i Puszką.
Buntownik zamienił się w najbardziej opiekuńczego i odpowiedzialnego pana dla swoich pupili.







