Całe życie Stanisław marzył o synu. Nawet imię wymyślił – Tymoteusz. Ale jakoś tak wyszło, że w rodzinie rosły trzy córki…
Żona Helena nie traciła humoru:
— Zobacz, jakie piękności mamy! — powtarzała.
Stanisław, uśmiechając się, kiwał głową. Oczywiście, kochał swoje mądre dziewczynki. Czasem jednak czuł lekkie ukłucie zazdrości, gdy obserwował sąsiada kopiącego piłkę z synami.
— Daj spokój, Staszku! Twoja Grażyna chodzi na karate. Bije się lepiej niż nie jeden chłopak — mówił mu przyjaciel Krzysiek.
Stanisław się śmiał. Grażyna w swoich dziesięciu latach faktycznie była wojowniczą dziewczyną. Jej siostry – siedmioletnie bliźniaczki Bożena i Wanda – też miały żywe usposobienie.
Lecz marzenie o synu wciąż go nie opuszczało…
Jego córki również miały marzenie – zwierzątko domowe.
— Ależ nie. Nie zniosę w domu wiecznie szczekającego stworzenia — machał ręką Stanisław na prośby dziewczynek o psa.
— Kot zniszczy wszystkie tapety. Chomiki śmierdzą. Papuga jest za głośna — odrzucał kolejne propozycje.
Dziewczynki marszczyły czoła, a nawet się obrażały.
— U Zosi i Kasi w domu mieszkają dwa psy! I nic się nie dzieje! — burczała cicho Grażyna, ale ojciec był nieugięty.
— Coś wymyślimy — pocieszała wszystkich Bożena, która nie umiała się poddawać.
Zbliżały się urodziny Stanisława. Dziewczynki siedziały w pokoju Grażyny i kłóciły się, co dać tacie.
— Termos? Zestaw do golenia?
— Nie, to zbyt banalne!
— Sama wymyśl, skoro taka mądra! My narysujemy laurkę! Zostały dwa dni do święta!
— Też mi przedszkole, grupa młodsza! Prezent musi być niespodziewany i zapadający w pamięć! Tak mówi mama.
Dyskusja trwała już pół godziny i groziła przejściem w bójkę, gdy nagle zadzwonił telefon:
— Grażynko, nie zapomniałyście wynieść śmieci? — spytała mama.
— Jasne… nie zapomniałyśmy. Wszystko wyniosłyśmy. A ty już jedziesz do domu? — bez mrugnięcia okiem skłamała Grażyna. I upewniwszy się, że mama nie wróci prędko, szybko zaczęła się szykować.
— My z tobą! — poparły siostrę bliźniaczki.
— Jak to, z jednym workiem śmieci pójdziemy we trzy? — zmarszczyła się Grażyna.
Jednak po kilku minutach cała gromadka wyszła z klatki.
— Słyszycie? Chyba tam, przy śmietniku — szepnęła Wanda.
Dziewczynki też zamarły i skinęły głowami. Podchodząc bliżej, zorientowały się, że z pojemników na śmieci dochodzi żałosne miauczenie.
— No nie mogli przecież wrzucić kota do środka? — niepewnie powiedziała Grażyna.
Bożena tylko wzruszyła ramionami i energicznie zaczęła wyrzucać worki, którymi wypełniony był kontener.
Siostry, krzywiąc się, ruszyły jej pomagać. Kot, jakby usłyszał, że ratunek jest blisko, wydał rozpaczliwy wrzask.
— Mam nadzieję, że nie rzuci się na nas stamtąd. I dlaczego jeszcze nie wylazł? Utknął czy co? — sapała Grażyna, wychylając się przez krawędź pojemnika.
Z drugiej strony energicznie działały Bożena i Wanda.
Po kilku minutach odpowiedź na pytanie została znaleziona:
— Zupełnie powariowali ci dorośli. Trzeba było wpaść na pomysł – zapakować kota w worek na śmieci i wyrzucić! — oburzała się Grażyna, rozwiązując szeleszczący plastik, w którym siedział przerażony bury kot.
— Ładny i taki miły! Jak można było wyrzucić biedaka? — westchnęła Wanda.
Kot natychmiast wskoczył dziewczynce na ręce i przytulił się, drżąc ze strachu.
— Co wy tu urządziłyście, małe bandytki? Wysypałyście wszystkie śmieci na chodnik! Zaraz poskarżę się waszym rodzicom. Iii, znalazły sobie rozrywkę, póki taty i mamy nie ma w domu! — krzyczała na całe podwórko pani Jadwiga.
Kłócić się z groźną kobietą nie było sensu. Szybko zbliżała się do dziewczynek, mimo sędziwego wieku.
— Uciekamy — zakomenderowała Grażyna.
I siostry pognały do klatki. Za nimi poniosły się gniewne krzyki pani Jadwigi.
— Uff, chyba się udało — odetchnęła Bożena, zatrzaskując drzwi wejściowe.
— Jeszcze poskarży się. Zobaczycie. Pamiętacie, jak stłukłyśmy szybę w klatce? Ona od razu się zjawiła i tacie tego samego wieczoru doniosła — prychnęła Grażyna, wspominając ich wybryki.
Stanisław tymczasem wracał z pracy. Humor miał doskonały. Przed nim weekend i urodziny. Od dziecka kochał to święto i cieszył się, że spędzi je w gronie rodziny.
Nagle obok niego pojawiła się cyganka:
— Niespodziewany prezent cię czeka, drogi! Będziesz się cieszył, będziesz się śmiał! — powiedziała szybko, dotykając jego dłoni, i zaraz odeszła.
„Dziwne te wróżki się porobiły. Kiedyś prosiły o złotówkę”, uśmiechnął się w duchu Stanisław i nie przywiązując wagi do słów cyganki, pospieszył do domu…
W domu tymczasem trwało ożywione naradzanie się:
— A mama co będzie dawać? Wiecie? — spytała Grażyna siostrzyczki, ale te tylko wzruszyły ramionami.
— Pytałam, ale mama powiedziała, że to niespodzianka. Wszystko poznamy w swoim czasie — odpowiedziała Bożena.
I to było dziwne. Przecież mama zwykle przygotowywała się do taty święta razem z nimi.
— Widziałam, jak wkładała coś do koperty z prezentem. Może bon na wczasy w sanatorium? Pamiętacie, marzyli o wspólnym wyjeździe — zamyśliła się Wanda.
— Możliwe. Ale nasza niespodzianka też będzie nie gorsza. I zapadnie w pamięć na długo, i będzie totalnym zaskoczeniem dla taty — zachichotała Grażyna.
— Najważniejsze, żeby nie odkrył jej za wcześnie — przyłożyła palec do ust Bożena.
Zadzwonił dzwonek, i dziewczynki pognały otwierać. W progu stali rodzice.
— Coś wy dzisiaj jakieś za ciche. No, przyznawać się, co znowu nabroiłyście — powiedziała Helena, wpatrując się w córki.
Ale siostry zapewniły, że wszystko w porządku.
— Nawet śmieci wyniosłyśmy! — zameldowała Grażyna.
— No dobrze. A w łazience dlaczego tak mokro? — spytała matka, podchodząc do umywalki.
Dziewczynki wymieniły spojrzenia.
— Przepraszam, mamo, chciałam wyprać koszulkę. Trochę się pobrudziła — spuściła oczy Wanda.
— Ani dnia bez przygód! — zaśmiał się Stanisław. Miał wyśmienitą minę.
Dziewczynki szybko rozeszły się do pokojów i bez namawiania położyły się spać.
— Rośnie drużyna… Patrz, jakie grzeczne dzisiaj. Pewnie szykują mi niespodziankę — uśmiechnął się Stanisław, całując żonę.
— Bardziej to wygląda na ciszę przed burzą — powiedziała z powątpiewaniem Helena. Zbyt dobrze znała swoje córki…
Położyli się już spać, gdy z pokoju Grażyny dobiegł jakiś hałas.
— Zdawało mi się, że ktoś miauczał — wyszeptał przez sen Stanisław.
Gdy weszli do dziecięcego pokoju, Grażyna siedziała z Bożeną:
— Przyśnił mi się straszny sen, ale już wszystko w porządku. Prześpię się z Grażyną, dobrze? — cicho powiedziała dziewczynka.
— Oczywiście, kochanie. Na pewno nie potrzebujecie pomocy? — upewniła się Helena.
Siostry pokiwały głowami i reszta nocy minęła spokojnie…
W przeddzień urodzin Stanisław źle spał. Śniły mu się jakieś koszmary o rudej cygance. Miauczała i patrzyła na niego jaskrawozielonymi oczami.
Wreszcie mężczyzna otworzył oczy i zamarł. Prosto na jego piersi siedziało rude futrzane monstrum i wpatrywało się w niego!
— Miau — przywitało monstrum Stanisława.
— Aaaa — wyrwało się mężczyźnie.
Helena natychmiast podskoczyła, próbując pojąć, co się dzieje.
— Co? Co to? — wykrztusił wreszcie solenizant, wpatrując się w burego kota, który już próbował ułożyć się u jego stóp.
Helena mrugała ze zdziwieniem.
— Ojej, tato! Już zobaczyłeś naszą niespodziankę! — starając się mówić jak najweselszym tonem, weszła do sypialni Grażyna.
Za nią nadciągnęły bliźniaczki:
— Wszystkiego najlepszego, tatusiu! Postanowiłyśmy zrobić ci niezapomniany prezent. Poznaj Puszka. Jest bardzo grzeczny, spokojny i wychowany.
Swoją drogą, mieszka u nas już drugi dzień, a wy go nawet nie zauważyliście. Wszystkie kanapy całe i tapety też — mówiły jedna przez drugą Wanda i Bożena.
Helena wybuchnęła śmiechem, patrząc, jak Stanisław łapie powietrze.
— Ty się nie przejmuj, tato. Mama zaraz da ci bon do sanatorium, i fajnie odpoczniecie z dala od nas. A my tu damy sobie radę — wyrzuciła z siebie Grażyna.
— Jakie sanatorium? Chwileczkę, dziewczynki — Helena spojrzała zdziwiona na córki.
— A czy twój prezent w kopercie to nie wyjazd na wczasy? Sama widziałam — przyszła siostrze z pomocą Wanda.
Helena roześmiała się nerwowo.
— Wygląda na to, że w tym domu niczego nie da się ukryć — powiedziała wreszcie.
— Ale co ja mam teraz zrobić z tym zwierzem? — bezradnie spytał Stanisław, przyglądając się, jak kot cicho mruczy u jego stóp.
— Wiesz, tato, to się stało przypadkiem. Wyszłyśmy na podwórko i znalazłyśmy kota w worku… w śmietniku. A potem pojawiła się pani Jadwiga. Tak krzyczała. No, sam wiesz, jaka ona potrafi być… — zaczęła Grażyna.
— Przestraszyłyśmy się i uciekłyśmy co sił w nogach do domu — autorytatywnie dodała Bożena.
— Jakoś samo wyszło, i kot znalazł się u nas. Ale przecież nie wyrzucimy go z powrotem na śmietnik? Umyłyśmy go nawet i doprowadziłyśmy do porządku. Jest bardzo spokojny i cierpliwy — ze łzami w oczach powiedziała Wanda.
Stanisław westchnął. W głowie nagle pojawiły się słowa cyganki o niespodziewanym prezencie.
— No tak… Prezent jak marzenie — powiedział cicho, oglądając całą uczciwą kompanię.
— Kochanie, może dziewczynki mają rację. Kota naprawdę żal. Ile musiał przeżyć. A z wyglądu jest bardzo spokojny i łagodny — przyszła córkom z pomocą matka.
Stanisław westchnął, rozważając sytuację.
— Będzie nam myszy łapał. Jestem pewna! — wyłożyła żelazny argument Bożena.
— Ale nigdy nie mieliśmy myszy — rzekł smutno Stanisław, rozglądając się.
— Wszystko może się zdarzyć, słyszałam ostatnio jakieś szuranie za ścianą — poparła siostrę Wanda.
— Dobra, bandytki. Zobaczymy jeszcze, jak się będziecie zachowywać. No i oczywiście na zachowanie Puszka też popatrzymy — zaśmiał się Stanisław.
— A czemu Puszek? — postanowiła wyjaśnić Helena.
— Słyszałybyście, jak zabawnie mruczy, jak się go głaszcze po brzuszku — uśmiechnęły się dziewczynki.
— A co to był za prezent w kopercie? — postanowiła dopytać Wanda.
Helena lekko się zawstydziła. Potem przyniosła mężowi małe pudełko, w którym leżała koperta.
— Nie do wiary! — podekscytowany rzekł mężczyzna, oglądając zawartość.
Nie mógł powstrzymać łez…
*****
— Jasne, braciszek to cudownie. Ale myślę, że nasz Puszek też wywarł na tacie ogromne wrażenie — szeptała wieczorem Wanda do siostry, leżąc w łóżku.
— Nasz Puszek to prawdziwy zdrajca. Dwa dni spał z nami, a dziś przeniósł się do rodziców — zmarszczyła się Bożena.
— Daj spokój. To przecież taty kot — zachichotała Wanda.
Stanisław leżał szczęśliwy w łóżku i przysłuchiwał się mruczeniu Puszka.
— Jaki kojący dźwięk. I dlaczego wcześniej nie wzięliśmy kota? Nie rozumiem — wyszeptał, tuląc żonę.
— Ciesz się ciszą i spokojem, niedługo w tym domu nie będzie czasu na sen — zaśmiała się Helena.
— Wiesz, nawet mi się nie wierzy, że będziemy mieli syna! Dziękuję, kochanie, to najlepszy prezent! — uśmiechnął się Stanisław i zamknął oczy ze szczęścia.
I tak zrozumiał, że marzenia spełniają się wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy, a prawdziwą radość przynoszą niespodziewane dary losu i miłość bliskich.







