Rozpromieniony nastrój Maksymiliana Petrośa zgasł, gdy po zaparkowaniu swojego Fiata 500 wjechał do podwórza. Wewnątrz czekała go przewidywalność: kapcie na progu, zapach domowego barszczu z usmażonymi pierogami, lśniąca podłoga i wazon pełen dzikich stokrotek.
Nie wzbudziło to w nim wzruszenia żona Jadwiga, co jeszcze może robić w podeszłym wieku? Piec ciasta i dziergać skarpety. O skarpetach można by pomyśleć, że to przesada, ale intencja była prawdziwa.
Jadwiga wyszła naprzeciw z uśmiechem, który zdawał się rozciągać po całym podwórzu:
Zmęczony? Upiekłam pierogi z kapustą, jabłkami, jak lubisz
Zamilkła, gdy spojrzał na nią Maksymilian. Stała w domowym garniturze, włosy ukryte pod chustą, twarz zawsze przyozdobiona cieniem różowego szminku. Profesjonalna higiena: całe życie w kuchni, oczy podkreślone kredą, usta połyskujące wszystko to, co dla Maksymiliana zdawało się wulgarne. Co to za manierka, barwić starość w tak jaskrawych barwach!
W przypływie brutalności wykrzyknął:
Kosmetyka w twoim wieku to nonsens! Nie pasuje ci to.
Usta Jadwigi drgnęły, lecz w milczeniu nie podała mu obiadu. Lepiej tak. Pierogi ukryte pod ręcznikiem, herbata już zaparzona sam sobie poradzi.
Po kąpieli i kolacji dobroć powróciła, jakby wspomnienia dnia odżyły. Maksymilian w ulubionym flanelowym szlafroku usiadł w fotelu, udając, że czyta. Przypomniał sobie słowa nowej współpracowniczki:
Pan jest naprawdę przystojnym i ciekawym człowiekiem.
Maksymalowi miał 56 lat, był szefem działu prawnego wielkiej korporacji w Warszawie. Pod jego nadzorem pracował świeżo upieczony absolwent i trzy kobiety po czterdziestce. Jedna koleżanka niedawno wzięła urlop macierzyński, a jej miejsce zajęła Grażyna.
W tym samym dniu Maksymilian, będąc w delegacji w Krakowie, po raz pierwszy spotkał Grażynę. Zaprosił ją do swojego gabinetu, by się przywitać. Wraz z nią wleciał delikatny zapach perfum i powiew młodzieńczej świeżości. Twarz otoczona była jasnymi lokami, oczy błękitne patrzyły pewnie, a pełne usta i pieprzyk na policzku zdawały się mówić: Czy naprawdę ma 30 lat? Nie dałbym jej nawet 25!.
Rozwiedziona, matka ośmioletniego syna Wojciecha. Nie rozumiejąc, dlaczego, pomyślał: Dobrze!.
Rozmawiając z nową, lekko podskoczył, mówiąc, że teraz ma takiego starego szefa. Grażyna poruszyła długie rzęsy i sprzeciwiła się słowami, które go zaskoczyły i które teraz przywoływał w myślach.
Jadwiga, która odsunęła się od obrazy, pojawiła się przy fotelu z wieczorną herbatą rumiankową. On zmarszczył brwi: Zawsze nie na miejscu.
Mimo to wypił niechętnie. Nagle zastanowił się, co teraz może robić młoda, piękna Grażyna? Serce przyspieszyło, kiedy poczuło dygot zazdrości.
****
Po pracy Grażyna wpadła do marketu w Łodzi. Ser, chleb i kefir na kolację. Wróciła do domu bez uśmiechu, po prostu mechanicznie objęła syna Wojciecha, który wybiegł w stronę podwórka.
Ojciec naprawiał na loggii, gdzie miał warsztat, a matka przygotowywała kolację. Rozkładając zakupy, natychmiast zadeklarowała, że boli ją głowa i nie chce być dotykana. W rzeczywistości była smutna.
Grażyna, po rozwodzie kilka lat temu, wciąż żałowała, że nie stała się dla nikogo godną główną kobietą w życiu. Wszystkie godne były już szczęśliwie zamężne i szukały lekkich relacji.
Ostatni z nich, z którym pracowała, był zakochany po uszy. Dwa intensywne lata. Nawet wynajmowała mu mieszkanie (głównie dla własnej wygody), ale gdy tylko poczuł zapach smażonego, ogłosił, że muszą się rozstać i ona musi zwolnić się z pracy.
Znalazła nowe miejsce. Wróciła do rodziców z synem. Matka litościwie ją przytuliła, ojciec twierdził, że dziecko powinno dorastać przynajmniej z matką, a nie tylko z dziadkami.
Jadwiga od dawna zauważyła, że mąż przechodzi kryzys wieku. Wszystko zdawało się być, a jednak brakowało tego najważniejszego. Bała się myśleć, co może stać się najważniejsze dla męża. Starała się go rozluźnić, gotować jego ulubione potrawy, zawsze dbać o wygląd, nie wtrącać się w głębokie rozmowy, choć jej tego brakowało.
Próbowała go zainteresować wsią i gospodarstwem. Maksymilian nudził się, marszczył brwi.
Może dlatego, że oboje pragnęli zmiany, romans Maksymiliana i Grażyny zakwitł natychmiast. Już po dwóch tygodniach od jej przyjścia do firmy zaprosił ją na obiad i podwiózł ją do domu.
Dotknął ręki, ona odwróciła się blado-różowym policzkiem.
Nie chcę się rozstawać. Pojedźmy na mój domek na wsi? zachrypnął Maksymilian. Grażyna skinęła głową i samochód ruszył.
W piątki mąż kończył pracę godzinę wcześniej, ale dopiero o dziewiątej wieczorem, zaniepokojona żona dostała SMS: Jutro pogadamy.
Maksymilian nie zdawał sobie sprawy, jak celnie wyraził sens nadchodzącej, właściwie niepotrzebnej rozmowy. Jadwiga rozumiała, że po trzydziestu dwóch latach małżeństwa nie da się płonąć tak jak kiedyś.
Jednak mężczyzna był tak bliski, że jego utrata była jak utrata części siebie. Niech marszczy brwi, burczy i nawet zachowuje się jak typowy pan, ale zostaje w swoim ulubionym fotelu, je kolację i oddycha obok niej.
Jadwiga, szukając słów, które mogłyby powstrzymać rozpad życia (głównie jej), nie spała do rana. Z rozpaczy wyciągnęła album ślubny, w którym byli młodzi, przed nimi przyszłość. Jak piękna była!
Wielu marzyło, że będzie jej mężem. Mąż powinien to pamiętać. Zrodziło się w niej przekonanie, że przyjdzie i zobaczy fragmenty ich szczęścia i zrozumie, że nie wszystko podlega wyzyskowi.
Wrócił jednak dopiero w niedzielę i ona pojąła: wszystko skończone. Przed nią stał inny Maksymilian. Adrenalina wypełniła go po brzegi. Nie było wstydu ani wstydu.
W przeciwieństwie do żony, która bała się zmian, on pożądał ich i przyjął je z radością. Rozmyślał, nie tolerował sprzeciwu.
Od tej chwili Jadwiga mogła uznać się za wolną. Złoży pozew o rozwód jutro. Syn i jego rodzina mają przeprowadzić się pod jej dach. Wszystko zgodnie z prawem. Dwupokojowe mieszkanie, w którym mieszkał jej syn, formalnie należało do Maksymiliana odziedziczone.
Przejście do trzypokojowego u matki nie zaszkodzi młodej rodzinie, a ona będzie mieć kogo się troszczyć. Samochód, jasne, zostanie jego. Co do dachu zostawia sobie prawo odpoczynku.
Jadwiga zdawała sobie sprawę, że wygląda żałośnie i nieatrakcyjnie, lecz nie mogła powstrzymać łez. Przeszkadzały jej mowę, zamazując słowa. Prosiła, by się zatrzymać, zwrócić się do pamięci, pomyśleć o zdrowiu, choćby własnym Ostatnie wywołało w nim gniew. Podszedł blisko, szepnął, jakby krzyknął:
Nie ciągnij mnie do swojej starości!
Nie byłoby rozsądnie twierdzić, że Grażyna pokochała Maksymiliana i zgodziła się na jego propozycję w pierwszej nocy na wsi. Status zamężnej kobiety przyciągał ją, a odpowiedź kochanka, który ją odrzucił, rozgrzewała jej serce.
Mieszkanie, w którym mieszkał jej ojciec z surowym spojrzeniem, stało się uciążliwe. Marzyła o stabilnym jutrze. Maksymilian mógł jej to dać. Nie najgorsza opcja przyznała.
Mimo sześćdziesięciu lat, nie wyglądał na dziadka. Był smukły, młodzieńczy. Kierownik działu, inteligentny w pracy i miły w towarzystwie. W łóżku był pełen pasji, nie egoistą. Nie brakuje mu funduszy na wynajem mieszkania, kradzieży czy biedy. Jeden minus: wątpliwości co do wieku.
Po roku u Grażyny pojawiło się rozczarowanie. Czuła się wciąż dziewczyną, pragnęła wrażeń, koncertów, aquaparku, opalania w odważnym kostiumie i spotkań z przyjaciółkami. Dzięki młodości i temperamentu łączyła to z życiem rodzinnym, a syn nie przeszkadzał jej w aktywności.
Maksymilian natomiast, doświadczony prawnik i menedżer, rozwiązywał codzienne problemy, ale w domu okazywał się zmęczonym, szukającym ciszy, szacunku do swoich przyzwyczajeń. Goście, teatr, nawet plaża były akceptowane, lecz z umiarem.
Nie sprzeciwiał się intymności, ale potem od razu zasypiał, choćby o dziewiątej wieczorem.
Dodatkowo musiał patrzeć na słaby żołądek, który nie tolerował smażonego, kiełbasy i gotowych produktów. Była to konsekwencja rozstania z jego pierwszą żoną, co oczywiście wpłynęło na niego.
Czasem tęsknił za jej parowymi potrawami. Grażyna gotowała pod kątem syna, nie rozumiejąc, jak z kotletów wieprzowych może boleć bok.
W głowie nie trzymała listy leków, licząc, że dorosły mężczyzna sam je kupi i zapamięta, kiedy je brać. I tak część jej życia toczyła się bez niego.
Wraz z synem brała go na różne wyprawy, łączyła się z przyjaciółkami. Dziwnie, ale wiek męża zdawał się przyspieszać jej pośpiech.
Wspólnie nie pracowali dyrekcja uznała to za nieetyczne, więc Grażyna przeszła do notarialnej kancelarii. Z westchnieniem uwolniła się od ciągłego widoku mężczyzny, który przypominał jej ojca.
Szacunek to uczucie, które Grażyna darzyła Maksymiliana. Czy to wystarczy, by para była szczęśliwa?
Zbliżały się sześćdziesiąte urodziny Maksymiliana i chciała wielkiego przyjęcia. On zamówił stolik w małej, znanej mu knajpie, gdzie niejednokrotnie jadł. Wydawało się, że znudził się, ale w jego wieku to naturalne. Grażyna nie przejmowała się tym.
Świętowano jubilata w gronie kolegów. Tamte pary, z którymi kiedyś rozmawiał z Jadwigą, były niekomfortowe do zaproszenia. Rodzina była daleko, a on nie znalazł zrozumienia, łącząc się z młodą żoną.
Syn już nie istnieje. Odmówił. Czy ojciec nie ma prawa decydować o własnym życiu? Prawdę mówiąc, myśląc o małżeństwie, uważał, że zarządzanie przybiera inny wymiar.
Pierwszy rok z Grażyną wydawał się miesiącznym. Kochał być z nią wśród ludzi, zachęcając do wydatków (choć nie rozrzutnych), przyjaciół, fitnessu.
Wytrzymał głośne koncerty i szalone filmy. Na tej fali uczynił Grażynę i jej syna współwłaścicielami swojego mieszkania. Później podzielił się częścią działki z dawną żoną.
Grażyna, pod plecami Maksymilana, poprosiła Jadwigę, by przeszła na nią i jej połowę. Groziła sprzedażą części dużego domu oszustom.
Kupiła, oczywiście za pieniądze Maksymilana, i zarejestrowała działkę na siebie. Argumentowała, że tam rzeka i las dobre dla dziecka. Lato spędzali na wsi rodzice Grażyny z wnukiem. To przyniosło korzyść: Maksymilian nie przepadał za hałaśliwym synem nowej żony. Poślubił miłość, nie wychowując cudze potomstwo.
Była to rana, że jej była rodzina poczuła się oszukana. Po wygranych pieniądzach sprzedali trzypokojowe mieszkanie i rozeszli się. Syn z rodziną znalazł dwupokojowe lokum, a Jadwiga przeniosła się do kawalerki. Jak żyli, Maksymilian nie interesował się.
Nadszedł dzień sześćdziesiątych urodzin. Tysiące ludzi życzyło mu zdrowia, szczęścia i miłości, lecz nie poczuł dawnego dreszczu. Z biegiem lat narastało znane niezadowolenie.
Młodą żonę, niewątpliwie, kochał. Nie nadążał za nią, to prawda. Nie potrafił jej ujarzmić, więc uśmiechała się i żyła po swojemu. Nie pozwalał sobie na nic więcej czuł, ale to go drażniło.
Ach, gdyby mógł wlać w niąWtedy sen rozmył się w świetle porannego słońca, a Maksymilian obudził się z wrażeniem, że wszystkie jego życia i marzenia płyną razem w jednej, niekończącej się rzece.







