Serce kota dudniło w piersi, myśli rozbiegły się, dusza bolała. Co mogło tak się stać, że gospodyni oddała go obcym ludziom, dlaczego go porzuciła?

Hej, muszę Ci opowiedzieć, co się ostatnio przydarzyło Jadwidze, bo to naprawdę niesamowite.

Kiedy Jadwiga wprowadzała się do swojego skromnego, jednopokojowego mieszkania na PradzePółnoc w Warszawie, dostała od znajomych czarnego brytyjskiego kota. Najpierw była w szoku Co ja, właściwie, dostałam? pomyślała, bo mieszkanie ledwo ogarnęło się po latach oszczędzania, a jeszcze nie zdążyło się w pełni urządzić.

Po chwili przyzwyczaiła się do tego futerkowego gościa, spojrzała w te bursztynowożółte oczy i westchnęła:

Co to? Kot czy kotka?
Kot! odparł podający.
Ok, kot, będziesz Bursztynem nazwała go Jadwiga.

Kotek otworzył małą mordkę i pokazał delikatne Miau.

***

Okazało się, że brytyjskie koty są naprawdę przytulne. Już trzeci rok Jadwiga i Bursztyn żyją jak dwie połówki jabłka. Z czasem odkryła, że w tym małym futrzaku drzemie ogromne serce wita ją po pracy, ociepla w nocy, przytula się przy filmach i merda ogonkiem, gdy sprząta. Życie z kotem nabrało barw, bo miło wrócić do domu, gdzie ktoś czeka, z kim można się pośmiać i popłakać, a on rozumie Cię nawet z pół słowa.

Wydawało się, że wszystko gra, ale

Ostatnio Jadwiga zaczęła odczuwać ból po prawej stronie. Najpierw myślała, że to po prostu zsunęłam się przy podnoszeniu czegoś ciężkiego, później obwiniała tłuste jedzonko. Kiedy ból nasilił się, poszła do lekarza. Gdy lekarz usłyszał diagnozę i wyjaśnił, co jej się szykuje, Jadwiga położyła się na poduszkę i wypłakała całą noc. Bursztyn, wyczuwając jej smutek, przysunął się i zaczęło mruczeć, próbując ją uspokoić.

Pod mruczeniem Jadwiga zasnęła. Rano, pogodziwszy się z sytuacją, postanowiła nie mówić nikomu o chorobie nie chciała patrzeć w współczujące oczy i słuchać niepotrzebnych rad. Mimo to miałaby małą nadzieję, że lekarze jakoś sobie z tym poradzili. Zaproponowano jej kurs leczenia, który mógłby przynieść poprawę.

Stanęła wtedy przed dylematem, co zrobić z kotem. Z głębi duszy, przyjmując, że wszystko może skończyć się źle, postanowiła znaleźć Bursztnowi nowy dom i dobrych opiekunów. Wystawiła ogłoszenie w internecie, pisząc, że oddaje rasowego kota w dobre ręce. Kiedy pierwszy dzwoniący zapytał, dlaczego chce się rozstać z dorosłym zwierzakiem, Jadwiga, nie do końca rozumiejąc własne powody, wymyśliła, że podczas ciąży u niej pojawiła się alergia na sierść.

Za trzy dni Bursztyn w transporterze i z całym dobytkiem trafił do nowych właścicieli, a Jadwiga trafiła do szpitala

Dwa dni później zadzwoniła do nowej rodziny, by zapytać, jak kot, a dostała setne przeprosiny i informację, że kot uciekł tego samego wieczoru i nie mogą go znaleźć.

Pierwszym odruchem Jadwiga uciekła ze szpitala, żeby go szukać. Nawet poprosiła dyżurną pielęgniarkę o wypuszczenie, ale ta stanowczo odmówiła i kazała wrócić do łóżka. Sąsiadka z obok, widząc jej roztrzęsione zachowanie, zapytała, co się stało. Jadwiga, załzawiona, opowiedziała całą historię.

Poczekaj, nie płacz tak, kochanie powiedziała szczupła, starsza kobieta jutro przyjedzie jeden lekarz z Krakowa. Ja też mam ciężką diagnozę, mój syn biznesmen chciał mnie przenieść do innej kliniki, ale ja się odmówiłam. Poproszę tego lekarza, żeby Cię zobaczył, może nie będzie tak strasznie dodała, głaszcząc Jadwigę po ramieniu.

***

Bursztyn po wyjściu z transportera poczuł się w obcym domu. Ktoś nieznany wyciągnął rękę, by go pogłaskać. Kotek, nerwowy, uderzył łapką w rękę i uciekł do ciemnego kąta.

Paweł, nie dotykaj go jeszcze, niech się przyzwyczai usłyszał miękki, żeński głos, ale to nie była jego nowa pani.

Serce kota waliło cicho, myśli szalały, a dusza bolała. Co się stało, że jego pani oddała go obcym? Jego bursztynowe oczy rozglądały się przestraszone po pokoju. Dostrzegły otwarte okno. Kotek z impetem przeskoczył przez nie i wylądował na zewnątrz!

Na szczęście to był tylko drugi piętro, a pod oknem był zadbany trawnik. Od tamtej chwili Bursztyn wędrował w stronę domu.

***

Wtedy na Jadwigę czekała kolejna światłość urocza kobieta w okolicach czterdziestu lat, przedstawiająca się jako Maria Pawłowska. Przejrzała kartę leczenia, położyła Jadwigę na leżance i poprosiła, by obróciła się na lewy bok. Długo przeszukiwała dokumenty, pytała, gdzie bolało, jaka to boli. Po kilku manipulacjach na specjalnym sprzęcie lekarz podszedł i wyjaśnił, że diagnoza jest dobra, leczenie ma szansę.

Jadwiga nie spodziewała się nic dobrego, wróciła do pokoju, gdzie leżała sąsiadka.

Co ci powiedziano, kochana? zapytała.
Nic konkretnego, mówią, że jeszcze wpadną. odpowiedziała Jadwiga.
Rozumiem. Ja też nie mam szczęścia, potwierdziła lekarz, smutno.

Dziękuję za wszystko szepnęła Jadwiga, nie wiedząc, jak pocieszyć kogoś, kto wie, że wkrótce odejdzie.

Po pół godzinie Maria Pawłowska wróciła z innymi lekarzami i z uśmiechem podała dobrą wiadomość: choroba jest wyleczalna, wystarczy dwa tygodnie kuracji i Jadwiga będzie zdrowa. Sąsiadka po tym dodała:

Cieszę się, że przed wyjściem zdążyłam zrobić jeszcze jedną dobrą rzecz. Bądź szczęśliwa, kochanie.

***

Bursztyn nie miał żadnej gwiazdy prowadzącej, nie wiedział nawet o niej. Po prostu szedł do domu, kierując się kocim instynktem. Droga przez krzaki i przeszkody była pełna przygód i zabawnych wpadek. Jednego dnia, nie znając ulic, przemienił się w małego drapieżnika z wyostrzonymi instynktami. Unikał hałaśliwych ulic, przeskakiwał przez podwórka, leciał nad ziemią, jak to widział w filmach, i wspinał się na drzewa.

W jednym cichym podwórku, przytłoczony hałasem drogi, natknął się na doświadczonego kota ulicznego. Ten od razu rozpoznał obcego i z głośnym miauknięciem rzucił się na Bursztyna. Brytyjski kot, choć z początku arystokratyczny, zamienił się w złościwego bandytę i nie cofnął się. Starcie było krótkie miejscowy szef kotów schował się w krzakach, zostawiając lekko podarty uszek.

Wszystko to, bo kot chciał pokazać, kto rządzi w okolicy. Bursztyn i tak szedł do domu, nic nie mogło go powstrzymać. Wspominał przodków, uczył się spać na drzewach, wybrał takie, które miały wygodne gałęzie. Niestety, nauczył się też kraść jedzenie ze śmietników i podkraść się do karmionych przez współlokatorów kotów.

Pewnego dnia napotkał stado kundli, które zepchnęły go na słabą gałąź i szczekały, próbując go złapać. Ludzie, którzy przybyli na hałas, przepędzili psy, a jedna z kobiet wzięła Bursztyna do domu, podjadując kawałek kiełbasy. Głód i strach sprawiły, że kot zgodził się na pieszczoty i został w ramionach.

Jednak po chwili, wspominając, że ma jeszcze swoją drogę, wskoczył z powrotem na korytarz i wślizgnął się w drzwi, które właśnie się otworzyły, kontynuując wędrówkę do domu.

***

Po wypisie z szpitala Jadwiga pojechała do swojego mieszkania w Warszawie. W głowie wciąż brzmiały słowa Marii Pawłowskiej, życzącej szczęścia. Była przeszczęśliwa, że diagnoza się nie potwierdziła i jest zdrowa, ale serce bolało za Bursztnem. Nie mogła wyobrazić sobie pustego mieszkania bez przywitania przy drzwiach.

Weszła do mieszkania, zadzwoniła do osób, które przyjęły kota, i poprosiła o dokładny adres. Kiedy przyjechała, dowiedziała się, że Bursztyn uciekł, i postanowiła podążać jego śladem. Mówiono jej, że to nierealne minęły już dwa tygodnie, a domowy kot raczej nie przetrwałby na ulicy. Ona nie chciała w to wierzyć.

Szła pieszo, zaglądała do każdego podwórka, przyglądała się skwerom i garażom, próbując wyobrazić sobie, jak kot radzi sobie na mieście. Wołała Bursztyna, patrząc w ciemne okna piwnic. Gdy zbliżała się do swojego domu, uświadomiła sobie, że kot zniknął bez śladu. Nie mogła uwierzyć, że w dwie godziny drogi pieszo nie znajdzie go.

W końcu, stojąc w swoim podwórku, łzy spływały po policzkach, a serce było ciężkie. Nagle dostrzegła po drugiej stronie chodnika czarny kot, który szła w jej stronę.

Czarny kot pomyślała. Zatrzymała się, spojrzała w jego oczy i wykrzyknęła: Bursztyn!. Kot nie pobiegł, po prostu usiadł, zmrużył oczy ze szczęścia i mruknął: Dotarłem!.

Jeśli podoba Ci się nasza historia i chcesz więcej, zostaw komentarz i lajka to nas motywuje do pisania kolejnych opowieści!

Oceń artykuł
NewsEmpire24
Serce kota dudniło w piersi, myśli rozbiegły się, dusza bolała. Co mogło tak się stać, że gospodyni oddała go obcym ludziom, dlaczego go porzuciła?