Od trzech lat jestem żonaty i jak na razie jest to najgorszy okres w moim życiu. Kiedy chodziliśmy, każde z nas mieszkało z rodzicami i może dlatego bardzo się kochaliśmy. Po ślubie i zamieszkaniu razem w wynajętym mieszkaniu, nasze relacje bardzo się zmieniły. Renia przez jakiś czas nie pracowała, kończyła właśnie studia i próbowała odnaleźć się w “dorosłym życiu”, więc nie naciskałem na nią, żeby się dokładała do opłat. Chodziła na rozmowy o pracę, szukając dobrego zajęcia, podczas gdy ja płaciłem czynsz i wynajem. Po pierwszej poważnej rozmowie o pieniądzach, przejęła opłacanie rachunków za media, a czynsz, który był cztery razy wyższy, nadal płaciłem ja.
Czas leciał, a od ukończenia przez nią studiów minął cały rok. Nie planowaliśmy jeszcze dzieci, ale miałem już dość tego, że moja żona ciągle siedzi w domu i nic nie robi. Z tego, co wiedziałem, brała jakieś zlecenia, byle tylko starczyło na czynsz, a mnie prosiła o pieniądze na jedzenie i ubrania. Kiedy już kolejny raz pokłóciłem się z nią o to, Renia nagle została zatrudniona jako kierownik sprzedaży. Praca nie jest zbyt stabilna, stawka niska, cała nadzieja w tym, że jest procent od sprzedaży.
No, ale ona chyba się nie sprawdziła w tej pracy. Co miesiąc pracodawca grozi jej, że obetnie jej pensję, bo ma niewielu klientów, a jej pensja ledwo wystarcza na pokrycie rachunku za media i trochę artykułów spożywczych. Pracuje niewiele, a w domu zupełnie nic nie robi. Czasami siedzi i wpatruje się w ścianę, a jeśli złapie mój wzrok, pyta niegrzecznie, dlaczego się na nią gapię. Nie reaguje na komplementy typu: “Bo jesteś piękna”.
Może praca jest dla niej tak wyczerpująca. Może nie powinienem był tak bardzo naciskać. Mam wrażenie, że jest ze mnie tak samo niezadowolona jak ja z niej. Mieszkamy razem dopiero od niedawna, nie chcę rozstawać się z powodu takich bzdur, ale jak poprawić nasze małżeństwo, nie wiem.






