Moja żona zawsze była twardą kobietą, bez problemu potrafiła ustawić każdego mężczyznę na miejscu, syna również. Pod jej rządami wyrósł na wspaniałego człowieka. Wychowała go na odpowiedzialnego, dobrego człowieka, ale po tym jak zostało nas tylko dwoje, bez mojej pięknej bratniej duszy, pozwoliłem, aby pojawiły się u niego najgorsze cechy. Zdaję sobie sprawę, że sam nie widziałem i nie kochałem wystarczająco, poświęcając zbyt wiele czasu na własny smutek i przegapiając wszystko, co byłem zobowiązany dać mojemu synowi. Z powodu mojej obojętności szukał wsparcia u innych i stwardniał na moją miłość.
Na początku cieszyłem się, że tak wcześnie znalazł ukochaną i że się pobrali. Dorosłość powinna go lepiej nauczyć przechodzenia przez trudne chwile, tylko mój syn nie dorósł i nie potraktował spraw poważniej, nadal siedział mi na karku w wieku dwudziestu lat, a do tego przyprowadził ze sobą żonę. Długo to znosiłem, zanim powiedziałem im, co myślę o tym, że przesiadują z przyjaciółmi w moim mieszkaniu i o bezrobociu, w którym oboje toną. Jego żona wymyślała historie o tym, że jest chora, a potem nagle ogłosiła, że jest w ciąży. Trzy gęby do wykarmienia, pogoniłem ich.
Potem słyszałem, że mój syn dostał na jakiś czas pracę na pół etatu, a później zamieszkali u swatów.
Relacje z synem były napięte, mieliśmy bardzo mało kontaktu, a ja zaczynałem żałować, że byłam taki. Sam go zepsułem, a teraz się skarżę — pomyślałem.
Kiedy wnuczka skończyła dziewięć lat, zaproponowałem, żeby dzieci wprowadziły się z powrotem do mnie. Moje mieszkanie jest przestronniejsze niż swatów, szkoła jest tuż pod domem. Syn odrzucił moją propozycję. Powiedział z zawadiackim uśmiechem, że nie potrzebują mojej pomocy i lepiej będzie, jeśli pomogę pieniędzmi, a nie słowami.
Uznałem to za wezwanie do działania i zacząłem dawać synowi trochę pieniędzy, gdy przychodził w odwiedziny. Wtedy właśnie zaczął częściej mnie odwiedzać. Czasem przychodził sam, mówiąc, że coś mu się zepsuło w samochodzie i że pilnie potrzebuje pieniędzy. I zawsze na czas zaraz po mojej wypłacie. Ale ja byłem głupi i nie zwracałem na to uwagi.
Syn okradał mnie z pieniędzy, a ja, jak ślepiec, nie widziałem tego. Jego ostatnia wizyta otworzyła mi oczy. Narzekał, że tego lata nie mają gdzie się podziać, a jego żona chce jechać na wakacje. I jakoś pomiędzy tym wszystkim wymknęło się pytanie, czy myślałem o sprzedaży mojego domku letniskowego.
– Dom ma już swoje lata, działka jest opuszczona. Możemy podzielić się pieniędzmi, ja i moja żona pojedziemy nad morze, a ty będziesz mógł leczyć swoje zdrowie. Wiesz, że twoja wnuczka szybko dorasta, niedługo pójdzie na studia. Jako dziadek musisz dać jej prezent na zakończenie studiów, prawda? Mógłbyś odłożyć trochę na jej edukację…
To był dom ojca mojej żony, uwielbiała to miejsce. I nie jest zapuszczony, dbałem o niego przez lata, mając nadzieję, że kiedyś domek trafi do syna i jego rodziny. Tak miło mieć miejsce, gdzie można wyjść na łono natury i grillować. A on chce sprzedać! Potem poprosi o mieszkanie i gdzieś mnie wyeksmituje, bo jedyne, o czym myśli to morze. Nic się nie zmienił i stał się tylko bardziej zapatrzony w siebie.
Powiedziałem, że pomyślę o tym, choć oczywiste jest, że mogą sprzedać go tylko po moim trupie. Jedną dobrą rzeczą jest to, że moja żona nie widzi ani nie słyszy, co mówi i robi jej syn. Zero szacunku dla rodzica, a jedyne czego ode mnie chce to pieniądze.
Wolę być na starość zupełnie sam i umrzeć w samotności, niż pozwolić dziecku wydać każdy mój grosz za życia.
Źle go wychowałem, nie umiałem sobie z nim poradzić….






