Mężczyźni, których żony nie pracują i siedzą w domu powinni mnie zrozumieć. Zawsze wracam z pracy zmęczony i z nadzieją, że dom jest posprzątany i obiad gotowy, a okazuje się, że moja żona też jest czymś bardzo zmęczona – na przykład całodziennym oglądaniem telenoweli – i czekała, aż ja przyniosę jej obiad. Nie ma sensu się kłócić – zirytuje mnie, zrani, a potem wróci i przeprosi, i będzie mnie tak długo przepraszać, aż jej wybaczę.
Czasami myślę, że ona robi to specjalnie, żeby mnie zdenerwować. Ożeniłem się z dziewczyną z ambicjami i planami na życie, a teraz każdego dnia widzę ją albo drzemiącą na kanapie, albo robiącą zakupy online na mój koszt. A ona w zamian nie chce robić nic w domu.
Nie chcę mieszkać w brudzie, więc zaproponowałem jej zatrudnienie gosposi, która przynajmniej przetrze kurz i odkurzy, skoro to takie trudne dla mojej żony.
– Żartujesz sobie? Nie masz pieniędzy na zbyciu? – krzyczała moja żona. – Nie mam pieniędzy na ubrania, ty nigdy ich nie masz, nie możemy jeść na mieście, kupujesz tylko tańsze produkty, ale masz pieniądze na gosposię.
– Co możemy zrobić, jeśli ty nie sprzątasz?
– Może nie chcę! To, że ja robię coś w domu, a ty idziesz do biura, nie oznacza, że tylko ja muszę sprzątać. To także twój dom.
– Ale ty nic nie robisz. Pracuję dziewięć godzin dziennie, a ty nie możesz wygospodarować półtorej godziny na sprzątanie? Nie codziennie, ale przynajmniej raz w tygodniu.
–
Nie mogę – prychnęła. – Zatrudniaj kogo chcesz, ale jak tylko zobaczę inną kobietę w naszym domu, wprowadzę się z powrotem do rodziców.
Czym sobie zasłużyłem na taką szantażystkę i jak mogę z nią walczyć, jest dla mnie nie do pojęcia. Czy muszę znosić brud do końca życia, czy samemu chodzić po domu z mopem po pracy? A potem dać mojej żonie pieniądze za to, że jest taka piękna i świetnie udaje amebę?






