Nasza córka Monika mieszkała przez pięć lat u naszych krewnych: mojej siostry i jej męża. Ich syn wcześnie się ożenił i wyjechał do innego miasta. Maria sama zaproponowała, żeby Monika zamieszkała z nią. A my mieliśmy zamiar umieścić naszą córkę w akademiku. Uzgodniliśmy płatność i Monika poszła mieszkać u Mari. Pieniądze wysyłałam co miesiąc, nawet w czasie wakacji, kiedy Monika mieszkała w domu.
Oprócz tego stale przywoziliśmy siostrze owoce naszej pracy z warzywniaka i z naszego ogrodu. Przywoziliśmy ziemniaki, cebulę, buraki, marchew i kapustę. Przynosiliśmy różne owoce, dżemy i ogórki. I dużo mięsa.
Oczywiście nasza córka też jadła te produkty, ale większość produktów i tak trafiała do Marii i jej męża. Oni chętnie raczyli naszymi produktami innych krewnych i swoich znajomych. Monika jadła osobno. Nikt w domu mojej siostry jej nie gotował.
Gdy tylko cena mediów szła w górę, Maria natychmiast podnosiła czynsz. Właściwie chciałam, żebyśmy wynajęły pokój gdzieś indziej, ale córka była jakby pod opieką mojej siostry i czułam się w ten sposób bezpieczniej.
Każdego lata przez pięć lat Maria i jej mąż przyjeżdżali do nas w odwiedziny. Zawsze wyjeżdżali z pełnymi torbami i byli z tego powodu bardzo zadowoleni. A potem Monika skończyła studia, zdobyła dyplom i wyszła za mąż. I wtedy Maria zadzwoniła do mnie jesienią i zapytała, kiedy przyjadę i przywiozę jej ziemniaki, mięso i inne rzeczy.
Zdziwiłam się i powiedziałam:
– Jeśli czegoś potrzebujesz, to przyjedź. To tylko 150 kilometrów i masz samochód!
Maria rozłączyła się. Po prostu założyłam, że to problem z połączeniem. A potem, dwie godziny później, zadzwonił do mnie jej mąż. Wykrzyczał, że ja i mój mąż po prostu ich wykorzystaliśmy, a potem o nich zapomnieliśmy. Mąż mojej siostry powiedział mi, że przez wszystkie lata w ogóle im nie płaciliśmy. Okazało się, że moja córka robiła dużo prania, a oni uznali, że pranie robi się tylko raz w tygodniu.
Nie mówiłam o tym, ile kosztowały artykuły spożywcze, które przywoziliśmy im przez pięć lat. Potem przyjechała do mnie siostra z mężem, by zażądać pieniędzy. Tak się złożyło, że mój mąż był w pracy. Przyjechali swoim samochodem. Odmówiłam im pieniędzy i wtedy zaczęli chodzić po ogrodzie i zabierać wszystko, co im się podobało.
Dobrze, że zadzwonilam do sąsiadki, która wezwała policję. Moja siostra i jej mąż zostali zabrani na komisariat. Ukarano ich grzywną i wypuszczono.
A inni nasi krewni mają mnie teraz za straszną osobę. Maria opowiada wszystkim, że karmili moją córkę za darmo, gdy była na studiach i że mieszkała z nimi za darmo oraz, że prawie wsadziłam ich do więzienia. Taka jestem zła i niewdzięczna…






