Moja koleżanka z klasy o Kasia i jej mąż kupili mieszkanie na kredyt. Natychmiast po zakupie zaczęli je remontować. Cóż, to zrozumiałe — każdy tak robi. Ale była jedna dziwna rzecz: zdecydowała się na kilka drastycznych zmian. Po pierwsze, zrezygnowała z kuchni. W ogóle z kuchni. Mają kawalerkę i Kasia uznała, że przyda im się jeszcze jedno pomieszczenie. Po co jej kuchnia ? Szafki kuchenne? Ma małą lodówkę, mikrofalówkę, skromny zestaw naczyń i czajnik elektryczny.
Ona i ja jesteśmy dość bliskimi przyjaciółkami, więc znam wszystkie szczegóły.
Kasia jest mężatką od wielu lat. I nie ma dzieci. Może nie będzie ich miała. I nie będzie gotować. Tak wyjaśniła swoją decyzję. Zawsze chodzą jeść do stołówek i restauracji albo zamawiają gotowe posiłki do domu.
W końcu Kasia cały czas jest w pracy, a po powrocie do domu nie ma ochoty na gotowanie. I nie ma siły. W weekendy odpoczywa.
Ona i jej mąż czasami kupują coś na kanapki.
Szczerze mówiąc, wszyscy ludzie, którzy ich odwiedzają, są bardzo zaskoczeni brakiem kuchni w domu. I co z tego — to ich decyzja. Nie chcą gotować, to nie gotują. Dlatego mają prawo korzystać z kuchni według własnego uznania. I rzeczywiście przestrzeń w mieszkaniu jest niewielka.
Czy można obejść się bez kuchni? A może też jesteście zwolennikami fast foodów?
Ja w ogóle nie akceptuję kupnego jedzenia. Odpowiada mi tylko domowe jedzenie. A gotowanie sprawia mi przyjemność. No ale każdy decyduje za siebie.
