Myślę, że mój brat nie ożenił się z dobrą kobietą.
Szczerze mówiąc, na początku starałam się utrzymywać poprawne relacje z bratową. Mój brat i jego żona przez jakiś czas mieszkali z moją mamą i ze mną. Wtedy właśnie przeprowadziłam się do mniejszego pokoju, mama przeniosła się do salonu, a bratu i jego żonie oddaliśmy jej sypialnię. Niestety, Helena od razu próbowała pokazać nam swoim zachowaniem, że nie jesteśmy jej równi. Była córką profesora. Żona mojego brata nie uważała za konieczne sprzątać ani gotować, tłumacząc, że nie jest u siebie. Kiedy Helena zaszła w ciążę, powiedziała, że potrzebuje spokoju. Moja mama nie jest osobą konfliktową, więc przyglądała się wszystkiemu w milczeniu. Ja natomiast nie mogłam nawet przyprowadzać koleżanek do domu, bo Helena nie chciała.
Domagała się dobrego jedzenia i ciszy. Mama musiała gotować dla niej i dla nas osobno. Kilka razy próbowałam porozmawiać z mamą, żeby nie próbowała tak dogadzać synowej, która z dnia na dzień stawała się coraz bardziej bezczelna. Bliżej porodu żona mojego brata powiedziała, że jej nienarodzone jeszcze dziecko powinno mieć osobny pokój. Chciała mnie przenieść do salonu do mamy. Nie mogłyśmy tego dłużej znieść. Helena zalała się łzami, zaczęła krzyczeć, jakbyśmy mieli spowodować, że urodzi wcześniej. Brat stanął w obronie żony i nazwał mnie smarkulą. Mama w końcu poprosiła brata o rozwiązanie kwestii mieszkaniowej. W końcu się wyprowadzili. Co więcej, nie wiedzieliśmy, kiedy urodził się ich syn ani kiedy odbyły się chrzciny. Bratowa powiedziała tylko, że nie powinniśmy przynosić żadnych prezentów, lepiej dać dziecku pieniądze. Podała nawet kwotę.
Moja mama powiedziała, że nie ma takich pieniędzy. I do tego zabroniono nam widywać się z dzieckiem. Matka początkowo była zdenerwowana, ale później jednak sami zaczęli przyprowadzać do nas chłopca. Helena sama
czasami zostawiała syna z moją matką i ze mną. Na przykład, gdy musiała wyjść z koleżankami na kawę lub manicure. Ale zawsze odbierała dziecko z pretensjami. Źle był ubrany, źle karmiony. Kiedy dziecko skończyło rok, mój brat i bratowa przyjechali w odwiedziny. Powiedzieli, że muszą jakoś rozwiązać swój problem mieszkaniowy. Ponieważ nie mogli dostać kredytu na mieszkanie, bratowa postanowiła pójść do pracy i w międzyczasie zostawić dziecko ze mną.
– Studiujesz na uniwersytecie pedagogicznym, więc zdobędziesz trochę praktyki. Ciężko nam żyć tylko z pensji twojego brata. Ale nie mamy z czego ci zapłacić. A zajęcia? Możesz przenieść się na studia zaocznie, musisz nam pomóc, – powiedziała.
Oczywiście odmówiłam.
Nie mogłam wytłumaczyć bratu, że ich problemy mieszkaniowe w ogóle mnie nie dotyczą. Dlaczego miałabym poświęcać własną edukację dla czyjejś korzyści? A potem musiałam bym jeszcze wysłuchiwać niezadowolenia bratowej, że nie opiekuję się dobrze jej dzieckiem.
Helena nazwała nas egoistkami i powiedziała, że nigdy więcej nie postawią stopy w naszym domu. Przez jakieś pół roku rzeczywiście się nie pojawiali. Aż pewnego dnia do domu wrócił mój brat. Okazało się, że jego żona poszła do pracy i tam poznała innego mężczyznę. Rozwiodła się z nim i wystąpiła o alimenty.
Teraz szantażuje mojego brata dzieckiem. Jeśli zapłaci alimenty, zobaczy syna. Jeśli nie, to go nie zobaczy. Tylko drugi mężczyzna, którego poznała Helena, nie spieszył się z poślubieniem jej. Miał żonę. Tak więc była żona mojego brata nadal mieszka w wynajętym mieszkaniu, za które nawiasem mówiąc, nadal płaci mój brat. Brat przeprosił nas i powiedział, że następnym razem staranniej wybierze kobietę.
